Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
512
BLOG

Karta Nauczyciela – przywilej z innej epoki

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Polityka Obserwuj notkę 3

Jan Zadowolony*

Nieprawda, że pieniędzy na oświatę jest mało. Jak słusznie powiedział w wywiadziedla „Gazety Wyborczej” przewodniczący Rady Miejskiej w Jarocinie: „Pieniędzy w oświacie jest bardzo dużo, ale – podobnie jak w pomocy społecznej i służbie zdrowia – są nieefektywnie wydawane”.

Karta Nauczyciela powstała w innym ustroju politycznym i gospodarczym. I choć po roku 1989 była kilkakrotnie zmieniana, wciąż są w niej przepisy z innej epoki.

Pierwotny zapis dotyczący zarobków brzmiał tak: „średnie wynagrodzenie nauczyciela nie może być niższe od średniego wynagrodzenia pracowników inżynieryjno-technicznych zatrudnionych w przemyśle uspołecznionym”. Ustawodawca (z początku 1982 r.) słusznie przewidywał, że kto jak kto, ale kadra inżynieryjno-techniczna zawsze wywalczy sobie korzystne zarobki, więc celowo połączył je z wynagrodzeniami grupy zawodowej o małej – wtedy! – sile przebicia.

Po transformacji ustrojowo-gospodarczej tamten mechanizm stracił sens, ale Karta Nauczyciela dzisiaj też gwarantuje tej grupie zawodowej automatyczne utrzymanie średniego wynagrodzenia (mówi o tym art. 30a). I w dalszym ciągu płace nauczycieli ustalane są centralnie oraz dzielone mechanicznie według kryteriów formalnych, a nie rzeczywistej jakości pracy.

Mówiąc po ludzku: nauczyciele kiepscy i znakomici zarabiają tyle samo, o ile tylko mają takie same kwalifikacje formalne i staż pracy.

Dyrektorzy szkół mają bardzo małe pole manewru i w gruncie rzeczy sprowadza się ono do tego, że najbardziej opłaca im się zatrudniać nauczycieli o jak najmniejszych kwalifikacjach i jak najmniejszym stażu pracy. Bardzo często więc najlepszym nauczycielom – zwłaszcza tym po 50-tce – trudno znaleźć pracę, bo są pierwsi do odstrzału i najbardziej obciążający szkolny budżet przy ewentualnym zatrudnieniu. 

Nauczyciele mają też rozliczne przywileje: niskie pensum, długie urlopy, płatny urlop na poratowanie zdrowia… Te przywileje oraz sztywny system finansowania jest ogromną przeszkodą w reformowaniu szkolnictwa. Tym bardziej, że związki zawodowe – pod tym względem dwa najsilniejsze, ZNP i „Solidarność”, idą ręka w rękę – nie zgadzają się na żadne zmiany w Karcie Nauczyciela. A powinny – gdyby naprawdę zależało im na dobru wspólnym, a nie tylko na kurczowej obronie branżowych przywilejów.

Związki powinny zabiegać o to, aby tak zmienić Kartę Nauczyciela, by jednocześnie uwzględniała ona specyfikę zawodu nauczyciela, ale zarazem dała dyrektorom (i władzom samorządowym) większą swobodę w dysponowaniu środkami. I aby mogli lepiej wynagradzać najlepszych nauczycieli.

Reforma jest konieczna choćby z powodu niżu demograficznego, który powoduje, że wielu szkołom grozi zamknięcie.

Tymczasem władze samorządowe zmuszone są do kombinowania. Na szczęście Polacy są mistrzami świata w kombinowaniu i coraz więcej samorządów znajduje sposób na obejście przywilejów Karty. Najprostszy polega na tym, że szkołę przekazuje się stowarzyszeniu, które zatrudnia nauczycieli na podstawie już nie Karty Nauczyciela, ale powszechnego kodeksu pracy. W takich szkołach zatrudnienie jest mniejsze nawet o 30 procent, bo nauczyciele za te same pieniądze pracują dłużej niż 18-20 godzin w tygodniu.

Skomercjalizowane szkoły z reguły osiągają znacznie lepsze wyniki w nauczaniu i przyciągają uczniów. A zatrudnieni tam nauczyciele – choć pracują ciężej niż ich koledzy w szkołach państwowych – odczuwają większą satysfakcję z pracy. To pozwala mieć nadzieję na to, że bastion Karty Nauczyciela prędzej czy później padnie.

PS Autor jest mężem nauczycielki z 30-letnim stażem.

*Jan Zadowolony - człowiek, który jest zadowolony, że żyje w Polsce

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka