jan4blog jan4blog
362
BLOG

Pies nie jest zły tylko na słabe nerwy

jan4blog jan4blog Polityka Obserwuj notkę 1

 

Taką tabliczkę zauważyłem swojego czasu, na jednej z posesji w Grabowcu, na Zamojszczyźnie. Bardzo dobrze tłumaczyła, dlaczego pies, pilnujący obejścia, szczeka na przechodniów.

Podobnie jest z Ligą Polskich Rodzin. Idee były szczytne. Patriotyzm, tradycja chrześcijańska i narodowa. Pod tymi sztandarami walka o godny byt dla Polaków.

A jaka okazała się praktyka? Były księgowy LPR, Waldemar S., jeden z najbliższych współpracowników Romana Giertycha, jest podejrzany o wyprowadzanie z partyjnej kasy pieniędzy. Miało być tego około 2 milionów złotych.

Pieniądze wyprowadzał na rzekome szkolenia w ramach Akademii Orła, oraz na …alkohol. To wydaje się zupełnie nieprawdopodobne, żeby w partii kultywującej wartości chrześcijańskie, wyprowadzano kasę na wysokoprocentowe napoje!

 A o sprawie jako pierwszy napisał „Nasz Dziennik”, pogrążając przed opinią publiczną swoich  dawnych, medialnych faworytów.

Lider LPR nie chce rozmawiać z dziennikarzami na ten temat.

A pamiętam, jak mój stary ojciec, na kilka miesięcy przed śmiercią rozlepiał na ulicach plakaty LPR. Było to wtedy, kiedy księgowy tej partii wyprowadzał z niej kasę. Inna starsza pani, przyjaciółka moich rodziców, prowadziła punkt informacyjny LPR „na kółkach”. Chodziła po mieszkaniach znajomych, ciągnąc za sobą wózek na zakupy, wyładowany ulotkami LPR. Mówiła przyjaciołom, na kogo mają głosować.

I oto Liga Polskich Rodzin raczyła sobie zakpić z takiego oddanego elektoratu.

Po raz kolejny życie potwierdza fakt, że polska prawica, polski konserwatyzm są chore. Dotknięte genetyczną chorobą narodowego mesjanizmu i heroizmu, na który partyjni liderzy usiłują nabrać zwykłych obywateli.

Potem ideały wędrują do kosza. Bo trzeba coś jeść, coś pić. I żeby coś zostało w kieszeni…

Przed ostatnimi wyborami samorządowymi, mesjaniści usiłowali mamić elektorat jako nowa formacja – Przymierze Narodu Polskiego. Ale jego potencjalni kandydaci nie zarejestrowali list wyborczych. Z powodu własnego lenistwa. Bo nie chciało im się tych podpisów zbierać.  

Mesjanizm ma się dobrze. Bo już słychać zapowiedzi obchodów pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej. I będą to raczej polityczne manifestacje, a nie uczczenie pamięci ofiar.

Myślałem, że mijający czas wpłynął na zmianę stanowiska „Gazety Polskiej” (nie kupuję jej ostatnio). Tomasz Sakiewicz, jej naczelny proponuje uczestnictwo w marszu i modlitwę przy krzyżu ułożonym z kwiatów i zniczy. Potem uczestnicy mają przez cały dzień pilnować krzyża. Już można przewidzieć, że będą problemy. Sakiewicz pisze, że takiej formie obchodów rocznicy mogą próbować przeszkodzić władze…Pewne jest, że spróbują przeszkodzić świry, inspirowane przez Cyrkowca, a Tusk Vision Network w odpowiedni sposób to pokaże…Bardziej rozsądny jest pomysł spotkania się w przeddzień rocznicy pod ambasadą rosyjską i zażądanie uczciwego śledztwa. Mam wątpliwości, czy w tym wszystkim najbardziej nie chodzi o utrzymanie wysokiej sprzedaży ‘Gazety Polskiej”… Czyżby znowu, przed kolejnymi wyborami potrzebne było hasło „Hajże na Soplice!”?

 Propozycje uroczystości oficjalnych też można zaszeregować jako piarowskie gierki.

Tego dnia każdy powinien się pomodlić za ofiary katastrofy. Tak po prostu. Można wywiesić flagę, albo zapalić w oknie świeczkę. Można by zasypać rosyjską ambasadę petycjami z żądaniem uczciwego śledztwa. Tak, jak to było w obronie S – 17. Gazety mogłyby wydrukować formularze takiej petycji – żądania. Nie dajmy wciągnąć się w zadymy, które wykorzysta Cyrkowiec i jemu podobni. A tych, którzy liczą na wyborczy, czy komercyjny sukces, organizując mało przemyślane akcje,  wyborcy mogą po prostu olać.

Bo ewentualne zadymy miałyby miejsce w czasie przygotowania do beatyfikacji Jana Pawła II.

Jakże inaczej zabrzmiał niedawny apel proboszczów dwóch lubelskich parafii. Prosili wiernych, o przypomnienie wizyty Jana Pawła II w Lublinie, w 1987 r. Chcą, żeby wierni udostępnili zdjęcia i filmy z tamtych dni. Bo przed beatyfikacją jest czas na przywołanie tamtych wspomnień. A nie na polityczne jątrzenie smoleńskich ran.

W Lublinie, po niedawnej, niezłomnej obywatelskiej obronie trasy S – 17, w tym tygodniu znowu jest śmiesznie.

Lubelski Urząd Marszałkowski zaproponował części zatrudnionych urzędników żeby nie przychodzili do pracy, tylko pracowali zdalnie w domu. Za pośrednictwem Internetu.

Tyle, że pracę w tym urzędzie dostaje się po znajomości albo z klucza partyjnego. A jak się już taką posadę dostanie to…Trzeba do niej przychodzić, pielęgnować i pilnować stołka. A najlepiej „chodzić z nim do domu”…Kiedy taki zdalny urzędnik będzie siedział w domu, to nie będzie wiedział nic o aktualnych układach, koteriach itp u pracodawcy. Dlatego będzie wolał do tej pracy przyjść. By czuć się niezagrożonym, albo by w porę dowiedzieć się o jakichś planowanych „wykopkach”.

Ale podobno jest już kilku odważnych, którzy zdecydowali się na ‘zdalną” pracę. Pewnie za jakiś czas dowiemy się, że z kasy województwa za dużo wydano na komputery i oprogramowanie dla nich. Ktoś będzie załatwiał tylko swoje prywatne sprawy zamiast pracować. A pomyślcie Państwo, jakie możliwości stwarza urzędnicza praca w domu, w naszym skorumpowanym kraju…Trzeba będzie więcej wydać na paliwo do służbowych pojazdów. Bo przecież, od czasu do czasu, szef  będzie chciał się spotkać ze swoim „zdalnym” podwładnym. A ten, w swoich godzinach (cha! cha!) pracy nie przyjdzie do urzędu ‘z buta”. Swoim samochodem też nie przyjedzie, bo zwyczajnie nie będzie dla niego miejsca na parkingu. Bo to miejsce zajmie inny „nie zdalny” urzędnik.

Jedynym pozytywem tego pomysłu jest to może być izolacja urzędników, którzy stwarzają największe problemy petentom. Tacy urzędnicy i zachowają stołki i ludzi wkurzać nie będą.

Inżynier Obserwator . 

 

jan4blog
O mnie jan4blog

Konserwatysta - klasyk z przekonania. Zwolennik normalności w naszym kraju. Myślę, oceniam i dlatego miewam kłopoty

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka