Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
158
BLOG

Uniwersytet na rozdrożu (fragm.)

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Polityka Obserwuj notkę 0

Cezary Kościelniak, Jarosław Makowski*

 

 
 
 
 

Kryzys gospodarczy i ekonomiczny dotyka dziś każdej sfery naszego życia. Siłą rzeczy uderza on także w tak szacowną instytucję, jaką dla naszej zachodniej kultury jest uniwersytet. Co więcej, kryzys zmusza poszczególne rządy w całej Europie do zmiany polityki szkolnictwa wyższego. Niestety, na tej kryzysowej fali zachodzące zmiany w ostatnim czasie można sprowadzić do dwóch haseł: „prymat praktycyzmu” i „finansowy redukcjonizm”.

„Praktycyzm” i „finansowy redukcjonizm” w tym przypadku znaczy wpisanie każdej uczelni w rytm przemian gospodarczych. A te, jak wiemy, nastawione są przede wszystkim na krótkoterminowe efekty zysków oraz ocenę działań opartą o produkcyjność. W logice przemian ukierunkowanych na rynkową efektywność, słabszą pozycję zajmują cele kulturowe, duchowe czy tradycja. Jest to zarazem powód, dla którego planowane i wdrażane przez polityków zmiany transformacji uniwersytetu spotykają się z radykalnym sprzeciwem studentów i obywateli w całej Europie, dla których sprowadzanie uczelni li tylko do rachunku ekonomicznego jest barbarzyńskim zredukowaniem ich społecznej roli, której przez długie lata nie będzie można łatwo odmienić (…)

ZOBACZ TAKŻE:

CYKL: WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, UNIWERSYTET

Europejskie uniwersytety bardzo mocno redefiniują swoją rolę. Uniwersytetu nie można traktować jedynie jako miejsca przekazywania wiedzy. Uniwersytet od samego początku był i musi pozostać także miejscem, które ma odpowiadać wyzwaniom społecznym, kulturowym i ekonomicznym. Między innymi temu służy „trzecia misja”, która ma uzupełniać uniwersytet w jego wymiarze rozwoju regionalnego oraz odpowiadać na społeczne wyzwania, takie jak np. zrównoważony rozwój czy budowanie platformy do debaty publicznej. Te, jak i wiele innych zobowiązań społecznych nie podlega już dyskusji. Uczelnie przestają być zamkniętymi na rzeczywistość „samotnymi wyspami”, lecz aktywnymi change makerami na poziomie regionalnym, krajowym, a niektóre międzynarodowym.

Przeobrażający się na naszych oczach uniwersytet europejski coraz mniej przypomina model Humboldta. W posthumboldtowskim modelu uczelni do tradycyjnych celów, takich jak kształcenie i prowadzenie badań, zostały dodane nowe, w tym także wspomniana „trzecia misja” – czyli tworzenie powiązań między uniwersytetem a otoczeniem, oraz zawierająca się w niej „misja cywilna”, określająca zadania uniwersytetu we współczesnych demokracjach, skupiająca się m.in. na edukacji publicznej (…)

Oczywiście pisząc te słowa, nie pozostajemy naiwnymi marzycielami. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że uniwersytet musi szukać związków między edukacją a przyszłą karierą swoich studentów. Nie mówiąc już o tym, że musi poszukiwać także dodatkowych źródeł finansowania – o czym pisze choćby Burton Clark w książce „Creating Entrepreneurial University”. Musi on stać się miejscem, gdzie dochowuje się należnej troski o związki nauki z otoczeniem gospodarczym, oferując studentom wyrafinowaną, najlepiej międzynarodową ofertę edukacyjną, ale i umiejętności, które pozwolą im w przyszłości zrealizować sukces zawodowy.

Nie ma jednak sensu przedsiębiorczych zmian ani fetyszyzować, ani stawiać – jak czyni to Clark – na pierwszym miejscu w reformach uczelni. Nowe przymiotniki określające rolę uniwersytetu takie, jak „przedsiębiorczy”, czy „adaptacyjny” mają swoich krytyków, pokazujących, że efektywność ekonomiczna niekoniecznie musi iść w parze z tym, co dobre dla procesu edukacji i wspólnoty akademickiej. I choć źle się dzieje, kiedy uczelnie stają się niesterowalnymi, źle zarządzanymi molochami, to jednak trendy „przedsiębiorcze” niosą ze sobą także zagrożenia. Dlatego trzeba dziś pytać o autonomię uniwersytetu: czy przekształcenie uniwersytetu w firmę for profit i mocno powiązaną z biznesem, nie ogranicza jego wolności, niezbędnej do twórczej i innowacyjnej pracy? Czy uwikłany w zależności finansowe od swych zewnętrznych partnerów uniwersytet nie stanie się instytucją zależną, tracącą swoje naturalne, krytyczne zadania społeczne? (…)

W tych krytycznych głosach jest coś na rzeczy. Bo oto coraz bardziej wyspecjalizowane badania sprawiają, że prowadzący laboratoria nie mają czasu na prowadzenie zajęć. Często najwybitniejsi uczeni nie prowadzą dydaktyki, są zatrudniani na etatach badawczych, co powoduje, że przerywany jest pokoleniowy przekaz myślenia – jedno z najważniejszych zadań kulturowych uniwersytetu. Nie działa to tylko w jedną stronę, nierzadko wybitni nauczyciele akademiccy nie mają czasu na prowadzenie badań czy spisanie swoich myśli, co również skazuje ich myśl na krótsze trwanie.

Uniwersytetom wyspecjalizowanym i podzielonym na „badawcze” i „uczące” może grozić odsunięcie refleksyjności oraz spowodowanie, że w procesie edukacyjno-badawczym pomija się podstawowe pytania, które wyznaczają sensowność działań człowieka oraz odnoszą się do szerszej struktury społecznej. Uniwersytet, jeśli pozostaje instytucją krytyczną, powinien takie pytania stawiać, z tej przyczyny nie powinien wykluczać ze swoich murów oraz „miękkich sfer” wpływających na jakość życia człowieka – na przykład religii.

Jeszcze inną zmianą, która niekoniecznie pozytywnie wpływa na rzeczywistość akademicką, są nowe zaangażowania samych badaczy. Naukowcy piszą już nie tylko książki i publikują wyniki badań, ale tworzą raporty, które powoli zdają się zastępować wiedzę. To zmienia formułę wiedzy. Raport tym się różni od książki, iż musi spełniać oczekiwania zamawiającego – w tym sensie badacz nie jest do końca swobodny, czy też nie zawsze może podjąć kwestie, które mogłyby się znaleźć w niezależnych badaniach. To zamawiający raport, od instytucji państwowych poczynając, a na korporacjach kończąc, oczekują także konkretnego efektu. A przecież w nauce wystarczającym efektem jest sam proces poznawczy. Być może jest to szersza zmiana kulturowa w świecie wiedzy.

Kolejna sprawa dotyczy kwestii dyscyplinarności i transdyscyplinarności. Nie sposób dziś efektywnie przekazywać wiedzy tylko w jednym paradygmacie czy dyscyplinie wiedzy. Fundamentalne problemy społeczne są wyjaśniane z pozycji transdyscyplinarnych – przykładem jest choćby „zrównoważony rozwój”, który wymaga podejścia i nauk społecznych, i biologicznych, i ekonomicznych. Transdycyplinarność również wiąże się z zagadnieniem autonomii. W tym przypadku oznaczałaby ona instytucjonalną swobodę w kształtowaniu modułów czy grup badawczych, które miałyby swobodę działania ponad podziałami dyscyplinarnymi oraz wydziałowymi.

Jednym z najistotniejszych problemów współczesnej polityki szkolnictwa wyższego jest wspomniane powyżej zagadnienie dotyczące równości. Równość oznacza tu przede wszystkim możliwość dostępu do uczelni, ale także, już po procesie edukacji, możliwość dostępu do „instytucji dobrobytu” (…)

Przy masowym szkolnictwie wyższym nierówności mają swoje konsekwencje także na rynku pracy, gdzie często kwalifikacje ustępują miejsca nieformalnym siecią powiązań. Dochodzi do paradoksu, gdzie równy dostęp do „instytucji dobrobytu”, jakim jest uniwersytet, nie zawsze prowadzi do egalitarnego społeczeństwa, a jedynie buforuje w czasie społeczne nierówności.

Politycy większości państw Unii Europejskiej coraz bardziej uświadamiają sobie, że dobrze wykształcony obywatel to nie tylko jednostka zdolna do realizacji swych osobistych planów życiowych, własnego sukcesu i dobrobytu. To także obywatel krytycznie myślący, mający świadomość uczestnictwa w projektach politycznych, otwarty na idee polityczne oraz aktywnie korzystający ze swoich praw oraz świadomy etycznych zobowiązań życia publicznego. Aby takim się stał, musi przejść edukację, która kształtuje kulturę obywatelską społeczeństw – i jest to jeden z powodów, dla których powinna ona zostać dobrem publicznym. Jednocześnie wykształcenie daje formację, otwiera jednostki na realizację zadań i ról życiowych, które przydadzą mu szczęścia. Innymi słowy, w dążeniu do pełnego, satysfakcjonującego życia – tak prywatnego, jak i publicznego (…)

Świadomość „uszlachetniania” sfery publicznej, rozumianej jako sfery dyskursów społecznych, prowadzenia debat, ale także odkrywania i analizowania kwestii społecznie trudnych jest równoznaczna ze świadomością potrzeby utrzymywania takich instytucji, które będą tę sferę skutecznie ożywiały. Znaczy to, że będą one instytucjami krytycznymi i tradycyjnymi zarazem. Bez wątpienia taką instytucją w Europie pozostaje uniwersytet. Przekazywana na nim wiedza ma charakter bezinteresowny, a sama edukacja pozostaje dobrem publicznym.

Jeśli mielibyśmy wskazać na główne problemy współczesnych transformacji uniwersytetu, to z pewnością zagadnienia wolności (nie tylko wolności uprawiania nauki, ale także autonomii uczelni) oraz równości (przede wszystkim dostępności do instytucji wiedzy, ale także harmonijnej obecności istotnych praktyk społecznych – w tym także religii – na uniwersytecie) są jednymi z najważniejszych. Oddajemy do rąk Czytelnika książkę, która te ważkie problemy porusza i prezentuje europejską perspektywę ich rozumienia. (…)

Fragmenty wstępu do książki „Wolność, równość, uniwersytet” (red.) Cezary Kościelniak, Jarosław Makowski. Książka wydana została przez Instytut Obywatelski, Warszawa 2011. Skróty i zmiany od redakcji.

Książka dostępna jest w całości również w formie elektronicznej na stronie: www.instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka