Paradoksalnie dzięki hałaśliwej retoryce PiS, „kwestia śląska” stała się stałym elementem publicznych dyskusji, została wydobyta, by tak powiedzieć, z ukrycia
Główny Urząd Statystyczny ogłosił podstawowe dane m.in. na temat struktury narodowościowej Polski. Dane są niepełne i trudno wyciągać na razie daleko idące wnioski. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka spraw.
Przede wszystkim uważnego obserwatora nie powinny zaskakiwać wyniki spisu, zwłaszcza w kontekście danych dotyczących liczby Ślązaków i Kaszubów. Przynależność narodowa i etniczna nie jest statycznym faktem demograficznym, lecz dynamicznym i złożonym zjawiskiem przybierającym różny kształt w zależności od miejsca i czasu, które trudno precyzyjnie „mierzyć” za pomocą ankiet.
Wyniki poprzedniego spisu z 2002 roku nie stanowiły prostego odzwierciedlenia struktury narodowościowej społeczeństwa polskiego, ponieważ znacząco wpłynęła na nie forma zadanego pytania. Inaczej mówiąc, ujawniona wówczas struktura narodowościowa Polski była nie tylko odbiciem stanu rzeczywistego, lecz również funkcją konstrukcji spisu. Rachmistrzowie pytali wówczas tylko o przynależność narodowościową, co stawiało w trudnej sytuacji tych, którzy definiowali swoją tożsamość w kategoriach etnicznych. Na przykład Kaszub mógł stanąć przed dylematem: wpisać narodowość polską czy narodowość kaszubską. Obie odpowiedzi nie do końca wyrażały jego odczucia.
Deklaracja kaszubskiej narodowości była zbyt „mocna”, natomiast deklaracja polskości nie pozostawiała miejsca na podkreślenie etnicznej odrębności (ta ostatnia opcja jednak wyraźnie przeważyła, tj. spis z 2002 roku wykazał jedynie ok. 5 tys. osób narodowości kaszubskiej). Zauważmy również, że w poprzednim spisie deklarowano tylko jedną narodowość, co z kolei stawiało przed dylematem jednostki o podwójnej narodowej tożsamości. W momencie pytania musieli się zdecydować na jedną identyfikację, chociaż na co dzień myśleli o sobie w bardziej złożonych kategoriach.
Obecny spis nie powtórzył tych błędów: oprócz tożsamości narodowej pytał również o przynależność etniczną, a także pozwalał na deklarację podwójnej świadomości narodowej. Wyjaśnia to częściowo większą liczbę deklaracji kaszubskich i śląskich – wiele osób wskazywało podwójną identyfikację polską i równocześnie kaszubską albo śląską.
Jednak zmiana kształtu pytania nie wyjaśnia wszystkiego, zwłaszcza jeżeli chodzi o deklaracje narodowości śląskiej. W obecnym spisie narodowość śląską jako jedyną zadeklarowało 362 tys. osób, w poprzednim natomiast wskazało na nią 173 tys. osób. Można się poważnie zastanawiać, czy na wzrost liczby śląskich deklaracji nie wpłynęła ostra retoryka Prawa i Sprawiedliwości. Wszak partia straszyła „zakamuflowaną opcją niemiecką”, zagrożeniem niemieckim, demonizowała autonomistów śląskich, rysowała wręcz wizję secesji Górnego Śląska i destabilizacji państwa polskiego.
Nie kto inny jak Anna Fotyga na partyjnym portalu pisała, że działalność autonomistów „jest niemożliwa bez obcej inspiracji” i domagała się, aby organizacją zajęła się ABW. Mariusz Błaszczak sugerował, że wpisywanie narodowości śląskiej w trakcie cenzusu jest niezgodne z prawem. Tymczasem ustawa o narodowym spisie powszechnym z 2010 roku definiowała narodowość na potrzeby tego przedsięwzięcia w kategoriach subiektywnego odczucia, a za ustawą głosowali prawie wszyscy posłowie PiS, w tym Błaszczak!
Taką retorykę wielu mieszkańców Śląska mogło odbierać jako krzywdzącą, niesprawiedliwą i niezgodną z „duchem” liberalno-demokratycznego państwa, które nie powinno automatycznie zakładać, że manifestowanie odmiennych tożsamości narodowych czy etnicznych to coś podejrzanego i niebezpiecznego. W konsekwencji strategia „straszenia” mogła przynieść skutki odwrotne od zamierzonych.
Więcej: http://www.instytutobywatelski.pl/5671/komentarze/nadchodza-slazacy
*Krzysztof Jaskułowski – historyk, antropolog kultury, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej



Komentarze
Pokaż komentarze (12)