Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
211
BLOG

Balans na krawędzi

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Gospodarka Obserwuj notkę 1

Jan Gmurczyk*

Ostatnie dni przyniosły serię niepokojących wieści ze strefy euro. Przyszłość wspólnej waluty wciąż pozostaje niepewna

Złe wiadomości płyną z wielu stron. Grecja nie wdraża reform, które w zamian za finansową pomoc narzucili jej międzynarodowi pożyczkodawcy. Mówi się, że Ateny zalegają z realizacją 210 z 300 ustalonych posunięć, m.in. z prywatyzacją, egzekwowaniem podatków i cięciami etatów w rozdętym sektorze publicznym.

Dziś jest już jasne, że do 2020 roku Grekom nie uda się zbić długu publicznego do 120 proc. PKB. Gospodarka pogrążona jest w recesji, a opór społeczny przed zmianami potęguje się. Premier Antonis Samaras chce renegocjować warunki pomocy, prosząc o więcej czasu na reformy.

Niemcy i MFW mówią twarde „nie”. Dodatkowo, coraz wyraźniej dają do zrozumienia, że ich cierpliwość wobec Aten się kończy. Philipp Rösler, niemiecki wicekanclerz, otwarcie mówi o swoim sceptycyzmie odnośnie przyszłości Greków w Eurolandzie. Przeciwko utrzymywaniu greckiej gospodarki na unijnej kroplówce opowiadają się coraz głośniej także Finowie i Holendrzy.

W tych warunkach grecki rząd igra z ogniem. Cięcia, owszem, są bolesne, ale wyrzucenie ze strefy euro i powrót do drachmy to byłoby prawdziwe tsunami. Już teraz Grecy masowo wywożą kapitał z ojczyzny zagranicę, aby uchronić się przed ewentualnym kataklizmem. Lokują pieniądze w niemieckich i szwajcarskich bankach, kupują domy w Londynie.

Do Aten we wtorek poleciała trojka, czyli przedstawiciele MFW, EBC i Komisji Europejskiej. Od tego, co zobaczą na miejscu, zależy wypłata następnej transzy pomocowej. Jeśli kroplówka zostanie zakręcona, Hellada może upaść już we wrześniu.

Kłopotliwe regiony

Źle się dzieje także we Włoszech i w Hiszpanii. Okazuje się, że nie tylko budżety centralne tych państw mają kłopoty. W Hiszpanii zagrożone bankructwem są między innymi takie regiony, jak Walencja i Murcja, a we Włoszech o swych problemach meldują Sycylia, Neapol i Palermo. Ratowanie zadłużonych na grube miliardy euro budżetów lokalnych może okazać się gwoździem do trumny południowej Europy.

Hiszpański indeks giełdowy IBEX notuje najniższe wartości od niemal dekady, a rentowności dziesięcioletnich obligacji rządowych zbliżają się już pomału do 8 proc. Skok oprocentowania notują także Włochy. Unijne fundusze pomocowe są nieduże i w razie konieczności nie wybawią od plajty ani Hiszpanów, ani Włochów, nie mówiąc już o wszystkich krajach Południa na raz.

Europejskiego Mechanizmu Stabilności nie uruchomiono w lipcu, jak planowano. Jego ratyfikacja przeciąga się z uwagi na odroczenie do września wyroku niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. Europa może nie mieć jednak tyle czasu. Agencja Moody’s negatywnie postrzega perspektywy ratingu AAA Niemiec, Luksemburga i Holandii, a także Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej. Wszystko to w związku z narastającym ryzykiem załamania w Eurolandzie.

Niemcy bastionem Europy?

Co ciekawe, obniżka perspektywy ratingu Niemiec wcale nie zaszkodziła rentownościom niemieckich obligacji. Opinie są podzielone, dlaczego tak się stało. Wydaje się jednak, że po prostu Niemcy są dziś, obok USA, najbardziej wiarygodną gospodarką świata. Na globalnych rynkach panuje niepewność, a inwestorzy za bardzo nie wiedzą, gdzie swój kapitał bezpiecznie „zaparkować”.

A gdzieś to trzeba przecież zrobić, bo nikt nie wsadzi do skarpety grubych miliardów. Dlatego w ostatnich latach kapitał szuka różnych bezpiecznych przystani: złota, szwajcarskiego franka czy właśnie niemieckich papierów dłużnych. Dziesięcioletnie „bundy” są oprocentowane na ok. 1,3 proc., czyli po uwzględnieniu inflacji ich realna stopa zwrotu jest ujemna. Wielu inwestorom to nie przeszkadza, bo w czasach kryzysu ich preferencje przesuwają się z zarabiania na ochronę majątku.

Niemcy to najsilniejsza gospodarka UE oraz czołowy eksporter na świecie. Jeśli Grecja opuści strefę euro i na Starym Kontynencie rozpęta się burza, Niemcy nie zatoną, a jeśli już, to jako ostatni. Niemniej, wciąż sporo kapitału omija Europę szerokim łukiem, czekając na wyklarowanie się sytuacji w strefie euro. Wielu międzynarodowych graczy byłoby chętnych, by wejść na rynki europejskie, ale niepewność jest zbyt duża.

Niepewność ta uderza także w nasz kraj. Każda zła wiadomość płynąca ze strefy euro to ponure wieści dla Polski. Jesteśmy tak mocno powiązani z UE, że wywołana załamaniem w Eurolandzie fala recesji przykryłaby naszą zieloną wyspę. Jak prawdopodobny jest taki scenariusz?

Coraz bardziej wydaje się, że jedynym sposobem uspokojenia rynków i zapewnienia stabilności finansowej strefy euro jest poparcie funduszy ratunkowych gwarancjami EBC, który posiada nieograniczoną zdolność emisji pieniądza. Niemcy takie rozwiązanie jednak wykluczają.

Sam prezes EBC Mario Draghi zachowuje spokój i twierdzi, że strefie euro nie grozi rozpad. Czy ma rację? Zobaczymy.

*Jan Gmurczyk – absolwent Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych w SGH w Warszawie. Współpracownik Instytutu Obywatelskiego oraz portalu UniaEuropejska.org. Interesuje się ekonomią, integracją europejską, państwami nordyckimi oraz energetyką odnawialną.

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka