Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
137
BLOG

Przypadki inżyniera Kalouska

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Polityka Obserwuj notkę 0

Aleksander Kaczorowski*

W najbliższą środę opozycja spróbuje – już po raz czwarty – przegłosować wotum nieufności wobec centroprawicowego rządu Petra Nečasa. Najprawdopodobniej znów nic z tego nie wyjdzie, mimo że koalicja utrzymuje się u władzy dzięki przewadze zaledwie jednego głosu w dwustuosobowym Sejmie.

Podwyżka podatków, ustawa o zwrocie majątku Kościołowi katolickiemu i dziwne telefony ministra finansów – to główne powody, dla których opozycja domaga się ustąpienia rządu.

Zacznijmy od sprawy najważniejszej. W ubiegły piątek parlament przegłosował kolejną podwyżkę podatku VAT (poprzednia miała miejsce w ubiegłym roku). Od 2013 roku będą obowiązywać tylko dwie stawki na wszystkie artykuły i usługi, w wysokości 15 i 21 proc. Natomiast od 2014 r. jednolita stawka podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) wzrośnie z obecnych 15 do 20 proc. Poza tym rząd chce także zlikwidować wiele ulg i świadczeń, z których korzystają najubożsi i niezamożni obywatele.

Jak widać, rząd Nečasa konsekwentnie spłaca dług zaciągnięty u rodzimych oligarchów, którzy sfinansowali jego kampanię wyborczą w 2010 roku. A także u swego żelaznego elektoratu skupiającego zamożną klasę średnią, głównie z Pragi i innych dużych miast oraz yuppies, którzy do niej aspirują.

Zaledwie socjaldemokraci zapowiedzieli zgłoszenie wotum nieufności wobec rządu, gdy ten dał im kolejny powód do oburzenia. W piątkowy wieczór parlament głosami centroprawicowej koalicji przyjął ustawę o zwrocie Kościołowi katolickiemu majątku zagrabionego po 1945 roku przez komunistów. Zgodnie z ustawą Kościół stanie się np. właścicielem jednej czwartej czeskich lasów, a wartość zwróconego majątku i rekompensat wyniesie ok. 5 mld euro. Tak hojny prezent potwierdza tezę o coraz ściślejszych związkach czeskiej prawicy z Kościołem katolickim.

Trzeci, najbardziej spektakularny powód antyrządowego zrywu lewicy to telefony wicepremiera i ministra finansów Miroslava Kalouska do komendanta głównego policji i śledczego badającego okoliczności zakupu przez ministerstwo obrony samolotów CASA. Obydwaj policjanci twierdzą, że wicepremier groził im odebraniem posad, jeśli nie ukręcą łba śledztwu, w którym główną podejrzaną jest była minister obrony i koleżanka partyjna Kalouska, posłanka Vlasta Parkanová. W ubiegłym tygodniu parlament odebrał jej immunitet poselski i pani poseł najprawdopodobniej odpowie za narażenie państwa na szkodę w wysokości ponad 650 mln koron (nieco ponad 100 mln złotych).

Policjanci nie nagrali rozmów z politykiem, ale ten przyznaje, że do nich dzwonił, choć zaprzecza oskarżeniom o wywieranie nacisków. Opinia publiczna wierzy policjantom, bo jest publiczną tajemnicą, że 52-letni Kalousek ma nietypowy zwyczaj wieczorami, po kilku głębszych, wydzwaniać do znajomych polityków, dziennikarzy, a także – jak się okazało – do policjantów.

W ubiegłym tygodniu furorę zrobiło wystąpienie posła jednej z partii opozycyjnych, który na potwierdzenie słów wspomnianych policjantów odczytał z mównicy sejmowej stenogram swojej rozmowy z wicepremierem Kalouskiem z września 2011 roku (gdy był jeszcze członkiem koalicji rządzącej).

- Dobry wieczór, panie ministrze.
- Się masz, debilu.
- Przepraszam, czy mówię z panem ministrem finansów, inżynierem Miroslavem Kalouskem?
- Jasne, a co myślałeś, kutasie?
- Przepraszam, ale pan chyba odrobinę przesadza.
- Ile ci zapłacili, ty głąbie?
- Nie wiem, o czym pan mówi.
- Bardzo dobrze wiesz, o czym mówię. Odmówiłem ci kiedyś jakiejś dotacji? Potrzebujesz pieniędzy? Czemu się zachowujesz jak świnia?

Z dalszego ciągu rozmowy, w trakcie której minister zapowiada np., że da posłowi „w ryj”, wynika, że wicepremier miał pretensje o to, iż poseł powiadomił dziennikarzy o incydencie z jego udziałem, jaki miał miejsce poprzedniego dnia na praskim Placu Małostrańskim. Wicepremier spoliczkował młodego człowieka, który zwrócił się do niego słowami: „Kalousku, ty k… jedna zlodějská”.

Pół roku wcześniej, w marcu 2011 roku, wicepremier Kalousek zadzwonił do redaktora naczelnego największego czeskiego dziennika „MF Dnes”. Powiedział mu, że dysponuje nagraniem wideo ze spotkania, na którym szefowie największych gazet poprzedniego dnia ustalili wspólną strategię wobec planowanej przez rząd drastycznej podwyżki podatku VAT na prasę i książki. Zagroził, że przekaże nagranie telewizji. Kiedy dziennikarze, zamiast ulec szantażowi, sami nagłośnili sprawę, obrócił wszystko w żart. „Pozwoliłem sobie na oczywistą mistyfikację w prywatnej rozmowie telefonicznej” – napisał wicepremier w oficjalnym oświadczeniu. A podwyżka podatku VAT wkrótce weszła w życie.

Minister Kalousek już dwukrotnie otrzymał tytuł „ministra finansów roku europejskich rynków wschodzących” (w 2008 i 2011 r.), przyznawany przez pismo „Emerging Markets”, tubę MFW i Banku Światowego. Zasłużył na to wyróżnienie, obniżając deficyt budżetowy i utrzymując 15-procentowy podatek liniowy od dochodów osobistych. Cudów nie ma, więc w zamian musiał podnieść stawki podatku VAT (jak widać, nie po raz ostatni), obciąć świadczenia socjalne (jak wyżej) i zrezygnować z jakichkolwiek większych inwestycji publicznych. To ostatnie tłumaczy po części, dlaczego Czesi są w UE na szarym końcu pod względem wykorzystania środków unijnych, jak i to, dlaczego nie zależy im na funduszach na latach 2014-20. I tak z nich nie skorzystają, bo nie mają środków na tzw. wkład własny.

Oczywiście minister Kalousek jest tylko szczególnie barwnym okazem w malowniczym gronie obecnych i byłych ministrów gabinetu Petra Nečasa. Już ponad dziesięciu szefów resortów ustąpiło z powodu zarzutów korupcyjnych, skrajnej niekompetencji lub – przeciwnie – nazbyt sumiennego wypełniania swoich obowiązków. Ostatni wyrzucony za burtę to młody minister sprawiedliwości, który, jak się okazało, naprawdę chciał walczyć z korupcją.

W zgodnej opinii komentatorów rząd Nečasa jest najgorszym od 1989 roku, a to spore osiągnięcie, bo konkurencja nie licha. Jeszcze nie tak dawno temu wydawało się, że nic nie przebije korupcyjnych afer z udziałem socjaldemokratycznego premiera Miloša Zemana sprzed dziesięciu lat. Tymczasem z najnowszych sondaży wynika, że jeśli tylko minister Kalousek utrzyma się na stanowisku i jeszcze trochę porządzi, Zeman ma poważne szanse na zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

Kalouskowi zaś na pociechę, już po raz trzeci, przypadnie tytuł „ministra finansów roku”. Ma go – nomen omen – jak w banku.

*Aleksander Kaczorowski- tłumacz literatury czeskiej i znawca Europy Środkowej

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka