Jan Gmurczyk*
Po okresie względnego spokoju nastroje na rynkach finansowych znów są nerwowe. Tym razem niepokój koncentruje się wokół Hiszpanii, a ekonomiści, politycy i publicyści na nowo spierają się o przyszłość wspólnej waluty. Jaki los czeka euro?
Aby odpowiedzieć na tak postawione pytanie, warto na samym wstępie przypomnieć, jakie czynniki doprowadziły do obecnego kryzysu. Trzeba wskazać na dwie wzajemnie powiązane przyczyny.
Pierwszą z nich jest niekompletny proces utworzenia strefy euro. Wnioski z teorii integracji walutowej są proste – jeśli wspólny pieniądz ma być stabilny, należy zsynchronizować politykę zarówno monetarną, jak i fiskalną państw wchodzących w skład wspólnego obszaru walutowego.
Z polityką monetarną UE poradziła sobie dobrze, tworząc EBC. W zakresie synchronizacji polityki budżetowej zdecydowano się natomiast tylko na skromny krok w postaci przyjęcia Paktu Stabilności i Wzrostu, przy czym być może byłby to krok zadowalający, gdyby przestrzegano postanowień tego dokumentu. Brak dyscypliny budżetowej większości państw członkowskich i lekceważenie przyjętych wobec siebie zobowiązań to druga, dużo poważniejsza od pierwszej, przyczyna kłopotów strefy euro.
Kryzys gospodarczy, który wybuchł w roku 2008, stopniowo ujawnił powyższe problemy. Wysokie poziomy zadłużenia i ogromna presja rynków finansowych sprawiły, że zamiast zdecydowanie pobudzać koniunkturę, państwa członkowskie zmuszone zostały do drakońskich oszczędności i bolesnych reform. W efekcie okres dekoniunktury przedłuża się, a głosy wieszczące rozpad unii walutowej co chwila powracają.
Winą za taki stan rzeczy nie należy jednak obarczać samego euro. Przyczyną kryzysu w Europie jest bowiem najzwyczajniej w świecie brak dyscypliny budżetowej. Ten problem istnieje również poza strefą euro, choćby w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie rządy także muszą myśleć o reformie swoich gospodarek.
Likwidacja strefy euro nie rozwiąże problemu nieodpowiedzialnej polityki fiskalnej. Wręcz przeciwnie, być może to właśnie walka o ratowanie wspólnej waluty szybciej doprowadzi do korekty wadliwych mechanizmów wewnątrz UE. Przetrwanie euro oraz przyszłość całej unijnej gospodarki zależą w dużej mierze od tempa i skali reform układu ekonomiczno-instytucjonalnego.
Co ważne, kryzys uświadomił politykom europejskim konieczność zmierzania w kierunku unii fiskalnej. Wróży to dobrze wspólnej walucie, nie tylko ze względu na logikę integracji walutowej. Jedną z największych różnic między euro a dolarem jest fakt, że za walutą amerykańską stoi, inaczej niż w Europie, jednolita, spójna polityka.
A zatem to, czy euro przetrwa, będzie uzależnione od tego, na ile uda się wdrożyć reformy i pogłębić integrację w Europie. Integracja przy tym zdaje się być naturalnie postępującym procesem, który trudno odwrócić lub zahamować bez większych reperkusji dla systemu ekonomicznego. Stopień powiązań między krajami europejskimi jest tak silny, że sama groźba tzw. „upadku Grecji”, która nie reprezentuje nawet 2 proc. unijnego PKB, wytwarza olbrzymie napięcia i problemy dla całej Europy.
Ponieważ sprzężenia zwrotne w obrębie UE są bardzo mocne, nawet drobne wstrząsy mogą okazać się zgubne dla całej gospodarki Starego Kontynentu. Choćby tylko z tego względu można przypuszczać, że europejscy decydenci uczynią wszystko, by uratować strefę euro przed rozpadem, stanowiącym potencjalnie szok dla już osłabionych kryzysem państw.
Ponadto, recesja w UE zaszkodziłaby globalnej koniunkturze. Byłoby to nie na rękę innym wiodącym gospodarkom świata, zatem do pewnego stopnia Europa może liczyć na wsparcie społeczności międzynarodowej w ratowaniu strefy euro. Zresztą, można to już obserwować w ramach działań MFW.
Za walką o ocalenie unijnej waluty przemawia także zjawisko niepewności. Wielu ekspertów prześciga się w receptach na łatwy i bezproblemowy demontaż strefy euro, jednak ekonomia jest nauką, która słabo radzi sobie z przewidywaniem przyszłości, zwłaszcza w przypadkach nieznanych wcześniej. A właśnie z takim mamy dziś do czynienia, gdyż historia gospodarcza nie zna przypadku, w którym w erze globalizacji bierze się pod uwagę rozwiązanie wspólnego obszaru walutowego, tworzonego przez kilkanaście wiodących gospodarek świata.
Przypuśćmy jednak, że ryzyko ziszczenia się negatywnego scenariusza nieudanej likwidacji strefy euro wynosi tylko 20 proc., a pozytywnego aż 80 proc. Na pierwszy rzut oka nie jest tak źle, ale większość ludzi cechuje się awersją do ryzyka, szczególnie jeśli na szali losu znajdują się ich miejsca pracy, majątek czy standard życia. Ilu ludzi odważyłoby się odbyć rejs statkiem, który ma „zaledwie” 20 proc. szans na katastrofę?
Jednocześnie w dłuższej perspektywie Europie nie kalkuluje się rezygnować z euro. Wspólna waluta została z założenia stworzona jako alternatywa wobec dolara, a w dzisiejszych realiach kraje europejskie mają szansę odgrywać znaczącą rolę na arenie międzynarodowej. Pod warunkiem, że będą ze sobą współdziałać.
Warto też przypomnieć, że euro wpływa korzystnie na stosunki gospodarcze między samymi państwami członkowskimi. Nawet gdyby dziś zrezygnowano z euro, za jakiś czas ponownie powrócono by do pomysłu unii walutowej, bo Europie się to zwyczajnie opłaca.
Przytoczone argumenty jeszcze bardziej skłaniają do przypuszczeń, że decydenci unijni dołożą wszelkich starań, by strefa euro przetrwała kryzys. Aktywna rola EBC i konsekwentne deklaracje takich polityków, jak choćby kanclerz Niemiec Angela Merkel, zdają się potwierdzać tę tezę i wskazują na dużą determinację w ratowaniu euro.
Oczywiście, obecne problemy są poważne i nie znamy ani szybkich, ani łatwych rozwiązań. W najbliższym czasie Europę czekają trudne czasy pełne dostosowań, napięcia i wahań nastrojów. W takich warunkach nigdy do końca nie można niczego wykluczyć, ale wydaje się, że pomimo wszelkich trudności przetrwanie wspólnej waluty jest bardziej prawdopodobne niż jej likwidacja.
*Jan Gmurczyk – absolwent Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych w SGH w Warszawie. Obecnie praktykant w Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej, współpracuje także z portalem UniaEuropejska.org, w ramach którego pisze artykuły informacyjne i publicystyczne. Interesuje się ekonomią, integracją europejską, państwami nordyckimi oraz energetyką odnawialną.
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze