Przyznam, że ja stary medialny wyjadacz… mam tremę. Bo to mój debiut na blogu. Ale lepiej późno niż wcale. Bo myślę, że był już czas. Bo pół roku mocno rozdrażniło mnie nieodpowiedzialne trwonienie politycznego kapitału, przez partię, której dotąd sprzyjałem. PiS wrócił po wyborach prezydenckich do agresywnej retoryki, znowu dał się wciągnąć w wojnę i natychmiast wycofał się do starych okopów. Tym posunięciem spisał na straty młodszych, bardziej umiarkowanych, wykształconych (niepotrzebne skreślić), ale przecież konserwatywnych wyborców. Wycofał się do okopów, tratując własne oddziały na przedpolu.
Postanowiłem wtedy, że nie będę więcej komentował polityki na łamach jednej z lubelskich, lokalnych gazet. Przeniosę się na blog, gdzie będę bardziej niezależny.
Teraz nie muszę przejmować się stwierdzeniem, że „jak krytykuje, to znaczy chce zniszczyć”. Choć uważam, że to nie tak.. Bo jak rozkapryszonemu bachorowi należy się rózga, to Święty Mikołaj powinien mu ją przynieść. A jak już rózgę dzieciakowi przyniesie, to wcale nie musi być ona natychmiast użyta.
Wielu polityków i zwolenników nie może zrozumieć, że rózga opinii, to nie narzędzie destrukcji, tylko sygnał wychowawczy. Że może trzeba zastanowić się nad sensem takiego sygnału.
Rozgadałem się. A nie tak miał wyglądać mój debiut. Ale myślę, że z czasem rozkręcę się.
Jesień miała byc gorąca, bo wyborcza. A jest szara i nijaka.
Ostatnim wydarzeniem nr 1 jest oczywiście zabójstwo Marka Rosiaka. Na razie nie bardzo wiadomo jakie były intencje jego zabójcy Ryszarda C.
Czy była to chęć zamordowania przede wszystkim prezesa PiS, a dopiero gdy się to nie udało to kogo innego? Po lekturze materiałów prasowych o zabójcy, jawi się on jako osoba z problemami psychicznymi. Być może, że nakręcił go ostry język polityków i ostre komentarze mediów. Nie bardzo wierzę, że Stefan Niesiołowski mógł być dla zabójcy celem nr 1, a Marek Rosiak ofiarą zastępczą. To legenda, wymyślona na poczekaniu, żeby trochę uszczknąć PiS z jego chwały. Bo to polityk tej partii oddał życie w służbie obywateli.
To prawdopodobne. Tym bardziej, że przed pogrzebem Marka Rosiaka, trzy najważniejsze osoby w państwie, chyłkiem, po cichu jakby oddały hołd zamordowanemu. A dopiero potem pojawił się ów medialny fakt o Stefanie Niesiołowskim.
Na Lubelszczyźnie platformersi koniecznie prą do wyborczego sukcesu. Tak bardzo, że na jednym z plakatów pojawiła się podobizna Marylin Monroe, która twierdzi że kandydat albo lista(?) PO jest sexy. Wysoki wynik PO na Lubelszczyźnie, będzie sygnałem, że wszystko już zostało pozamiatane po Pośle - Cyrkowcu, który raczył był opuścić PO. Po Cyrkowcu pozostały porzucone 'misie' z jego lubelskiego cyrku. Misie teraz są przeganiane z pierwszych miejsc na wyborczych listach kandydatów.
A show Cyrkowca trwa dalej. Pod innym szyldem. Na lubelskie spotkanie założycielskie jego nowej partii przyszło ok 200 osób. Dużo to czy mało? Absolutna liczba zwolenników jest raczej niewielka. Ale biorąc pod uwagę, że "żaden prorok nie jest mile widziany w swoim kraju"? W innych miastach liczba zwolenników Proroka - Cyrkowca może być wyższa. Wśród owych wyznawców była grupa starszych antyklerykałów. Choć raczej powinni założyć jakąś Rodzinę "Faktów i Mitów". Bo ta gazeta jest dla nich duchowym pokarmem. Uzasadnia, dlaczego jej czytelnicy w dość podeszłym wieku są na bakier z Kościołem.
Lubelski PiS nieco się pogubił na początku kampanii. Najpierw nie bardzo było wiadomo kto kandyduje, później były problemy z zebraniem podpisów. Choć udana konwencja wyborcza 26 października, może świadczyć że wszystko wróciło do normy.
Z powodu małej aktywności w zbieraniu podpisów, wyborczych list nie zarejestrowało Przymierze Narodu Polskiego - czyli LPR bis. Jeden z potencjalnych kandydatów zebrał sam 380 podpisów, podczas gdy inni łącznie...dwanaście. Czyli kanapowcy.
Polskie Stronnictwo Ludowe zaczęło kampanię od frakcyjnych walk wręcz, podczas wyborczego spotkania w Piaskach. Jeden z kandydatów ręczną wymianę poglądów przypłacił utratą zęba.
Poza tym wszystkim szaro, jesiennie. Nudę próbuję zabić refleksją na temat plakatów wyborczych.
Czy Platforma jest sexy? Jak sexy? Czy tak, jak Mirosław Sekuła z Hindenburga? Oder von Zabrze?
Na razie sexy zrobiło się w jednym z wydziałów lubelskiego magistratu. Jakby przybyło w nim nowych, młodych i pięknych twarzy. Takoż długich nóg. Ale prawdziwe "wybory miss" będą tu po wyborach samorządowych. Nowa władza zdecyduje pewnie kto odpadnie, a kto zostanie w pracy.
Ale jeżeli Platforma jest sexy to niech jej działaczki TO udowodnią. I wtedy na pewno złagodnieje język naszej polityki
Inżynier Obserwator
Polskie Stronnictwo Ludowe zaczęło


Komentarze
Pokaż komentarze (3)