Paulina Biernacka*
Assad ma już niewiele do stracenia i najprawdopodobnie, podobnie jak Kaddafi, będzie walczył do samego końca
Konflikt w Syrii wchodzi w decydującą fazę. Od jakiegoś czasu wyrażenie „dni Assada są policzone” jest najbardziej popularnym komentarzem używanym przez dziennikarzy z całego świata.
Nie ma już także wątpliwości, że konflikt, który obserwujemy w Syrii, jest wojną domową. Najnowsze doniesienia Organizacji Narodów Zjednoczonych potwierdzają, że jest to wyjątkowo brutalna wojna domowa, w której obie strony nagminnie łamią prawo konfliktów zbrojnych oraz prawa człowieka.
ONZ opublikował 102 stronicowy raport, w którym oskarża syryjskie władze i powiązanych z nimi bojowników Szabiba o popełnienie licznych zbrodni wojennych – w tym zabójstw czy tortur – oraz o doprowadzenie do masakry ponad stu cywili w miejscowości Hula w maju tego roku, z których ponad połowę stanowiły dzieci.
Niezależna międzynarodowa komisja śledcza Narodów Zjednoczonych uważa, że przestępstwa były rezultatem świadomej polityki obecnych władz Syrii. Zgodnie z wynikami raportu prezydent Baszar al-Assad oraz najwyżsi rangą przedstawiciele wojska i rządu są odpowiedzialni za masowe łamanie praw człowieka. Raport wymienia liczne przestępstwa: bezprawne zabijanie, atakowanie cywili czy popełnianie przestępstw na tle seksualnym. Autorzy dokumentu zauważają, że sytuacja w kraju pogorszyła się znacząco już w lutym. Raport zawiera informacje dotyczące okresu od lutego do lipca 2012 r. i bazuje na ok. 700 wywiadach przeprowadzonych ze świadkami i ofiarami przemocy. Zawiera też liczne zdjęcia, w tym satelitarne, dokumenty medyczne oraz sądowe.
Komisja śledcza pisze w raporcie, że syryjscy rebelianci również popełniają liczne przestępstwa, w tym morderstwa i torturowanie. Zbrodnie ugrupowań antyrządowych są jednak mniejszego kalibru, popełniane na mniejszą skalę i z mniejszą częstotliwością.
Raport ONZ został ogłoszony w dniu, w którym w Syrii zginęło ponad 30 osób, a wiele innych zostało rannych w wyniku zbombardowania przez lotnictwo syryjskie szpitala (sic!) w mieście Azaz na północy kraju. Władze syryjskie coraz częściej używają sił lotniczych przeciwko słabo uzbrojonym rebeliantom.
Tak poważne zarzuty przeciwko władzom Syrii nie dają Assadowi możliwości odnalezienia się w jakiejkolwiek roli w państwie po zakończeniu konfliktu. Dlatego też prezydent ma już niewiele do stracenia i najprawdopodobniej, podobnie jak libijski przywódca Muammar Kaddafi, będzie walczył do samego końca. Czyli dopóki będzie go stać na opłacenie żołnierzy i bojówek Szabiba, bądź też dopóki nie zostanie zabity przez siły rebelianckie. Zbiegły ostatnio z kraju premier Syrii Rijad Hijab uważa, że rządy Assada chylą się ku upadkowi: „reżim się rozpada moralnie, materialnie i ekonomicznie”. Hijab twierdzi, że wojsko Assada kontroluje obecnie jedynie 30 procent terytorium kraju.
Zbliżający się kres reżimu Assada nie daje chwili wytchnienia ludności, nie osłabia także intensywności walk. Wręcz przeciwnie. Każdego dnia w Syrii ginie wiele osób. Zgodnie z informacjami Lokalnych Komitetów Koordynacyjnych w Syrii, tylko w czwartek 16 sierpnia zginęło w kraju ok. 90 osób. Niektóre z nich stały w kolejce po chleb do piekarni w mieście Aleppo, inne ukrywały się w domach, które zostały zbombardowane przez lotnictwo syryjskie. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podaje, że od początku konfliktu 18 miesięcy temu zginęło ok. 23 tysiące osób.
Zastępca sekretarza generalnego ONZ ds. Humanitarnych Valerie Amos poinformowała, że 2,5 miliona osób w Syrii potrzebuje doraźnej pomocy. Jeszcze w marcu szacunki ONZ wskazywały na milion osób będących w potrzebie i żyjących w skrajnej nędzy z powodu przedłużającego się konfliktu. Jak podkreśliła Amos, coraz więcej ludzi potrzebuje opieki medycznej, schronienia, żywności czy wody, a pomoc dostarczana przez ONZ i inne organizacje jest ograniczana ze względu na ogromną destabilizację w kraju, restrykcje ale także z uwagi na brak funduszy.
Coraz więcej ekspertów zastanawia się, co stanie się z Syrią po obaleniu prezydenta. Czy społeczność międzynarodowa powinna interweniować? A jeśli nie – a najprawdopodobniej interwencji nie będzie – w jaki sposób może pomóc zniszczonemu przez konflikt państwu? Ban Ki-Moon, sekretarz generalny ONZ, poszukuje następcy Koffiego Annana, który zrezygnował z przewodzenia specjalnemu konwojowi Narodów Zjednoczonych i Ligi Arabskiej w Syrii. Koffiemu Annanowi nie udało się zrealizować planu pokojowego rozwiązania konfliktu w Syrii. Już w marcu tego roku, kiedy Annan zaprezentował światu plan, eksperci nie dawali szans jego powodzenia.
Rosja i Chiny zawetowały trzy rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ popierane przez państwa zachodnie, które wzywały Assada do zakończenia przemocy i oddania władzy. Oba państwa są partnerami handlowymi Syrii, ponadto Damaszek jest ostatnim przyczółkiem Rosji na Bliskim Wschodzie. Dlatego też walka o zachowanie wpływów w tym państwie jest dla Kremla sprawą honoru.
Nawet jednak bez rezolucji Rady Bezpieczeństwa, reżim Assada jest obecnie pod ogromną presją społeczności międzynarodowej. Stany Zjednoczone, Unia Europejska i wiele państw arabskich nałożyło sankcje na najwyższych rangą oficjeli władz syryjskich, Bank Centralny oraz kompanie paliwowe. W ostatnich dniach zaś Organizacja Współpracy Islamskiej – zrzeszająca wszystkie kraje muzułmańskie świata – wykluczyła Syrię ze swojego szeregu, dając tym samym sygnał, że społeczność islamska nie popiera rozlewu krwi w tym kraju. Sekretarz Generalny Organizacji Ekmeleddin Ihsanoglu stwierdził, że aktualnie nie ma poparcia dla zewnętrznej interwencji militarnej w Syrii.
Podobnego rozwiązania nie widzi reszta społeczności międzynarodowej. Niemniej jednak konflikt się zaostrza, a jego konsekwencje już odczuwa sąsiedni Liban, który jest wyjątkowo narażony na rozprzestrzenienie się konfliktu przez granicę syryjską. W ostatnich dniach doszło w Libanie do uprowadzenia ponad 20 ludzi oraz do masowych protestów. Wiele osób wyszło na ulice po tym, jak w Damaszku porwano Libańczyka Hassana Salima Meqdada – członka potężnego klanu szyickiego.
Meqdad jest oskarżany o współpracę z Hezbollahem. Jego rodzina postanowiła w rewanżu porwać ok. 20 osób w Libanie (sunnitów) po to, aby mieć kartę przetargową w negocjacjach z porywaczami. Brat Meqdada zapowiedział, że to dopiero początek porwań. Na celowniku mają się znaleźć obywatele państw Zatoki Perskiej oraz Turcji, którzy porwali Hassana. Analityk ds. bezpieczeństwa z Bejrutu Talal Atrissi powiedział dla dziennika „The New York Times”, że jego kraj może się w każdej chwili pogrążyć w chaosie. Już teraz zaostrzono środki bezpieczeństwa, a Arabia Saudyjska, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie ewakuują swoich obywateli z Libanu.
Oprócz groźby rozprzestrzenienia konfliktu na terytorium Libanu, istnieje jeszcze kwestia „losu” broni chemicznej Assada, która w wyniku upadku reżimu może trafić w niepowołane ręce. Shlomo Brom z Instytutu Studiów Bezpieczeństwa Międzynarodowego (INSS) w Izraelu zakłada trzy scenariusze rozwoju wydarzeń.
Według Broma reżim Assada może użyć arsenału przeciwko rebeliantom, kiedy władze będą zdesperowane (podobnie zrobił Saddam Hussein, walcząc przeciwko Kurdom). Może również przekazać broń Hezbollahowi. Trzeci scenariusz zakłada przejęcie broni przez uzbrojonych rebeliantów, w tym przez ekstremistów powiązanych z Al Kaidą.
O ile dwa pierwsze scenariusze są mało prawdopodobne, trzeci jest na tyle groźny, że państwa zachodnie muszą być przygotowane na konieczność przejęcia przynajmniej części arsenału, aby zapobiec jej proliferacji. Jak podkreśla Shlomo Brom, taka interwencja nie powinna być skomplikowana, gdyż w przeciwieństwie do informacji, jakie podają media, ilość broni chemicznej jest niewielka i zlokalizowana w odizolowanych miejscach.
Najtrudniejszym zadaniem po upadku reżimu będzie najprawdopodobniej zmuszenie stron konfliktu do rozmów pokojowych. W takich rozmowach nie może zabraknąć przedstawiciela żadnej grupy społecznej, przede wszystkim rządzących obecnie Alawitów. Do tego potrzebne jest silne wsparcie społeczności międzynarodowej, aby wszystkie strony konfliktu czuły się pewnie i miały gwarancje bezpieczeństwa, siedząc przy stole negocjacyjnym. Silne wsparcie społeczności międzynarodowej oznacza, że nie zabraknie wśród niej Rosji i Chin, którym trzeba uświadomić, że ich udział w transformacji systemu w Syrii da tym państwom możliwość kształtowania sytuacji w kraju „po Assadzie”.
Oprócz zmuszenia stron konfliktu do rozmów, ważną kwestią jest udzielenie pomocy ponad milionowi osób, które zostały zmuszone do opuszczenia swych domów. A także ok. 3 milionom głodujących Syryjczyków oraz lawinowo rosnącej liczbie uchodźców – obecnie jest to blisko 200 tysięcy osób – w sąsiednich państwach.
*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykłada w Collegium Civitas
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (1)