Nie miałem ostatnio czasu na bloga. W moich tematach zawodowych działo się zbyt wiele. Naszą polską rzeczywistość obserwowałem z perspektywy Bieszczadów, roztoczańskich lasów, pól. Oczywiście jeżeli tam, gdzie rzucały mnie okoliczności były jakieś przekaziory – radio, telewizor. Bo i często zdarzało się, że ich nie było.
Ale przed urlopem zdecydowałem się na powrót do sieci. Wbrew nadziejom tych , którzy sprawdzają mi interpunkcję w moich tekstach.
„Cała Polska jest Wałbrzychem” – to tytuł felietonu Michała Szułdrzyńskiego, w „Rzeczpospolitej” z 9 sierpnia. A tekst jest oczywiście o wynikach powtórnych wyborów na prezydenta tego miasta.
Czy cała Polska może być 9 października Wałbrzychem? Myślę, że może nie cała. Lubelszczyzna raczej nie. Oczywiście chodzi o ewnetualne podobieństwo wyników.
Wielu nie może zrozumieć jak to możliwe, że w mieście gdzie, podczas jesiennych wyborów, kandydat Platformy Obywatelskiej kupował głosy, gdzie kwitła korupcja i…
Znowu wygrał kandydat popierany przez PO Roman Szełemej.
Kandydat Prawa i Sprawiedliwości Kamil Zieliński otrzymał 5 procent głosów. I to pomimo, że w jego kampanię osobiście zaangażował się Jarosław Kaczyński.
Trwają spekulacje, że PO znowu sfałszowała wybory? Ludzie znowu wybrali „mniejsze zło”? Postawili na tych, którzy „dbają, żeby Polacy mogli spokojnie grillować”?
Chyba nie tak. Po ubiegłorocznej wyborczej wpadce w Wałbrzychu, PO postawiła na kandydata, którego wyborcy znali. Lekarz z wieloletnim stażem, do tego uzdrowiciel trudnej sytuacji wałbrzyskich szpitali.
Znajomi prawicowcy podkreślają, że te 5 procent, młodego kandydata. PiS to i tak sukces. Obejrzałem jego stronę internetową. Miły, sympatyczny, ale to jeszcze nie jego czas.
Śmiesznie i zarazem żałosne jest tłumaczenie kandydata SLD, że nie mogli wygrać, bo mieli przeciwko sobie „całą potężną machinę PO”. Uczynili Platformę jakimś demonem, hydrą jakąś. A wszak to tylko partia.
Przedwyborcza kampania i wynik wyborów z Wałbrzycha potwierdza to, co zaobserwowałem na Lubelszczyźnie. PiS nie istnieje w terenie. Nie ma osobowości. Lokalni politycy tej partii nie są w stanie sami zaistnieć w kampanii wyborczej, czy przeprowadzić choćby konwencję. Zawsze jest tak, że przy takich okazjach musi przyjechać ktoś z Warszawy na pomoc.
Czyli w terenie nie ma efektywnych struktur. W terenie jest tylko żelazny elektorat, który mobilizuje się przy okazjach jak wyżej.
Czy Jarosław Kaczyński nie przeszacował nieco swojej ‘siły przebicia’, licząc, że samo jego pojawienie się w Wałbrzychu poprawi wynik kandydata? Czy nie zemściło się myślenie sztabu PiS „że nasza jest racja to zwyciężyć musim”? I jakie może mieć to przełożenie na całą Polskę?
Wynik w Wałbrzychu wskazuje na wyborcze wyeksploatowanie np. retoryki smoleńskiej. Dla wielu Polaków, wydźwięk raportu Millera jest taki, że winni katastrofy są wojskowi dorobkiewicze i karierowicze oraz Rosjanie. I wielu Polaków przeszło z tą opinią do porządku dziennego.
W rozpoczynającej się kampanii powinno być mniej gry na emocjach, a więcej programów. Powinien być opracowany merytoryczny program wyborczy dla każdego regionu. A właśnie to powinny zrobić lokalne struktury PiS. A te przez większą część roku pogrążone są w hibernacji, tak długiej, że niespotykanej u jakichkolwiek żywych organizmów w naszym klimacie.
Zerknąłem na komentarze do felietonu Szułdrzyńskiego. Ktoś ubolewał że „PiS – owi brak nowych ludzi”. Prezes stawia na swoich akolitów, oraz na Macierewicza. To daje anty – efekty. Wspomina o tym Adam Bielan w wywiadzie dla „Uważam Rze”. Twierdzi, że Pis mógłby być atrakcyjny dla młodych ludzi o konserwatywnych poglądach, którzy chcieliby godnie żyć. Ale tak nie jest.
Na Lubelszczyźnie młody człowiek, który zapisze się do PiS trafia pod skrzydła Krzysztofa Michałkiewicza, który jest liderem, bo… jest. I o co walczyć w takiej partii? Bo nie o przyszłość własną i kraju. O sukces liderów, z którego nic nie wyniknie dla elektoratu?
A liderzy raczej na pewno zmarnują i zaprzepaszczą pracę zwykłych działaczy.
Rafał Ziemkiewicz w książce „Wkurzam salon”, pisze o braku sukcesów wyborczych Janusza Korwina – Mikke i Uniii Polityki Realnej. Pomimo, że były REALNE szanse na taki sukces. Zostały zmarnowane przez wypowiedzi lidera.
W PiS jest podobnie. Do partii wodzowskiej nowi ludzie garnąć się nie będą. Bo nikt się nimi nie zajmie. Będą jedynie wyborczym „mięsem armatnim” lub aktywem.
Wiem, że będą i tacy, którzy stwierdzą, że Wałbrzych podziała na Polaków, tak, jak kapitulacja pospolitego ruszenia pod Ujściem, w czasie szwedzkiego „potopu”. A potem będzie jakaś wyborcza Jasna Góra. I zwycięstwo.
A jeżeli tak się nie stanie…? Zostawiam to bez komentarza. Najwyżej napisze go życie.
Zaryzykuję moją wizję planu awaryjnego dla Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński zostaje honorowym prezesem i kandydatem prawicy w wyborach prezydenckich 2015.
Jego pretorianie odchodzą w cień solidnej, lokalnej pracy w terenie i parlamencie. Ich miejsce zajmują nowi, młodzi działacze.
Realnym prezesem zostaje Mariusz Kamiński, który przekształca PiS w formację tak sprawną, jak niegdyś kierowane przez niego CBA.
Piszę to i jadę obserwować politykę z perspektywy Bieszczadów.
Inżynier Obserwator


Komentarze
Pokaż komentarze