Przedstawione przez Państwowy Instytut Geologiczny dane na temat gazu łupkowego to nadal ogromna liczba, mająca dla nas istotne znaczenie
Magdalena Śliwka: Dane przedstawione przez amerykańską Agencję ds. Energii (EIA) mówiły o złożach gazu łupkowego w Polsce na poziomie 5,3 bln m3. Państwowy Instytut Geologiczny przedstawił dziś raport. Wynika z niego, że w polskich skałach może być niemal 2 bln m3 gazu łupkowego, najprawdopodobniej od 346 mld m3 do 768 mld m3. Według szacunków najprawdopodobniej mamy również od 215 mln do 268 mln ton ropy łupkowej. To 10 razy więcej niż udokumentowane do tej pory złoża ropy konwencjonalnej.
Paweł Poprawa: Szacunkowe dane mówiące o złożach na poziomie 5,3 bln m3 gazu łupkowego to była gigantyczna ilość, wykraczająca daleko poza potrzeby Polski. Przedstawione dane to nadal ogromna liczba, mająca dla nas istotne znaczenie. De facto każda ilość jest dla nas istotna. W chwili obecnej mamy 150 mld m3 złóż gazu konwencjonalnego, z czego zaspokajamy rocznie 1/3 krajowych potrzeb.
Jakie znaczenie mają dla Polski takie zasoby?
Wielkość zasobów wpływa przede wszystkim na skalę operacji, również ekonomicznych. Przy dużych złożach mamy do czynienia z efektem skali. Przyjeżdża wielu operatorów usług i ceny spadają. Jeśli zasoby są mniejsze, jest też mniej operatorów, a co za tym idzie mniejsza konkurencja i trudniej o redukcję ceny. Oznacza to, że wraz ze spadkiem zasobów, wzrasta koszt produkcji gazu.
Wraz z rozwojem branży powinniśmy się również zastanowić nad tym jakie korzyści z tytułu wydobycia powinno mieć państwo i obywatele. W jakim kierunku powinna się toczyć dyskusja i jakie rozwiązania powinniśmy przyjąć w tym zakresie?
Cała uwaga powinna się skupić na sprawach fiskalnych. Narzędziami do korzystania z takich dóbr jak złoża są właśnie podatki. Obecnie w różnych państwach na świecie istnieją specjalne systemy podatkowe nakładane na złoża węglowodorów (ropy i gazu). U nas taki system nie był jeszcze wypracowany dlatego, że dotychczas mieliśmy jednego producenta – PGNiG. Obciążanie go tymi podatkami oznaczałoby przekładanie kosztów na konsumentów. W obecnej sytuacji, kiedy będziemy mieli więcej podmiotów, nowy system fiskalny jest koniecznością.
Ważne jest i to, by tworząc system fiskalny nie zaszkodzić rozwijającej się branży. Trzeba uważnie przyglądać się rozwiązaniom w krajach, które produkują gaz i ropę z łupków, czyli USA i Kanadzie. Dla nas ciekawsza jest Kanada, ponieważ politycznie i ekonomicznie jest bliższa europejskiemu ustrojowi niż USA. W Kanadzie występuje kilka systemów fiskalnych, ponieważ każda prowincji posiada dużą autonomię i indywidualne regulacje.
Przykładem, jak można szkodzić, jest prowincja Alberta, gdzie nałożono niezwykle agresywny system podatkowy. W efekcie przemysł naftowy zaczął się wycofywać. Władze prowincji musiały system zmodyfikować w taki sposób, by inwestorów ściągnąć z powrotem.
A jak pana zdaniem eksploatacja gazu i ropy łupkowej może wpłynąć na sytuację geopolityczną Polski?
W dłuższej perspektywie będzie to miało na pewno bardzo duże znaczenie. Trzeba jednak pamiętać, że budowa infrastruktury produkcyjnej jest czasochłonna i żmudna. Nie uda nam się tego zrobić z dnia na dzień.
Posiadanie własnych źródeł byłoby ogromną zmianą sytuacji geopolitycznej i struktury energetycznej rynków tej części Europy. Ale oprócz geopolityki, ten sektor ma bardzo duże znaczenie dla ekonomii. Co prawda jest bardzo kosztochłonny, ale z drugiej strony wytwarza dużą przestrzeń aktywności ekonomicznej wokół siebie, generując znaczącą liczbę nowych miejsc pracy.
Podupadłe, zaniedbane i zubożałe regiony w Stanach Zjednoczonych, w których wydobywa się gaz i ropę łupkową, przeżywają obecnie niesłychany rozwój ekonomiczny. Takim przykładem jest Północna Dakota. Totalna prowincja, gdzie obecnie jest jeden z najlepiej i najszybciej rozwijających się rynków nieruchomości w Stanach. Ludzie przyjeżdżają do pracy i inwestują w nieruchomości. Ale również inne działy amerykańskiej gospodarki odczuwają korzyści. Ocenia się, że rocznie skala inwestycji tego sektora wynosi 200-250 mld zł. To są gigantyczne pieniądze, które nakręcają koniunkturę.
Korzyści te w dużej mierze odczuwają społeczności lokalne. Z drugiej jednak strony słychać obawy mieszkańców terenów, na których znajdują się złoża. W jaki sposób można przekonywać społeczności do eksploatacji gazu na ich terenie?
Fundamentalne znaczenie ma to, żeby pierwsze przypadki eksploatacji były ściśle monitorowane. Największe obawy budzi oddziaływanie na środowisko. Trzeba prowadzić badania, jaki jest rzeczywisty wpływ na otoczenie. A następnie wyniki te szeroko rozpowszechniać. Jeśli społeczności lokalne będą widziały, że w sąsiednich miejscowościach wydobycie jest nadzorowane i nie wpływa negatywnie na ich życie, stopniowo uda się zbudować zaufanie do tego rodzaju inwestycji.
Jak pan ocenia decyzje poszczególnych państw europejskich, jak Francja czy Bułgaria, rezygnujących z poszukiwania ropy i gazu z łupków?
Europa jest konglomeratem krajów, z których każdy ma własne postrzeganie interesu energetycznego. Francja bazuje na energetyce atomowej. Natomiast zupełnie inne jest podejście Bułgarii, w której toczy się wewnętrzny spór w sprawie gazu łupkowego. I ściśle pokrywa się z podziałem politycznym. Strona lewicowa wyraża sprzeciw, natomiast rząd jest zwolennikiem poszukiwań.
Podobno kraje europejskie czekają na rozwój sytuacji i obserwują, co się wydarzy w Polsce.
Polska jest bardzo mocno obserwowana, ponieważ jesteśmy pionierem w poszukiwaniu gazu łupkowego w Europie. To, co się będzie u nas działo, będzie miało później duże znaczenie dla postrzegania gazu łupkowego w całej Europie. Polskie doświadczenia są bliższe niż doświadczenia Stanów Zjednoczonych czy Kanady.
Polska jest też jednym z krajów, dla których źródła gazu są bezcenne. Mamy dużo gorszą strukturę dostaw w porównaniu z większością krajów Europy Zachodniej, gdzie źródła te stanowią nie więcej niż 1/3 całego zużycia. I jest to zdrowa proporcja. W sytuacji, kiedy dostawca z jakichś powodów nie jest w stanie zagwarantować surowca, nie destabilizuje to rynku i gospodarki. Ale w takich krajach jak Polska, gdzie 70 proc. dostaw pochodzi z jednego źródła, czy Słowacja, uzależniona prawie w 100 proc., struktura rynku jest bardzo niedoskonała. Dlatego te państwa są bardzo zdeterminowane, by zmienić obecną sytuację.
Co sądzi pan o technologii wydobycia? Czy może ona zagrażać zdrowiu, życiu lub środowisku?
Przy eksploatacji gazu łupkowego posługujemy się sprawdzonymi i wykorzystywanymi już technologiami. Również doświadczenia w eksploatacji są bardzo duże. W USA i Kanadzie istnieją dziesiątki tysięcy odwiertów.W USA gaz łupkowy stanowi 25 proc., a cały gaz niekonwencjonalny 50 proc. produkcji amerykańskiego gazu. W większości wypadków wydobycie jest prowadzone bez oddziaływania na środowisko oraz życie i zdrowie ludzi. Oczywiście zdarzają się wypadki i poważne uchybienia. Ale nie wynika to ze stosowania nowych technologii, ale z jakichś niedopatrzeń, które mogą zdarzyć się przy każdej działalności przemysłowej.
Dla mnie najważniejsze są dwa problemy. Pierwszy związany jest z utylizacją wód, które wracają na powierzchnię ziemi. I nawet nie chodzi o środki chemiczne, które są dodawane do wody, ale o zawartość wody wracającej na powierzchnię. Jest ona zamulona i zasolona. Trzeba ją utylizować, a to wiąże się z dodatkowymi kosztami. Natomiast drugim problemem jest intensywny ruch kołowy związany z pracami wydobywczymi. W Polsce drogi przebiegają zwykle przez środek miejscowości, co powoduje spore uciążliwości dla mieszkańców. Musimy się zatem zastanowić, w jaki sposób zminimalizować odczuwalność ruchu kołowego dla społeczności.
*Paweł Poprawa – geolog z Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie
CZYTAJ TAKŻE: Lupa Instytutu: „Jak zapewnić bezpieczeństwo energetyczne? oraz Raport: W kierunku nowoczesnej energetyki. Energia elektryczna



Komentarze
Pokaż komentarze (1)