Aleksander Kaczorowski*
Europa Środkowa może być wizją, marzeniem, mitem lub spełnionym koszmarem
„Bezpieczna większość tym się różni od większości niebezpiecznej, że jest większa“, powiedział ostatnio czeski premier Petr Nečas. Jest to prawda na miarę mądrości życiowych Dobrego Wojaka Szwejka, o których porucznik Lukač, jak pamiętamy, powiedział: „Mój Boże, przecież i ja niekiedy plotę takie bzdury!“.
Premier Nečas ma jednak dobry powód, by używać ezopowego języka. W tym tygodniu rozstrzygnie się los jego rządu. Nečas zapowiedział, że jeśli do poniedziałku 23 kwietnia nie uzyska „bezpiecznej większości“ w parlamencie, poda się do dymisji, a już w czerwcu odbędą się przedterminowe wybory parlamentarne. W ten sposób, zaledwie trzy miesiące po triumfie postkomunistycznej lewicy na Słowacji, również Czesi zafundują sobie, być może, zmianę u steru władzy.
Nic o tym nie słyszeliście? Nic dziwnego. Większość polskich mediów, jak słusznie zauważył ostatnio w rozmowie z „Polityką“ Wojciech Jagielski, hołduje zasadzie, że „czytelnicy chcą czytać wyłącznie o ludziach sławnych“. O tym zaś, kto jest sławny, decydują media. I tak, jak mawiał pewien kaznodzieja, głupiejemy.
Obecnie największe polskie dzienniki, tygodniki, rozgłośnie radiowe i stacje telewizyjne nie mają korespondentów w większości stolic państw naszego regionu. Z tego, co wiem, nawet PAP zamierza zamknąć placówkę w Pradze. A wszystko to akurat teraz, gdy Polska staje przed niepowtarzalną szansę odegrania istotnej roli w regionie i w Unii Europejskiej.
Nigdy dotąd akcje Warszawy – od Tallina po Zagrzeb, od Pragi po Sofię i od Berlina po Londyn – nie stały tak wysoko, jak dziś. Na tle sąsiadów Polska jawi się jako oaza spokoju. Polskie problemy to jest nic w porównaniu z sytuacją na Węgrzech, a wkrótce być może również na Słowacji.
Węgrzy pod rządami Viktora Orbána konsekwentnie zmierzają w kierunku rządów autorytarnych. Również Słowacy oddali pełnię władzy jednej partii SMER-SD (Kierunek-Socjaldemokracja). Tej samej, która za swoich poprzednich rządów w latach 2006-10 wsławiła się uległością wobec rekinów rodzimej finansjery, że aż zyskała przydomek SMER S.A.
W Czechach rząd utracił właśnie „bezpieczną większość“ po tym, jak z powodu afer korupcyjnych rozpadła się partia Sprawy Publiczne (Věci veřejné), założona, finansowana i kontrolowana przez trzy największe agencje ochrony mienia. Nastroje w Czechach są fatalne: od początku roku trwają protesty i demonstracje, najpierw studentów, a ostatnio organizowane przez ugrupowania lewicowe i skrajnie prawicowe.
I znów: nic o tym nie słyszeliście? Ha, nic dziwnego. Ich liderzy na razie nie są sławni (poza Czechami). Ale nie bez powodu doradca premiera Nečasa powiedział ostatnio, że obecnie najważniejszym interesem narodowym Czech jest zachowanie demokracji liberalnej. W Polsce nikomu jeszcze nie przyszło do głowy powiedzieć coś takiego publicznie (choć oczywiście również w odniesieniu do naszego kraju jest to prawda). W Czechach, gdzie ze zrozumiałych względów uważniej i wnikliwiej śledzi się wydarzenia na Węgrzech i Słowacji, taka opinia już nie szokuje i nikt nie uważa jej za przesadną.
Będę więc pisał o tym, co u sąsiadów piszczy. Nie tylko w Czechach czy na Słowacji, lecz także w pozostałych krajach regionu. Mam poczucie, że znów żyjemy w czasach przełomu. Ćwierć wieku temu Polska, Czechosłowacja i Węgry w ostatniej chwili uciekły z tonącej, sowieckiej łajby o nazwie Europa Wschodnia. Wielka w tym była zasługa poetów, pisarzy i intelektualistów, takich jak Milan Kundera, Czesław Miłosz, Václav Havel czy György Konrad. Wykreowany przez nich mit Europy Środkowej nie przyjął się wprawdzie w społeczeństwach naszych krajów, ale sam termin wszedł do słownika real politik.
I tak, od czasu, gdy były amerykański sekretarz stanu Henry Kissinger, podczas swej pierwszej wizyty w wolnej Polsce, nieustannie mylił się, mówiąc: „Bardzo się cieszę, że jestem w Warszawie, czyli w Europie Wschodniej, eee, chciałem powiedzieć: w Europie Środkowej“, nikt już nie kwestionuje naszej przynależności do Zachodu i Europy. Ale nie musi tak być zawsze.
Stoimy obecnie wobec wielkiej szansy – i równie wielkiego zagrożenia. Szansa polega na tym, że Polska może stać się „pierwszym pośród równych“ narodów Europy Środkowo-Wschodniej, rzecznikiem wspólnych interesów i promotorem współpracy regionalnej, wzmacniając w ten sposób swoją pozycję zarówno w regionie, jak i w Unii Europejskiej. Zagrożenie polega z grubsza rzecz biorąc na tym samym – jeśli uwierzymy w rzekomo przeznaczoną nam rolę „regionalnego lidera“, jeśli zaczniemy się nadymać i brać sąsiadnie kraje pod pachę, skończy się to podziałami i zmarginalizowaniem wszystkich państw Europy Środkowo-Wschodniej na peryferiach zachodu, między Niemcami i Rosją.
Europa Środkowa może być wizją, marzeniem, mitem lub spełnionym koszmarem. Aby uniknąć koszmaru, nie dać się porwać mitom, nie tracić czasu na marzenia, lecz zrealizować wizję, musimy spełnić pięć warunków.
Po pierwsze, nie wolno nam wchodzić w rolę niemieckiego pomagiera w nowej Mitteleuropie. Nikt tego nie potrzebuje, nawet Niemcy.
Po drugie, musimy zrozumieć, że naszym celem nie jest jakaś mityczna, środkowoeuropejska wspólnota, lecz skuteczna, regionalna grupa interesów w ramach Unii Europejskiej.
Po trzecie, powinniśmy wykorzystać istniejącą od dwudziestu lat Grupę Wyszehradzką, otwartą na współpracę ze wszystkimi państwami Europy Środkowej i Wschodniej, a także Bałkanów zachodnich i z krajami Partnerstwa Wschodniego.
Po czwarte, zrozumieć, że strategicznym celem środkowoeuropejskiej grupy interesów nie jest zaspokajanie egoizmów narodowych grupy państw, ani tym bardziej jednego kraju, lecz zachowanie wspólnotowego charakteru Unii Europejskiej i przekszatłcenie jej w rzeczywistą federację polityczną.
I po piąte, pamiętać, że Europa Środkowa, jakkolwiek rozumiana, nie zastąpi nam Unii Europejskiej.
Szanse na realizację takiego pozytywnego scenariusza oceniam na jakieś piętnaście procent. Rządowi Nečasa daję co najmniej osiemdziesiąt procent szans na przetrwanie, a więc znacznie więcej. Wiemy już, że „bezpieczna większość tym się różni od większości niebezpiecznej, że jest większa“.
Ale samo nic się nie zrobi.
Aleksander Kaczorowski* - tłumacz literatury czeskiej i znawca Europy Środkowej
ZOBACZ TEŻ: Co zrobiliśmy z naszą wolnością?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)