Na początek roku
Dość długo nie pisałem na blogu. To splot kilku niekorzystnych sytuacji. Przede wszystkim problemy z komputerem, który odmówił współpracy akurat na Święta, kiedy można było coś napisać.
A teraz do rzeczy. Od miesiąca mamy w Lublinie jasną sytuację. Prezydentem został Krzysztof Żuk - kandydat Platformy Obywatelskiej. Tym samym poległa nadzieja sztabowców Prawa i Sprawiedliwości, że Lublin, tak jak Radom, będzie kolejnym miastem, w którym uda się zatrzymać PO.
Dlaczego tak się stało? Być może twardy elektorat PiS nie dość licznie wziął udział w drugiej turze wyborów w Lublinie. 5 grudnia było zimno i ślisko. Być może to zdecydowało o frekwencji.
A co zrobią sztabowcy PiS, jeżeli taka sytuacja powtórzy się podczas wyborów parlamentarnych? Pomysł PiS, żeby oprzeć się jedynie na twardym elektoracie był błędem.
A mogło być i tak, że tym twardym wyborcom wcale nie zależało żeby wygrał Lech Sprawka.
Dlaczego? Bo podejrzenia twardych wyborców (z natury podejrzliwych), wzbudziło kandydowanie Lecha Sprawki na urząd prezydenta, a jego żony do sejmiku województwa. Po I turze wyborów rozmawiałem z przedstawicielką owego twardego elektoratu, słuchaczką Radia Maryja.
-
Sprawkowie pchają się do władzy – stwierdziła ta pani.
Być może również dlatego, elektorat PiS, który wykazał się zdyscyplinowaniem w I turze, podczas drugiego głosowania pozostał w domach.
I tak Ewa Dumkiewicz – Sprawka weszła do sejmiku województwa, natomiast jej mąż musiał uznać wyższość kontrkandydata. Stąd wniosek, że wyborcy prawicowi, pobożni, radiomaryjni, mesjanistyczni (niepotrzebne skreślić), są nieprzewidywalni nawet dla liderów partii, którą popierają. Dlatego dalej twierdzę, że lipcowy zwrot w PiS był błędem, który może się zemścić.
Wydaje się, że niektórzy ludzie związani z PiS zaczynają to rozumieć. Próbują tłumaczyć się w miarę neutralnych mediach. Na przykład w „Rzeczpospolitej”. Ostatnio na jej łamach niektóre posunięcia PiS próbował wyjaśniać Jacek Kurski. Podobnie uczynił nie tak dawno Tomasz Sakiewicz – naczelny „Gazety Polskiej”. Byłem wierny temu tytułowi od czasu niefortunnej kampanii prezydenckiej Mariana Krzaklewskiego. „Gazeta Polska” skutecznie tropiła afery postkomunistów, potem równie skutecznie punktowała rządy Platformy. Była skuteczną przeciwwagą dla PR Tuska i Palikota. Znacznie przyczyniła się do zablokowania ingresu abp Wielgusa na metropolitę warszawskiego. I pośmiać się też było z czego!
Niestety ostatnio stała się tubą obrońców krzyża i wersji, że katastrofa smoleńska była zaplanowanym zamachem. Dlatego teraz „Gazety Polskiej” nie kupuję , chociaż jej sprzedaż podobno znacznie wzrosła. Paradoksem, związanym z owym wywiadem Sakiewicza, jest to, że w „Gazecie Polskiej”, redaktor Jacek Kwieciński ostro najeżdża na „Rzepę”.
Wróćmy jeszcze do II tury wyborów. Dlaczego zatem Żuk wygrał? Najważniejszy powód to ostatnie cztery lata nieudolnych rządów Adama Wasilewskiego. Wcześniej osiem podobnych jakie zafundował lublinianom Andrzej Pruszkowski. Mieszkańcy Koziego Grodu koniecznie chcieli prezydenta – fachowca. Według nich większe zadatki na takiego włodarza miasta miał Krzysztof Żuk.
Jakiś czas przed drugą turą wyborów, jadąc autobusem, przysłuchiwałem się dywagacjom innego pasażera. Rozmawiał przez komórkę z kolegą i argumentował, że „nauczyciel (czyli Lech Sprawka) nie będzie dobrze rządził miastem”. To mógł być argument także młodszego elektoratu, który z różnych powodów też nie chciał głosować na belfra.
Lubelska PO pozbyła się niedawno swojego kłopotliwego lidera. Fakt, że PO na Lubelszczyźnie nie ma już twarzy Palikota, mógł być spowodować, że wyborcy tym chętniej głosowali na Żuka. Ciekawe, co ci, którzy marzyli że w Lublinie uda się zatrzymać PO, sądzą na temat koalicji POPiS, jaka powstała w lubelskiej radzie miasta?
I tu mamy kolejny paradoks naszej politycznej rzeczywistości. W bastionie PiS, jakim jest Lublin, partia ta ma zdolność koalicyjną. To jeden z niewielu takich przypadków w skali kraju.
Pierwszym posunięciem nowej władzy, które się spodobało, było wlepienie firmom odśnieżającym miasto, kar za złe odśnieżanie. Pomogło. Teraz odśnieżają od wczesnego ranka, a nie od 7.00.
Zobaczymy co będzie dalej.
Wszystkim Czytelnikom życzę wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku
Inżynier Obserwator


Komentarze
Pokaż komentarze