Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
440
BLOG

Sankcje na Iran – bliżej wojny czy pokoju?

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Polityka Obserwuj notkę 2

Paulina Biernacka*

Przywódcy UE zapowiedzieli, że gotowi są podjąć bardziej radykalne kroki, jeśli Iran będzie kontynuował rozwijanie swojego programu nuklearnego

Administracja Baracka Obamy oraz jej sojusznicy od trzech lat bezskutecznie próbują zatrzymać irański program nuklearny. Zabiegi dyplomatyczne, sankcje i sabotaż nie przyniosły jak dotąd żadnych rezultatów. W lipcu USA i UE wprowadzają kolejne sankcje, które mają na celu odciąć Iran od światowych rynków ropy naftowej. Wielu ekspertów uważa, że działania te dają dużą nadzieję na zmianę kursu polityki nuklearnej Iranu. Czy aby na pewno?

Przepychanki słowne trwają już ponad dekadę. Iran – piąta potęga światowa, jeżeli chodzi o eksport ropy – twierdzi, że rozwija program nuklearny w celach pokojowych, aby uzyskać więcej energii dla szybko rosnącej populacji kraju. Państwa zachodnie oskarżają jednak reżim o próbę zbudowania broni masowego rażenia. Aby temu zapobiec administracja poprzedniego prezydenta USA, George’a W. Busha nałożyła sankcje na Iran, które z roku na rok są coraz bardziej ostre. Najnowsze sankcje już zostały okrzyknięte najbardziej surowymi w historii od czasu odcięcia eksportu ropy do Japonii w 1940 roku. Wówczas eksperyment się nie powiódł: Japończycy zaatakowali USA, zanim zdążyli odczuć niedobór ropy.

1 lipca weszły w życie nowe sankcje nałożone na Iran przez Unię Europejską. Pomimo głośnego sprzeciwu pogrążonej w kryzysie Grecji, Unia zabroniła swoim członkom kupowania ropy od Iranu. Firmy europejskie nie mogą również ubezpieczać tankowców przewożących irańską ropę, co uderza w 90 proc. światowego transportu tego surowca. Minister spraw zagranicznych Iranu Ali Akbar Salehi zaapelował do Cypru, który przejął właśnie prezydencję w Radzie UE, o „złagodzenie przeszkód” w relacjach pomiędzy Iranem a Unią. Tymczasem przywódcy UE zapowiedzieli, że gotowi są podjąć kolejne, bardziej radykalne kroki, jeśli Iran będzie kontynuował rozwijanie swojego programu nuklearnego.

Sankcje USA mają uderzać w państwa i instytucje, które będą handlowały z Iranem. Niestety nie obejmują one całego świata, ani nawet wszystkich zachodnich oraz najbardziej liczących się państw. Stany Zjednoczone wymieniły ok. 20 państw, które nie muszą wprowadzać całkowitego embarga na handel ropą z Iranem przez najbliższe pół roku. Do tych państw należą Turcja (dotychczas największy odbiorca ropy z Iranu), Chiny, Indie, Malezja, Korea Południowa, Singapur, RPA, Sri Lanka i Tajwan. Ich przywódcy obiecali zredukować zakupy ropy z Iranu o 20 proc., w zamian za co sankcje USA nie obejmą ich przez najbliższe miesiące.

Oznacza to zarazem, że Iran będzie miał dodatkowe kilka miesięcy na przystosowanie się do nowej sytuacji, którą niektórzy oficjele z Teheranu uważają za „nowe możliwości” uniezależnienia swej gospodarki od sprzedaży surowca – głównego źródła dochodu państwa.

Nie trzeba jednak szukać w Azji państw, które nie podporządkowały się polityce USA i UE wobec Iranu. Szwajcaria nie chce dostosować się do sankcji i w dalszym ciągu kupuje od Iranu ropę, tłumacząc się, że broni swojej neutralności i niezależności od UE. „Jerusalem Post” donosi zaś, że istnieje wiele firm niemieckich, które pomimo sankcji sprzedają Iranowi produkty tzw. podwójnego zastosowania. Np. firma Herrenknecht AG dostarcza reżimowi ciężkiego sprzętu do drążenia tuneli na głębokość do 6 tys. metrów. Sprzęt najprawdopodobniej wykorzystywany jest przez Iran do budowy jego nuklearnych obiektów.

W ostatnich dniach USA wprowadziły nowe narzędzia walki z firmami, które są zaangażowane w rozwój irańskiego programu nuklearnego i rakietowego. Administracja USA zidentyfikowała siatkę korporacji jakoby wykorzystywaną przez Iran do omijania restrykcji amerykańskich i europejskich. Zmiany w ustawie dotyczącej sankcji mają zlikwidować luki, które umożliwiały tym firmom współpracę z Iranem. Jest to kolejny krok, który ma pomóc uderzyć w gospodarkę Iranu.

Przywódcy Islamskiej Republiki Iranu uważają jednak, że zabiegi Zachodu nie przyniosą rezultatów. Szef Irańskiej Agencji Atomowej już zapowiedział, że sankcje UE nie zatrzymają programu nuklearnego kraju. Większość ekspertów podkreśla, że liderzy Iranu szybciej dostosują się do rujnujących gospodarkę kraju sankcji niż zgodzą na rezygnację z nuklearyzacji kraju.

I tak też się dzieje: w ciągu ostatniego roku inflacja podskoczyła do 21,5 proc. Zgodnie z szacunkami władz USA, Iran ma tracić ok. 14 mld dolarów rocznie z powodu sankcji na sprzedaż ropy, a niedobory surowców do produkcji (efekt poprzednich sankcji USA) już doprowadziły do masowych zwolnień z fabryk setek tysięcy Irańczyków.

Główny „projektant” sankcji za rządów prezydenta Busha juniora, R. Nicholas Burns uważa, że najnowsze sankcje przyniosą efekty w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Mają one doprowadzić do protestów społecznych irańskiej klasy średniej, dzięki którym reżim zostanie bądź obalony, bądź zmuszony do dostosowania się do ultimatum USA i UE, czyli zaprzestania programu wzbogacania uranu i jego sprzedaży oraz zamknięcia tajnych obiektów w okolicy Qom, gdzie trwają prace nad wzbogacaniem tego pierwiastka.

Tymczasem irańska rządowa agencja informacyjna Mehr podała, że Iran ma przygotowane cztery scenariusze przeciwdziałania sankcjom. Są to: używanie innych walut niż euro i dolar, zamknięcie cieśniny Ormuz, tworzenie zapasów ropy oraz zmniejszenie produkcji tego surowca. Ponadto Irańczycy informowani są o 26 miliardowych (liczonych w dolarach) inwestycjach w rozbudowę nowych pól naftowych. Dalej: o sprzedaży ogromnych ilości ropy do Chin i budowie linii gazowej pomiędzy Iranem a Pakistanem. I przede wszystkim o tym, że sankcje Europy uderzą jedynie w gospodarki europejskie. Dlatego też w Islamskiej Republice nie słychać słów krytyki w związku z programem nuklearnym.

Co ciekawe, nowo wybrany parlament irański potępia politykę gospodarczą Ahmadineżada, ale nikt nie łączy spraw złej kondycji gospodarczej państwa z planami nuklearyzacji kraju.

Jak do tej pory sukcesem administracji Obamy jest fakt, że sankcje nie doprowadziły do zwiększenia cen ropy na rynkach światowych. USA w ostatnich miesiącach pomagały innym państwom-eksporterom ropy (Arabii Saudyjskiej, Libii i Irakowi) przygotować się do zwiększenia sprzedaży surowca. Prowadzono również rozmowy z takimi krajami, jak Indie, Korea Południowa, Chiny czy Japonia, zachęcając je do zakupu ropy od innych dostawców niż Iran w celu uniknięcia sankcji.

Ostatecznie państwa te znalazły się w gronie krajów, których nie dotkną sankcje. Kluczowym krajem w tych potyczkach są Chiny, które nie mają zamiaru uginać się pod presją Waszyngtonu. Rozmowy dyplomatyczne państw P5+1 (stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ i Niemcy) z Iranem mające na celu doprowadzenie do kompromisu w kwestii programu nuklearnego pokazują jednak, że jest szansa na jednomyślność w Radzie. Rosja nadspodziewanie dobrze współpracuje z Zachodem w rozmowach z Iranem, co ma wpływ na postawę Chin, zgodnie z cichą umową rosyjsko-chińską o podziale władzy (Rosja wspiera Chiny w kwestiach Korei Północnej, Chiny podążają za Rosją w kwestiach bliskowschodnich).

Do tej pory jednak nawet jednomyślność potęg światowych nie przynosi rezultatów. Rozmowy P5+1 z Iranem utknęły w miejscu, a na spotkaniach zamiast wysokich rangą przedstawicieli politycznych zaczęli się pojawiać eksperci niskiego szczebla. Obie strony konfliktu nie chcą zerwać rozmów, gdyż będą one jednoznaczne z przyznaniem Izraelowi „zielonego światła” do ataku na Iran. Tymczasem USA uspakajają Izrael, mówiąc, że sankcje zaczną działać już wkrótce.

Wszyscy wiedzą jednak, że na spotkaniach P5+1 z Teheranem to Iran rozdaje karty. I tylko, i wyłącznie od niego zależy przyszłość negocjacji oraz rozwój wydarzeń w regionie.

Rozmowy rozmowami, sankcje sankcjami, a państwa zaangażowane szykują się do wojny. USA, NATO i Rosja transportują coraz więcej wojsk do Zatoki Perskiej i na Morze Śródziemne. Izrael otrzymuje w prezencie od Niemców okręt podwodny zdolny przenosić i wystrzeliwać broń masowego rażenia. Zaś Iran prowadzi największe ćwiczenia wojskowe od lat oraz testuje kolejne rakiety. Ponadto niektóre źródła donoszą, że decyzja o ataku na Iran już zapadła, a prawdopodobna ofensywa ma nastąpić na początku października.

Czytając te rewelacje można odnieść wrażenie, że mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją kilka miesięcy temu. USA i Izrael miały zaatakować Iran w kwietniu, maju czy czerwcu, tymczasem mamy lipiec, a na Bliskim Wschodzie bez zmian. Czy obecne manewry wojsk to kolejne prężenie muskułów i taktyka zmuszania Iranu do ustępstw, czy jednak czeka nas kolejna wojna w regionie? Jeśli są to tylko zabiegi propagandowe, jest duża szansa na to, że któraś ze stron nie wytrzyma presji i naciśnie spust. A tego najprawdopodobniej nie chce nikt.

Przywódcy Izraela już raz przekonali się o skuteczności swych gróźb – Iran został zmuszony do podjęcia rozmów. „Jerusalem Post” pisze, że Iran nie zaprzestanie swych prac nad bronią jądrową, dopóki nie będzie miał absolutnej pewności, że Izrael zaatakuje. Dlatego też, ponieważ reżim nie wykazał nawet odrobiny dobrej woli w trakcie rozmów, może to oznaczać, że nie jest pewien, czy Izrael znów nie blefuje.

O ile izraelska armia słynie z świetnego przygotowania do wojny, tego samego nie można powiedzieć o irańskiej. Pieter Wezeman ze Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem uważa, że irańskie rakiety wciąż są za słabe i nieprecyzyjne, a ich użycie może być ograniczone w trakcie konwencjonalnej wojny. „Ich jedyna użyteczność to narzędzie terroru, nic poza tym”, mówi Wezeman. Reszta uzbrojenia, pomimo licznych rozmiarów wojska, jest przestarzała. Iran nie ma dostępu do nowych technologii, gdyż ONZ wprowadził embargo na dostawy broni do tego kraju. Dlatego też irańskie groźby, podobnie jak izraelskie, mogą być jedynie elementem wojny na słowa, z której nic nie wyniknie.

Zachód nie może jednak ignorować gróźb Iranu dotyczących zamknięcia Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa 20 proc. światowej ropy. Jest to szczególnie groźne w czasie kryzysu gospodarczego, gdyż nagły wzrost cen ropy może jeszcze bardziej pogłębić recesję. Rozstawienie wojsk USA w Zatoce Perskiej ma więc najprawdopodobniej zniechęcić Iran do podjęcia jakichkolwiek działań wojskowych i upewnić Izrael, że Iran nie będzie decydował o obecności tego kraju na mapie świata.

Kolejna runda rozmów P5+1 z Iranem ma się odbyć 24 lipca. Do tego czasu zapewne wszystkie strony konfliktu zaserwują nam pokaz sił i zasugerują gotowość do „zmiażdżenia” przeciwnika.

*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN i wykłada w Collegium Civitas

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka