intuicja
"B" "Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: pierwszy - jakby wszystko było cudem, drugi - jakby nic nie było cudem." Albert Einstein (podobno:) )
139 obserwujących
473 notki
821k odsłon
  658   4

Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, czyli Opatrzność i Pustelnia

Pod notką @prowincjałki:  wojna i pokój   napisałam komentarz, przy czym już podczas jego pisania pomyślałam, że warto zamienić go w krótką notkę, żeby mi nie przepadł…


Notka oraz rozmowa pod nią - najlapidarniej rzecz ujmując - o prowadzeniu duchowym.


I popełniłam pod nią coś takiego…

(dla potrzeb tej publikacji lekko zmodyfikowałam):


„Ciekawe odczytanie... (swojej drogi, prowadzenia przez Boga, w Opatrzności, w Miłosierdziu, czy jak to kto nazwie)

Twoje... (odczytanie / rozumienie)

To podkreślenie (że Twoje) bardzo ważne ze względu na to, o czym wcześniej napisałam (bo to kontynuacja rozmowy) -> absolutnie zindywidualizowane podejście Boga do każdego z nas...

Sposób dotarcia Słowa + Twoja / moja osobowość, która pozwala na Twoje / moje zrozumienie = Twoja / moja droga

Jedyne w swoim rodzaju:)

Fascynuje mnie i wprawia w stan nieograniczonej wdzięczności, podziwu, zachwytu to pełne uwagi, czułości, poszanowania dla swojego stworzenia - podejście Stwórcy.

Wprawia w zadziwienie, choć jednocześnie wiem, że jest to bardzo, bardzo spójne (podejście i sama natura Stwórcy), że nie może być inaczej, bo wynika z niezmiennej i wiernej natury Boga...

On nie musi, ale jednak musi, bo Jest taki jaki Jest.

Nie ma wyboru...

Chociaż jest wszechmocny...

Stwarzając nas - uwięził siebie... (gdzie uwięził?)

Jedyne, co możemy to: na kolana w pokorze, wdzięczności, miłości. Słowem - w uwielbieniu.

Nic więcej.

Dla mnie to coś tak wielkiego, dobrego i pięknego, że brak mi słów....:)

Zatyka mnie po prostu:)) (…) „


Tak Ci ja napisawszy.... :)


Ale jakie są -  dla nas wszystkich i każdego z osobna -  konsekwencje przyjęcia, że wędrujemy w Opatrzności, że każdy z nas jest indywidualnie prowadzony przez naszego Stwórcę? 

Przyznam, że czuję się zupełnie bezradna wobec tego pytania, bo doskonała opozycja dwóch światów: materialnego i niematerialnego, opozycja zasad, którymi te dwa światy się rządzą, uniemożliwia danie odpowiedzi…


Świadomość bardzo konkretnego, namacalnego prowadzenia każdego z nas, a więc wiara w Opatrzność, w Plan Boży -> do czego mnie / nas zobowiązuje? Co mi / nam nakazuje?

Trudne,  aby z jednej strony nie popaść w sponiewieraną na wszelkie możliwe sposoby  „tolerancję” , z drugiej zaś - nie czynić z siebie pana i władcy drugiego człowieka…


Każdy z wierzących zna słowa: „nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”…

I co? I nic :)

Bo codziennie, chociażby tu na s24, osądzamy :)

Ktoś powie: o nie, nie, to nie są sądy, to oceny. Jeszcze inny dorzuci: to opisy rzeczywistości… Najbezpieczniej jest opisać;)

Psychologia usłużnie nam podpowie, jaka jest między nimi różnica…

I tak opisem będzie neutralne przedstawienie rzeczywistości (co widzę, co słyszę), oceną – ocena rzeczywistości („moim zdaniem”, „w mojej opinii”, „wydaje mi się” itd.), wreszcie osądem  – opowiedzenie się, określenie co jest dobre, a co złe...


A ja powiem, że wcale mnie to wszystko nie przekonuje:)

Ani przedstawiony podział (bo jak odróżnić osąd od oceny? wytrychem pt. "moim zdaniem"? słabiutkie), ani próba zdefiniowania poszczególnych określeń…

Nie przekonuje, bo nie daje odpowiedzi na pytanie, czego nie należy robić, aby osądzonym nie zostać :) Kompletnie nieużyteczne. Nie dla mnie, bo kobiety podobno są praktyczne.


Do wczoraj wydawało mi się, że wystarczy wprowadzić następującą zasadę: sąd dotyczy człowieka, ocena postępowania, uczynku… Ale rozmowa z @prowincjałką, temat jej notki, moje doświadczenia ostatnich dni kazały mi postawić ją (tę zasadę)  pod dużym znakiem zapytania…

Bo przecież jeśli powiemy, że wierzymy w Boży Plan, w Opatrzność to, co nam do postępowania kogokolwiek…? Tak widocznie musi się dziać… Taki jest dopust… To, co nas spotyka jest czymś najlepszym, co nas spotyka (ze względu na nasze wybory, naszą naturę)... A jeśli jest czymś najlepszym, czy nam oceniać? Jaki w tym sens?

I dodatkowa trudność: jak wyabstrahować z rzeczywistości postępek? Umieścić go z dala od sprawcy? A jeszcze jeśli coś dotyka nas bezpośrednio, osobiście …?

Nie w mocy ludzkiej… W każdym razie ja mam z tym problem, przyznaję… :)


Wciąż jednak wisi nad nami zdanie o fundamentalnym znaczeniu: „nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”, a ja bardzo nie chcę być sądzona…:) Tchórz ze mnie:) Co więc mam robić? Jak żyć, panie premierze, jak żyć? :)


Jedyne rozwiązanie, które mi się nasuwa to: "Pustelnia"...

Stąd pewnie św. Charbel pojawił się w moim życiu 22 lipca br :))

Pustelnia – taaaak, ale w jakim znaczeniu?

Bo powoli przyzwyczajam się już do tego, że moje myślenie jest czystym schematem, który Pan Bóg za każdym razem rozbija w drobny mak:) Co okaże się moją pustelnią…? Póki co – nie wiem…

Ale wiem, że się dowiem, wystarczy cierpliwie czekać…

I niezbyt poważnie, ale radośnie:


Lubię to! Skomentuj120 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości