Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
669
BLOG

Jak tworzyć dobre prawo?

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Polityka Obserwuj notkę 2

Dobre prawo nie tylko nie wymaga pośpiechu, ale wręcz go nie znosi, co niestety wyraźnie widać na przykładzie poselskiego projektu zmiany ustawy o prawie autorskim

Było cymbalistów wielu – pisał wieszcz. Wielu też było wybitnych prawników. Sięgając jednak do annałów historii prawa, wśród znamienitych imion i nazwisk nie znajdziemy z pewnością jednego – a mianowicie Szybkiego Billa. Pośpiech bowiem wskazany jest przy łapaniu pcheł oraz zarzucaniu lassa. Tworzenie dobrego prawa pośpiechu nie tylko nie wymaga, ale wręcz nie znosi.

Taka refleksja przychodzi niestety na myśl przy lekturze poselskiego projektu ustawyo zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dotyczy art. 23 ust. 2 ustawy, obecnie skierowany do konsultacji). Niestety, nie podzielam zdania wielu komentatorów, iż zaletą tego projektu jest sam fakt, że powstał i że ktoś z owym problemem próbuje się zmierzyć. Brutalnie rzecz ujmując, zasada barona de Coubertina w tworzeniu prawa też nie działa. Ale do rzeczy.

Projekt dotyczy rzeczy fundamentalnej dla kształtu prawa autorskiego w naszym kraju, a mianowicie zagadnienia dozwolonego użytku prywatnego. Instytucja ta stanowi brakujące ogniwo między monopolem prawnoautorskim twórców oraz swobodnym czerpaniem z ich dorobku przez użytkowników na własne potrzeby. W tym przypadku brakujące ogniwo jest ogniwem najsłabszym – z całą pewnością z punktu widzenia twórców.

Zamiarem ustawodawcy było wprowadzenie wyłomu w monopolu (niekiedy określanym nieprecyzyjnie jako „ustawowa licencja”), z oddaniem jednak tego, co cesarskie cesarzowi – czyli poszanowaniem praw autora. Pojęcie normalnego korzystania z utworu oraz słusznych interesów twórcy, ustanowione przez kluczowy dla dozwolonego użytku przepis art. 35 ustawy o prawie autorskim stanowi filtr, przez który zawsze trzeba w konkretnym przypadku „przepuścić” działanie użytkownika. Przepuścić po to, by ocenić, czy jeszcze spełnia ono cechy użytku dozwolonego, czy też już narusza jego granice. Jak łatwo się domyślić, praktyczne zakwalifikowanie konkretnych sytuacji bywa bardzo trudne i kontrowersyjne. Sądy mają więc nad czym się głowić.

Zgodnie z art. 23 ust. 2 zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworu przez krąg osób pozostających w stosunku osobistym, w szczególności w stosunku towarzyskim. Nieostre pojęcie „stosunku towarzyskiego” dało już zarobić wielu wydawnictwom publikującym prawnicze komentarze i monografie. Stopniowo wykształcała się praktyka w ocenianiu tego, kogo można do takiego grona złączonego „stosunkiem towarzyskim” zakwalifikować. Ale tu i twardych, i jednoznacznych reguł nie ma. Pojawia się natomiast Szybki Bill. Ten, jak wiadomo, lubi nie tylko, żeby było szybko, ale i prosto. Tylko, że nie zawsze mu wychodzi.

Projekt poselski dotyczy zmiany właśnie art. 23 ust. 2. Otóż czytamy w nim: „Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego, zarówno bezpośredniego jak i pośredniego, istniejącego pomiędzy osobami w ramach ich kontaktów przy użyciu środków komunikacji elektronicznej (…) w tym za pośrednictwem internetu”.

Konia z rzędem temu, kto zdefiniuje pojęcie „pośredniego stosunku towarzyskiego, istniejącego pomiędzy osobami w ramach ich kontaktów przy użyciu środków komunikacji elektronicznej”. Albo raczej konia z rzędem temu, kto wykaże, że konkretne dwie osoby korzystające z internetu w takim „pośrednim stosunku towarzyskim” się nie znajdują. De facto każdy z nas może tego typu relację nawiązać z każdym. W ten oto prosty sposób pęka najsłabsze ogniwo.

Jeżeli zaś spojrzymy na sprawę z innej strony – czyli zaczniemy definiować pojęcie „stosunek towarzyski”, pośredni czy bezpośredni, szybko się okaże, że wprowadzając nowy przepis ustawodawca wykona zgrabny zwrot o 360 stopni. Wylądujemy bowiem w punkcie wyjścia – dalej niejasne pojęcie stosunku towarzyskiego trzeba będzie definiować a casu ad casum, czyli od przypadku do przypadku. Tyle, że teraz dodatkowo z opcją pośredniości, cokolwiek by to miało oznaczać.

I tak pod pozorem szybkiej reakcji na buzujące oczekiwania i pretensje użytkowników, motywowany niepokojem, jak czytamy w uzasadnieniu, ustawodawca – na razie grupa posłów – raczy nas czymś, co niewiele wyjaśnia i jeszcze mniej zmienia. Na celu zaś ma „uwydatnienie i podkreślenie wagi przywiązywanej przez ustawodawcę do wykorzystania internetu w przestrzeni społecznej”. Efekt? Larum podniosła już Polska Izba Wydawców Prasy, sugerując jasno, że nowelizacja służy co najwyżej interesom operatorów bardzo znanego portalu towarzyskiego.

Nieciekawie jest także ze znajomością prawa przez projektodawców, skoro twierdzą, że korzystanie z dozwolonego użytku w ramach kontaktów towarzyskich „znajdzie swoje literalne unormowanie w ustawie” dopiero w wyniku przyjęcia projektu. Tymczasem jest ono uregulowane od roku 1994!

W dodatku w projekcie wpisano, iż dotyczy on materii nieregulowanej przez prawo unijne, co jest dość kiepskim żartem wobec obowiązywania od wielu lat, fundamentalnej dyrektywy nr 2001/29/WE z 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. Dyrektywa ta ujmuje bardzo ściśle ramy wyjątków od prawnoautorskiego monopolu i nie daje licencji na ich dowolne rozciąganie przez państwa członkowskie.

Problem jest niebagatelny i fundamentalny. Od kilku lat, a już szczególnie przez ostatnie miesiące, tęgie umysły usiłują rozwiązać kwadraturę koła korzystania z praw autorskich przez internautów (vide: ACTA i burza wokół portali udostępniających nielegalnie filmy i seriale). Wydaje się, że dotychczasowe polskie rozwiązanie jest sensowne, choć nad pojęciem „stosunku towarzyskiego” należałoby popracować – ale nie definiując nieznane przez nieznane i wprowadzając kolejne typy stosunków towarzyskich! Pytanie jednak, czy to nie bardziej zadanie sądów i doktryny? Może uchwała Sądu Najwyższego byłaby w tej sprawie nie od rzeczy?

Więcej: http://www.instytutobywatelski.pl/5679/komentarze/szybki-bill-nie-daje-rady

 

*Magdalena Świerczek – radca prawny, wpisana na listę radców prawnych w Krakowie, prowadzi własną kancelarię. Specjalizuje się w prawie autorskim i prawach własności intelektualnej oraz ubezpieczeniach, a także obsłudze klientów korporacyjnych, w tym podmiotów zagranicznych. Doradza także podmiotom publicznym oraz instytutom eksperckim m.in. w zakresie prawa ustrojowego. Stale współpracuje z Instytutem Obywatelskim.

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka