Jarosław Makowski*
Tak naprawdę, dzięki wysiłkowi kobiet, ich determinacji i solidarności mamy edukacyjny Kongres dla… mężczyzn
1.
Jasne, że ten Kongres jest też dla kobiet. Idzie w nim przecież o pokazanie palących kwestii kobiecych, które domagają się szybkich rozwiązań.
Zgoda: z kongresami bywa tak, że imprezy mijają, a problemy zostają. Tyle, że inaczej jest z Kongresem Kobiet: jeśli kongresowiczki stawiają jakiś problem za wyzwanie, jak pokazała choćby kwestia zwiększenia udziału kobiet w polityce, to pilnują, naciskając na polityczki i polityków, żeby słowo stało się ciałem. Dlatego przecież mamy kwoty.
2.
Ale dziś coraz częściej mam poczucie, że Kongres Kobiet jest głównie dla… facetów. To my, mężczyźni, musimy zobaczyć, zrozumieć i uwierzyć w potencjał kobiet – potencjał, który jest niepodważalny. Nowoczesnego społeczeństwa nie poznaje się po tym, jak konserwuje monopole, ale jak skutecznie potrafi je rozbijać. Obrazowo i dosadnie wyraził to prof. Wiktor Osiatyński: „Jeśli w danym państwie jakaś firma ma monopol na pewne usługi, rozbija się go ustawą antymonopolową. Ale w świecie polityki, który jest zmonopolizowany przez jedną płeć, nie ma takiego prawa”.
Co więc ze światem biznesu?
3.
Dlaczego rozbijanie „męskiego monopolu” służy całemu społeczeństwu? I dlaczego więcej aktywnych kobiet w życiu publicznym dobrze służy pożądanej zmianie społecznej? Oto kilka tylko powodów:
- Bo firmy, w których zarządach zasiadają kobiety, radzą sobie lepiej niż te, gdzie niepodzielnie rządzą mężczyźni, szczególnie w trudnych czasach (wniosek z raportu Credit Suisse Research Institute)
- Bo Polki są lepiej wykształcone, więc lepiej radzą sobie w kryzysowych sytuacjach.
- Bo każde nierówności mają negatywne następstwa, szczególnie z punktu widzenia rozwoju społecznego. Także nierówności w dostępie do pracy czy dysproporcje w poziomie zarobków. Z wyliczeń unijnej komisarz ds. sprawiedliwości, Viviane Reding wynika, że w Europie liczba kobiet w radach nadzorczych spółek giełdowych zwiększa się o 0,5 proc. rocznie. To znaczy, że za 50 lat – pół wieku! – będzie ich połowa.
- Bo więcej aktywnych zawodowo kobiet to lek na demograficzną zapaść. Kobieta, która ma pracę, częściej decyduje się na posiadanie dzieci.
4.
Dziś kobiety mają już poczucie swojej wartości i drzemiącej w nich siły, dlatego i tak biorą to, co im się słusznie należy. By użyć metafory kuchennej, nie chcą już piec ciasta według cudzych przepisów – najczęściej przygotowanych przez „męską korporację”.
Chcą korzystać z własnych przepisów. I słusznie. A zatem poczucie przyzwoitości i zdrowy rozsądek podpowiada, że my – mężczyźni – powinniśmy do tej „zmiany” przyłożyć rękę.
Zapytacie – w jaki sposób?
Otóż, żeby kobiety mogły intensywniej działać zawodowo, my, mężczyźni, musimy się zmienić. Przejąć na siebie część obowiązków domowych. Nie ma nic wstydliwego w tym, że mężczyzna też sprząta mieszkanie, robi zakupy czy chodzi na wywiadówki, a kobieta więcej czasu spędza w pracy. Dzielenie się obowiązkami ułatwia codzienne życie.
Poza tym, fajnie jest żyć w sprawiedliwym społeczeństwie.
*Jarosław Makowski – publicysta, filozof i teolog, szef Instytutu Obywatelskiego
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (3)