Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
271
BLOG

W lewo marsz?

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Polityka Obserwuj notkę 0

Aleksander Kaczorowski*

Na Słowacji lewica już rządzi, a w Czechach tylko czeka, by obalić rząd tak, jak zrobili to w ostatni piątek socjaliści w Rumunii.

Słowacja po wygranych przez lewicę wyborach wydaje się najstabilniejszym, obok Polski, krajem regionu. Jednopartyjny rząd ma większość w parlamencie, premier Robert Fico sprawuje rząd dusz w swojej partii i pozostaje najpopularniejszym politykiem. Zaczęli go doceniać nawet niektórzy prawicowi komentatorzy, wystraszeni skalą antykorupcyjnych demonstracji z początku roku, gdy manifestanci obrzucili skórkami od bananów pałac prezydencki w Bratysławie.

Fico przejął elektorat niezadowolonych. Dzięki niemu do parlamentu nie weszło ani jedno skrajne ugrupowanie, a poparcie dla Unii Europejskiej pozostaje na rekordowo wysokim poziomie. Swojego posła doczekali się wreszcie Romowie, stanowiący niemal 10 proc. obywateli kraju i będący drugą co do liczebności mniejszością narodową po Węgrach.

W tym samym czasie w Czechach centroprawicowy rząd utrzymuje się u władzy jedynie dzięki garstce uciekinierów z partii nieformalnie kierowanej przez właściciela największej agencji detektywistycznej w kraju. Został on właśnie skazany za korupcję, więc premier Nečas wyrzucił ową partię z rządu. Po czym natychmiast zaprosił do udziału w koalicji kilku jej posłów. Dzięki nim koalicja rządząca ma 105 pukawek w 200-osobowym sejmie, dzięki czemu powinna dotrwać przynajmniej do wyborów prezydenckich na początku przyszłego roku.

Czesi pierwszy raz wybiorą wtedy prezydenta w wyborach powszechnych. Ciekawsze, niż kto nim zostanie jest to, co zrobi ustępujący prezydent Václav Klaus. Komentatorzy od roku zastanawiają się, czy założy nową partię i na jej czele przemebluje prawą stronę sceny politycznej. Większość z nich uważa, że Klaus nie jest już groźny, ale moim zdaniem się mylą.

Największym poparciem w sondażach cieszą się obecnie ugrupowania lewicowe: socjaldemokraci i komuniści (razem mają od 44 do nawet 57 proc. poparcia). Coraz bardziej zauważalne są jednak w Czechach nastroje skrajnie prawicowe. Sytuacja nad Wełtawą upodabnia się do francuskiej: lewica rządzi w sondażach, centroprawica naprawdę, a na trzecią siłę w kraju wyrasta szowinistyczna, antyeuropejska prawica. Brakuje jej tylko charyzmatycznego lidera, jakim bez wątpienia jest wciąż młody duchem Václav Klaus.

W ten sam piątek 27 kwietnia, gdy czescy socjaldemokraci przegapili znakomitą okazję, by obalić rząd i doprowadzić do wcześniejszych wyborów, ta sztuka udała się socjalistom w Rumunii. Tamtejsza centroprawica w ciągu trzech lat utraciła dwie trzecie elektoratu i podczas najbliższych wyborów parlamentarnych w listopadzie 2012 r. (jeśli nie wcześniej) będzie walczyć o przetrwanie.

Upadek rządu premiera Mihaia Răzvana Ungureanu to kłopot także dla premiera Węgier Viktora Orbána. Bukareszt, gdzie współrządziła partia mniejszości węgierskiej z Siedmiogrodu, był najbliższym sojusznikiem Budapesztu. Teraz Orbán może liczyć w swoich taktycznych zagrywkach z UE jedynie na umiarkowane wsparcie ze strony premiera Czech. Na Słowacji nawet największa partia mniejszości węgierskiej (Most- Híd) nie chce mieć z nim nic wspólnego, a jej przywódca Béla Bugár należy do największych krytyków Orbána.

Podsumujmy: w Rumunii szykuje się skręt w lewo, podobnie w Czechach, a na Słowacji już się dokonał. Lewica węgierska jeszcze długo nie wyjdzie z czyśćca. W Polsce, jak wiadomo, nie ma żadnej lewicy.

Tym ciekawszy jest przypadek Słowacji, gdzie zdobyła ona 44,41 proc. głosów. Wystarczyło to do uzyskania bezwzględnej większości w 150-osobowym parlamencie. Obecnie SMER-SD (Kierunek – Socjaldemokracja) sprawuje samodzielne rządy tak, jak węgierski FIDESZ Viktora Orbána. Czas pokaże, czy w podobnym stylu.

„Ciarki mi chodzą po plecach, jak pomyślę, co tu się będzie działo” – powiedział Michal Hvorecký, gdy rozmawialiśmy na kilka dni przed wyborami 10 marca 2012 roku. Ten popularny pisarz średniego pokolenia i aktywista gejowski wezwał nawet na swojej stronie internetowej do głosowania przeciwko lewicy. Rodzimi komentatorzy uspokajają jednak, że Fico się zmienił, dojrzał, i że nie grozi słowacki wariant „konsolidacji” w węgierskim stylu. Pod jego rządami Słowacja nie zrobi nic, co mogłoby narazić ten kraj na krytykę ze strony Komisji Europejskiej.

Przynajmniej przez najbliższe dwa lata. A potem zobaczymy. Najważniejszym celem Fico są wybory prezydenckie w 2014 roku. Po wygranej i odejściu lidera z szeregów partii, SMER-SD może zacząć się psuć i sypać. Elektorat tego ugrupowania to mieszanka wybuchowa dawnych wyborców trzech niegdyś znaczących, lecz dziś nie liczących się partii: populistów Vladimíra Mečiara, postkomunistów (SDL) i skrajnych nacjonalistów Jana Sloty. Oraz młodzieży z mniejszych i średnich miast. Tylko Fico godzi te sprzeczności i zręcznie zaspokaja różnorodne grupy interesu. „Przecież jego nazwisko pojawia się w stenogramach ‘Goryla’ 172 razy!” – przypomina Hvorecký.

„Goryl” to kryptonim akcji policyjnej, prowadzonej w latach 2005-2006. W pierwszych dniach stycznia tego roku w sieci pojawiły się stenogramy z podsłuchów, dokonanych wówczas w apartamencie prywatnego przedsiębiorcy Jaroslava Haščáka. Wynika z nich, że ten multimilioner regularnie podejmował w swoim ekskluzywnym studio w centrum Bratysławy polityków praktycznie wszystkich rodzimych partii, i to akurat wtedy, gdy centroprawicowy rząd Mikuláša Dzurindy (premiera w latach 1998-2006) podejmował kluczowe decyzje prywatyzacyjne.

Fundusz kapitałowy PENTA, którego współwłaścicielem jest Haščák, zaprzecza oskarżeniom o korupcję. Mało kto jednak daje temu wiarę. Zwłaszcza po tym, jak prawnicy firmy uzyskali sądowy zakaz publikacji książki kanadyjskiego dziennikarza Toma Nicholsona. Ten znany na Słowacji dziennikarz śledczy już przed kilkoma laty próbował zainteresować tamtejsze media i prokuraturę przypadkami korupcji, ujawnionymi w stenogramach „Goryla”. Prokuratura odmówiła jednak wszczęcia postępowania z braku dowodów. Media zaś obawiały się wpływów PENTY.

To nie byle jaka firma, lecz warta prawie cztery miliardy euro grupa kapitałowa, obecna niemal we wszystkich krajach Europy Środkowej. W Polsce jej najbardziej znanym nabytkiem była popularna sieć sklepów detalicznych Żabka, którą kupiła przed kilkoma laty za pół miliarda złotych, a ostatnio sprzedała za niebagatelną kwotę 400 milionów euro. W Czechach posiada m.in. zakłady lotnicze, a na Słowacji dziesiątki firm i przedsiębiorstw praktycznie we wszystkich dziedzinach gospodarki.

„Politycy i dziennikarze od dawna wiedzieli o istnieniu stenogramów z podsłuchów, ale dopiero upublicznienie ich w sieci spowodowało trzęsienie ziemi na scenie politycznej” – uważa politolog Michal Vašečka.

„Goryl” uderzył przede wszystkim w Dzurindę i jego Słowacką Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną (SDKU). Według niektórych sondaży przedwyborczych partia skupiająca tak znanych polityków, jak do niedawna premier Iveta Radičová, „słowacki Balcerowicz” Ivan Mikloš, czy była ambasador w Polsce Magda Vášáryová, mogła w ogóle nie dostać się do parlamentu. Ostatecznie SDKU uzyskała 6,09 proc. głosów, ale Dzurinda i Mikloš zrezygnowali z kierowania partią, a premier Radičová nawet z członkostwa w niej i wyjechała na wykłady do Oxfordu. Nową szefową partii na zjeździe w maju zostanie była minister sprawiedliwości Lucia Żitnanska.

Fico nie stracił na aferze, choć ze stenogramów wynika, że i on wpadał na pogawędki do Haščáka. Nie mają one jednak (stenogramy) żadnej wartości dowodowej, bo za poprzednich rządów Fico oficjalnie zniszczono nagrania z podsłuchów. „Na jego zwolennikach oskarżenia o korupcję nie robią wrażenia” – uważa publicysta dziennika SME Peter Morvay. – To elektorat socjalny, zależy im na utrzymaniu przywilejów i świadczeń społecznych”.

Poza lewicą i SDKU do parlamentu weszły jeszcze Ruch Chrześcijańsko-Demokratyczny (KDH, 8,82 proc.), koncyliacyjne ugrupowanie węgiersko-słowackie Most-Híd (6,89) ultraliberalna Wolność i Solidarność (SaS, 5,88) oraz Zwykli ludzie (8,55 proc.). Ta ostatnia partia o nazwie brzmiącej jak tytuł magazynu interwencyjnego TVP nie ma żadnego programu, a jej posłów nie obowiązuje dyscyplina partyjna; musieli tylko ślubować przed wyborami, że nie poprą rządu Fico.

Zwykli ludzie to pospolite ruszenie klasy średniej, czyli dawnego elektoratu centroprawicy. Na jego czele stoi charyzmatyczny lider Igor Matovič, telewizyjny celebryta i autor poczytnego bloga („King Kong narobił w gacie” – to tytuł niedawnego wpisu o premierze). Cieszy się rosnącą popularnością zwłaszcza wśród młodych wyborców, którym imponuje jego kariera w stylu self-made mana (39-letni Matovič zbił majątek jako wydawca prasy regionalnej, a swoją partię założył zaledwie przed dwoma laty).

Jest to najbardziej prawdopodobny lider słowackiej prawicy i być może przyszły premier.

 

Aleksander Kaczorowski* - tłumacz literatury czeskiej i znawca Europy Środkowej

 

Komentarz pochodzi z bloga Aleksandra Kaczorowskiego “Europa (od)Środkowa" na stronie Instytutu Obywatelskiego:

http://www.instytutobywatelski.pl/6495/blogi/europa-odsrodkowa/w-lewo-marsz

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka