Prawo obywateli do wnioskowania o referendum nie ma charakteru absolutnego. Nie możemy postulować o obniżenie podatków. Mimo, iż każdy z nas tankując paliwo chciałby niższej akcyzy.
Porządek obrad Sejmu na dzień 30 marca 2012 roku przewiduje debatę nad wnioskiem obywatelskim o przeprowadzenie referendum w sprawie podniesienia wieku emerytalnego. Wniosek przedstawiać będzie Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”. Nie chcę tu wchodzić w spór odnośnie samego podwyższenia wieku emerytalnego. Na stronach Instytutu Obywatelskiego oraz innych instytucji wskazano już szereg argumentów w tej kwestii. Chciałbym więc skupić się na samej idei organizacji referendum na wniosek obywateli.
Zaproponowane przez Solidarność pytanie w referendum: „Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego wieku emerytalnego wynoszącego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn?” niepotrzebnie upraszcza rozstrzyganą kwestię. Pytanie to nie pokazuje efektów, jakie spotkają poszczególnych obywateli (czyli przyszłych emerytów) oraz Polskę, jeśli proponowane zmiany w systemie emerytalnym nie zostaną wprowadzone. Nie uważam też za właściwe, żeby w czasach kryzysu organizować za dziesiątki milionów złotych referendum, które ma zadawać tego typu pytania. Zauważmy również, że postawienie takiego pytania, które wskazuje na efekty dłuższej pracy, np. w postaci wyższej emerytury, daje lepszy obraz nastrojów społecznych.
Zwróćmy również uwagę na ograniczenia zawarte w ustawie (zob. sejm.gov.pl), która reguluje zasady i tryb przeprowadzania referendum ogólnokrajowego. Zgodnie z jej przepisami (art. 63) pod obywatelskim wnioskiem o przeprowadzenie referendum wymagane jest zebranie 500 tys. podpisów. Pół miliona podpisów pod wnioskiem o referendum to dużo. Dla porównania, zgodnie z przepisami innej ustawy obywatelski projekt ustawy wymaga „jedynie” 100 tys. podpisów.
Prawo obywateli do wnioskowania o referendum nie ma jednak charakteru absolutnego. Na przykład, nie jest możliwe postulowanie o referendum w sprawach: wydatków i dochodów, obronności państwa oraz amnestii. Widać wyraźnie, że możliwości decydowania o istotnych sprawach przy pomocy referendum zostały obywatelom ograniczone.
Ograniczenia te wskazują na pewien paradoks. W demokracji, której źródłem jest przecież wola obywateli, nie są oni uprawnieni do wnioskowania o przeprowadzenie referendum w pewnych kwestiach. Obszary wyłączone spod obywatelskiej „jurysdykcji” to te, w których nasze egoistyczne preferencje mogłyby okazać się zgubne dla państwa.
Doskonale widać to w przypadku zakazu organizowania obywatelskiego referendum w kwestii wysokości podatków. Z pewnością każdy z nas, gdyby sam decydował o wysokości płaconych podatków (np. akcyzy na paliwa), kierując się własną korzyścią wybrałby minimalne opodatkowanie albo nawet zupełny jego brak. Taka zbiorowa decyzja oznaczałaby jednak katastrofę finansów publicznych naszego państwa!
Podobnie jest w przypadku systemu emerytalnego. Dlatego ewentualne odrzucenie zaproponowanego przez „Solidarność” wniosku w sprawie referendum nie będzie atakiem na polską demokrację.
*Marcin Lachowicz- doradca podatkowy, prawnik, politolog, współpracownik Instytutu Obywatelskiego
Źródło: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (15)