I na tym powinnam na dobrą sprawę zakończyć:)
ale
"Kto ma uszy niechaj słucha" :)
Każdy z nas, droga @gini, może (mało: powinien!) starać się stosować zasady ewangeliczne w SWOIM życiu, w SWOICH osobistych relacjach, tzn. miłować swoich nieprzyjaciół, nadstawić drugi policzek itd. (te wymieniasz, więc na nich poprzestaję). Zasadą sine qua non jest podjęcie duchowej walki tylko i wyłącznie z SAMYM SOBĄ w całkowitej wolności, czyli:
- ja się decyduję (nadstawić ten policzek, modlić się za nieprzyjaciół),
- ja się stosuję do tych postanowień, oraz
- tylko i wyłącznie OD SIEBIE - tego, o czym wyżej, wymagam - NIE OD DRUGIEGO CZŁOWIEKA, bo ten drugi, podobnie jak ja, sam ze sobą musi stoczyć swoją walkę. (piszę o Ewangelii, a nie o porządku prawnym)
Słowem: to, o czym tak piszesz (któryś raz z kolei) dotyczy poszczególnych ludzi, ich wewnętrznej walki, na którą się decydują.
Nie państw, nie instytucji.
To nie Donald Trump ma nadstawić wszystkie możliwe amerykańskie policzki:)
Ani Ali Chamenei (wszystkie irańskie policzki), czy Binjamin Netanjahu (wszystkie izraelskie policzki) - choć to akurat nie ich religia:))
Każdy nadstawia swój policzek. Tylko i aż tyle.
Natomiast dla Trumpa, rodziny Chamenei, czy Netanjahu liczą się interesy i prosta zasada: albo oni nas albo my ich.
Bo to jest zasada tego świata, który jest światem walki, czy nam się to podoba, czy nie. Walki, a nie umowy społecznej. Wmówiono nam, że to ona (umowa) jest podstawą, żeby mieć z nami względny spokój. Owszem jest podstawą, ale dopiero wtedy, gdy umowę spisze zwycięzca. To jest świat przemocy, a jego kształt formują wojny (tradycyjne, gospodarcze, co tam chcesz).
Nie udawaj, że tego nie rozumiesz, @gini.
Zmienić tę zasadę może jedynie jakaś cudowna przemiana sumień, serc (nazwij sobie jak chcesz) zainicjowana OdGórnie...
Bo po ludzku jest już pozamiatane, tzn, będzie następować eskalacja, niwelowana pytaniem: opłaca się nam iść dalej, czy może osiągnęliśmy nasze cele ew. nie mamy narzędzi i już się zatrzymujemy. Oczywiście wszystko może wymknąć się spod kontroli, bo to przemoc. Tak że tak - masz rację, że przed nami wielki, wielki kryzys. Ale od zawsze był, bo wpisany jest w naturę świata.
-----------------------------------------------------------
Różnica między nami polega na tym, że wierzysz jednym, a ja drugim. To raz. Przy czym "wierzysz" to za dużo powiedziane, ale wiesz, o co mi chodzi. O narrację.
Oraz tym, że jestem zainteresowana utrzymaniem układu sił, który wyłonił się po II wojnie światowej (prymat Zachodu, a konkretnie USA), a nie Bliskiego, czy Dalekiego Wschodu. Ty - nie. To dwa.
Być może ten układ jest już nie do utrzymania. Nie wiem.
Ale wiem, że o utrzymanie go toczy się teraz gra. Stąd atak na Iran, a wcześniej operacja Wenezueli.
Dodatkowo, na poziomie tożsamościowym, a więc bardzo głębokim, mamy do czynienia z wojną religijną (tu głównie Izrael).
I taka prośba: jeśli piszesz notkę, skoncentruj się na przedstawieniu własnego stanowiska, a nie na pisaniu nieprawdziwych opinii na temat moich poglądów. Może tak będzie uczciwiej?


Komentarze
Pokaż komentarze (20)