W latach 30 – tych ubiegłego wieku, w jednej z wileńskich szkół odbywała się rada pedagogiczna. Na owej radzie, nauczyciel biologii, pan J., mężczyzna niezbyt przystojny, przedstawił liścik, który skonfiskował dwóch uczennicom.
Była w nim wierszowanka:
Próżno Darwin dowodzi
Że człowiek od małpy pochodzi
Lecz gdy pan J patrzy na cię,
Widzisz, że Darwin ma rację
Wydaje się, że Darwin może mieć rację również w przypadku polskich telewizyjnych celebrytów. Szczególnie w przypadku jednego, „którego imieniem wabią psy” – jak śpiewał jego imiennik.
Bo facet niby w sile wieku, a wieczny chłopiec. Niekwestionowany idol, łączący wszystkich świrów w Polsce. U Pana Wabika raczej nie wygląd, a zachowanie potwierdza rację Darwina.
Ale kończę już ten wstęp. Bo Wieczny Chłopiec znowu się rozpłacze, że oto atakuje go jakiś kolejny pismacki Macierewicz. Przypomnę, że Macierewiczem bis został Krzysztof Feusette.
(To wyjaśnionko dla moich mocno krytycznych Czytelników, czyhających na moją tekstową nieostrożność). A teraz, Wabika czepia się jakiś krypto – Macierewicz. A po tym pewnie będą następni. I może nasz celebryta męczennikiem zostanie…
To tyle wstępu.
Przyznam, że czekałem na tę chwilę. Żeby napisać, co sądzę o celebrytach, którzy próbują kształtować nasze widzenie świata. I o programach, w których są jurorami.
Niby te programy takie niewinne. Ludzie śpiewają, jurorzy oceniają. Ale…W zapowiedzi jednego w z tych programów usłyszałem tekst : „ostatni raz się tak bawiłem się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu…” Należy się domyślać, że w zgrai świrów. To świadczy z kim sympatyzują twórcy owych programów. I kto ma je oglądać.
Kolejny przykład, to potępienie Piotra Wolwowicza 17 latka z Podkarpacia, za wykonanie piosenki „Pytasz mnie” Andrzeja Rosiewicza. Że be, za ckliwie, za patriotycznie. Tak zrobili jurorzy programu „Must be the music. To tylko muzyka”.
Pani Elżbieto Zapendowska, mnie też podoba się ta piosenka! Uważam, że jej tekst to nie jest żaden patos, tylko wyrażenie uczucia zwykłego człowieka do swojej ojczyzny. Tej dużej Ojczyzny i jakiejś małej, lokalnej ojczyzny. Małej ojczyzny, w której krajobrazie są bocianie gniazda, chaty i pszeniczny chleb. Jeżeli Pani, ze swoją artystyczną wrażliwością nie potrafi tego dostrzec to współczuję. Albo trzeba sobie sprawić jeszcze mocniejsze okulary.
- Mieszkamy w pięknym zakątku Polski – stwierdził kiedyś mój syn, gdy wracaliśmy do domu z jakiejś wycieczki w okolice Lublina. Młodzież potrafi dostrzec piękno w tym, co dla Pani jest banałem.
Moją małą ojczyzną są niestety stosy porzuconych w różnych miejscach flaszek i puszek. Takoż dresiarze wystający po rogach i bluzgający. Dlatego mnie też, rusza tekst o pięknie mojego kraju. Podobnie jak tego młodego człowieka, którego Pani wybatożyła. Za patriotyzm, który miał w sercu.
A może wolałaby Pani tekst o drechach i syfie ogólnym? Byłby fajniejszy?
Od kilku lat, w jednych z lubelskich gimnazjów, organizowany jest wieczór pieśni patriotycznej. Dwa lata temu, młoda dziewczyna zaśpiewała na nim „Warszawskie dzieci”. (To piosenka z Powstania Warszawskiego, jakby antypatrioci nie wiedzieli) Ale jak zaśpiewała! Na rockowo, z wokalna chrypą, jak Bonnie Tyler. Wyszło suuuper!
Po raz kolejny niesmaczy mnie udział Elżbiety Zapendowskiej w jury konkursów wokalnych. Zaczęło się już od pierwszego „Idola”. Wtedy kombinowała ( podobnie jak poseł Sekuła w komisji hazardowej), żeby zwyciężyła jej ulubienica Ala Janosz.
Jurorką programu „Must be the music” jest również Kora. Obecnie, kiedy na jej piosenki „koniunktura jest, ponura”, Kora coraz bardziej upodabnia się do…Mam wrażenie, że chciałaby chyba być polską Jane Fondą.
Niebezpieczne to. Bo wystarczy zajrzeć, choćby na strony internetowe amerykańskich motocyklistów, żeby zobaczyć co też oni myślą o „Hanoi Jane”. A są to myśli niezbyt pochlebne.
Celebrytów jurorów najlepiej potraktować w sposób, jaki śpiewa o tym zespół T.Love (Nie lubię i za artystyczny koniunkturalizm. Bo szukanie na siłę faszystów, to zjawisko jak „mównica do pieprzenia w kółko”).
Czyli „Olewam”
Bo ostatnio, wielu artystów zresetowało swoją zasłużoną popularność, na własne życzenie.
Bo sugerują nam co mamy robić, kogo słuchać, na kogo głosować, z kim walczyć.
Ja nie oglądam już filmów Kutza i Wajdy. Jakoś przeżyję bez wokalu Kory.
Marek Kondrat swoim podejściem do życia, jako żywo przypomina granego przez siebie bohatera Kanię – Kaniowskiego z „CK Dezerterów”. W armii austrowęgierskiej też można było się poczuć najpierw Europejczykiem, potem pozaspokajać swoje podstawowe potrzeby, a dopiero potem ewentualnie poczuć się Polakiem.
Kto jeszcze sam, na własne życzenie wykluczy się z grona zasłużonych dla polskiej kultury?
To także Państwa wybór.
W moim poprzednim tekście, pisząc o lubelskiej odpowiedzi na Grossa, chciałem przeciwstawić jego nierzetelną publikację rzetelnej, popartej wieloma badaniami.
I jakoś nie straciłem impetu, co mi sugerowano.
Inżynier Obserwator




Komentarze
Pokaż komentarze