Gerald J. Beyer*
Romney uważa, że wielkie nierówności ekonomiczne, jakie mamy dziś w USA, są czymś naturalnym, a wręcz dobrym – mówi prof. Gerald J. Beyer w rozmowie z Tomaszem Mincerem
Tomasz Mincer: Mitt Romney spotkał się z Lechem Wałęsą, który jest jednym z najsłynniejszych związkowców świata. Jednak Mitt Romney o związkach zawodowych raczej nie ma dobrego zdania.
Prof. Gerald J. Beyer: Mitt Romney nie popiera związków zawodowych, wręcz przeciwnie – był zwolennikiem podejścia gubernatora Scotta Walkera z Wisconsin, który za wszelką cenę chciał zmniejszyć rolę związków w życiu gospodarczo-politycznym.
Stanowisko Romney’a jest podobne do stanowiska Walkera i innych gubernatorów, którzy teraz toczą walkę przeciw związkom zawodowym. Byłem zaskoczony, gdy przeczytałem, że Lech Wałęsa spotka się z Romney’em. Ale, z drugiej strony, cieszyłem się, jak NSZZ Solidarność wyraźnie dała do zrozumienia, że nie popiera tego spotkania i ubolewa nad tym, że Mitt Romney jest tak negatywnie nastawiony do związków zawodowych.
Część komentatorów sądzi, że to na Romney’a zagłosują amerykańscy katolicy. Jak zatem rolę związków zawodowych w gospodarce widzi katolicka nauka społeczna?
Owszem, od dłuższego czasu, co najmniej od encykliki „Rerum novarum” Leona XIII, Kościół rzymskokatolicki oficjalnie uznaje miejsce w życiu społecznym dla związków zawodowych. Uznaje też prawo do zrzeszania się, które obejmuje prawo do przystąpienia do związków zawodowych. Kościół do dzisiaj stoi na stanowisku, że niezmiennie ważnym elementem życia publicznego i troszczenia się o dobro wspólne są właśnie związki zawodowe.
Czy to jest istotny partner w dialogu społecznym z punktu widzenia katolickiego nauczania?
Jak pewnie prawie wszyscy Polacy wiedzą, Jan Paweł II mówił i pisał o tym często, chociażby w bardzo znanej encyklice „Laborem exercens”, związki zawodowe są bardzo ważnym głosem w ubieganiu i troszczeniu się o sprawiedliwość społeczną i prawa ludzi pracy. Obecny papież Benedykt XVI napisał w swojej encyklice o gospodarce „Caritas in veritate”, że – niestety – bardzo często korporacje czy nawet rządy poszczególnych krajów próbują zmniejszyć rolę związków zawodowych. Papież mówił, że w obecnej gospodarce globalnej ta rola jest nawet większa, by skutecznie troszczyć się o dobro wspólne i prawo ludzi pracy.
Tymczasem globalna konkurencja daje neoliberałom argument do ręki, że związki zawodowe „tylko przeszkadzają” w osiąganiu zysków.
Napisałem kiedyś książkę o transformacjach ekonomicznych w Polsce, w której zawarłem tezę, że niestety w Polsce takie podejście do związków zawodowych raczej dominowało po 1989 r. I to nawet wśród tych polityków, którzy byli dawnymi członkami „Solidarności” w latach 80-tych. Jednak z tego, co wiem, nie ma żadnych poważnych dowodów ekonomicznych na to, że związki zawodowe przeszkadzają w rozwoju ekonomicznym. Popatrzmy na kraje skandynawskie, gdzie rola związków zawodowych jest bardzo ważna. Zawsze mają głos jeśli chodzi o rokowania na temat wysokości płacy itd., a jednak są to kraje bardzo bogate i nie mają większych kłopotów ekonomicznych z tego powodu, że związki zawodowe są silne.
W publicznej debacie pojawia się też argument, że związki zawodowe są zamknięte w sobie i mają podejście roszczeniowe. Oczywiście, czasem tak się zdarza i wtedy katolicka nauka społeczna krytykuje podejście roszczeniowe. W tym sensie, że związki zawodowe mają troszczyć się o dobro wspólne, a nie tylko o siebie czy o dobro swoich członków. W rzeczywistości jednak już nieraz związki pokazywały, że są w stanie myśleć szerzej o społeczeństwie, a nie tylko o swoich sprawach i przysługujących im prawach.
Opublikowaliśmy rozmowę z prof. Uffe Østergårdem o duńskich związkach zawodowych. W Danii akcentuje się wartośćkonsensusu. Czy to różnice kulturowe sprawiają, że związki w jednych krajach nastawione są konfrontacyjnie, a w innych łatwiej idą na kompromis?W kraju takim, jak Polska, większość obywateli to katolicy. A zatem ci, którzy należą do związków zawodowych też są przeważnie katolikami. Teoretycznie więc powinni wiedzieć i uznać tę prawdę, że nie możemy myśleć tylko o sobie, swoich prawach i dobru, tylko o dobru wspólnym. Kościół zaś powinien odgrywać bardzo ważną rolę, by, z jednej strony, popierać związki zawodowe, niemal w takim stopniu, jak dawniej Kościół w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych czynił to w I połowie XX wieku. Z drugiej, Kościół ma propagować wśród wiernych myślenie o całym społeczeństwie. Kościół zatem mógłby starać się o to, żeby związki zawodowe nie stały się zamknięte w sobie.
Ostatnio przeczytałem ciekawy artykuł na temat związków zawodowych w Polsce. Ilość ludzi, którzy należą do związków, jest bardzo niska – w porównaniu do Danii czy Szwecji. Tu właśnie istnieje podobieństwo do USA, gdzie tylko 8 proc. pracowników należy do związków zawodowych. Niezwykle ważną sprawą jest i to, że w Stanach Zjednoczonych mamy ogromny wskaźnik ludzi biednych. Wśród nich 75 proc. jest w wieku produkcyjnym. To ludzie, którzy pracują, a nie siedzą w domu i biorą zasiłki!
To właśnie takich ludzi związki powinny wziąć pod skrzydła?
Otóż wracamy do głównej roli związków zawodowych – czy to w Polsce, czy w USA. A jest nią zapewnienie ludziom pracy opłacanej w taki sposób, by zapewnić im ludzką godność. I dokładnie tak wyraża ten postulat Kościół katolicki. Niestety, coraz częściej widzimy i w Polsce, i w Stanach Zjednoczonych sytuację, kiedy ludzie ciężko pracują, ale nie są w stanie wyżyć za otrzymywane wynagrodzenie. Coraz więcej jest w Stanach Zjednoczonych ludzi, którzy cierpią z głodu, a przy tym często są to ludzie, którzy pracują. Wydaje się też, że kraje, gdzie te wskaźniki negatywne są największe, są to jednocześnie kraje, gdzie albo związki zawodowe są bardzo słabe, albo bardzo mało osób pracujących doń należy.
Romney’owi zarzuca się praktyki takie, jak zamykanie dobrze prosperujących zakładów i sprzedaż ich mienia w celu osiągnięcia krótkotrwałych zysków. Na ile jego gospodarcza wizja jest zbieżna z katolicką nauką społeczną?
Katolicka nauka społeczna głosi tezę, iż zysk nigdy nie może być ostateczną motywacją działania gospodarczego. Jeśli Mitt Romney uczynił to, co pan opisał, jest to sprzeczne z nauką Kościoła o działaniu gospodarczym i o prawach ludzi pracy. To całkowite zlekceważenie dobra wspólnego na korzyść własnego interesu. Poza tym Mitt Romney jest zwolennikiem budżetu zaproponowanego przez Paula Ryana z Izby Reprezentantów USA. Wiele razy tak biskupi amerykańscy, jak i przywódcy innych religii w USA wyrazili dezaprobatę wobec tego budżetu.
Jakie są główne założenia budżetu Ryana?
Przyjmuje ogromne cięcia osłon socjalnych (social safety net), kosztem najbiedniejszych i najsłabszych. Ponadto Romney uważa, że wielkie nierówności ekonomiczne, jakie mamy dziś w USA – największe od czasu Wielkiego Kryzysu w l929 r. – są czymś naturalnym, a wręcz dobrym. Mało tego, jest zdania, że przez politykę m.in. Baracka Obamy nastąpi walka klas. Natomiast sam papież Benedykt XVI pisał we wspomnianej już encyklice „Caritas in veritate”, że ogromne nierówności grożą dobru wspólnemu, zwłaszcza w dobie globalnej gospodarki.
Sytuacja, w której niektórzy mają tyle pieniędzy, że nie wiedzą, jak je wydawać, a cała masa biednych na świecie umiera niepotrzebnie z powodu braku podstawowego leczenia, jedzenia czy picia jest nie do przyjęcia. A właśnie z taką sytuacją mamy dziś do czynienia.
Prof. Gerald J. Beyer – wykłada etykę chrześcijańską na Saint Joseph’s University w Filadelfii. Autor wielu tekstów na temat katolickiej nauki społecznej i etyki ekonomicznej. Wydał m.in. „Recovering Solidarity: Lessons from Poland’s Unfinished Revolution”.
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (6)