Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
651
BLOG

Debata, po której drży Big Bird

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Polityka Obserwuj notkę 11

Kazimierz Bem*

Marlborough, 4 października 2012

Oglądałem pierwszą amerykańską debatę prezydencką u przyjaciół demokratów. Jednak pomimo naszych usilnych chęci, nie szło się nią zainteresować. Co ciekawe, komentarze zaraz po debacie były zaskakująco zgodne.

Moderator był beznadziejny. Choć Jim Lehrer jest zasłużonym dziennikarzem, to w tym wypadku jego moderacja okazała się kompletnym nieporozumieniem. Nie był w stanie zapanować nad dyskutantami, nie tylko gdy przekraczali swoje limity czasowe, ale także wtedy, gdy Romney wchodził w zdanie prezydentowi Obamie. To co w Polsce jest bowiem uznawane za normę, w USA w debacie już nie uchodzi. „Katastrofę” moderatora uznało zarówno „Fox News”, jak i „Huffington Post”.

Prezydent Obama wypadł słabo, dużo słabiej niż powinien. Za wyjątkiem dwóch drobnych prztyczków nie punktował Romneya tak jak powinien. Jego odpowiedzi na pytania były długie, za długie. Zazwyczaj ma więcej czasu na rozwinięcie myśli, ale tym razem wyglądało tak, jakby był momentami nieprzygotowany do debaty. Ani słowem nie wspominał o zniesieniu podatków od zysków kapitałowych dla multimilionerów, o niejasnych podatkachRomneya i poparciu fanatyków z „Partii Herbatkowej”.

Romney wypadł agresywnie, ale wciąż nieprzekonująco. Jednak już to jest sukcesem, gdyż klęska w tej debacie pogrzebałaby jego szanse na prezydenturę. Obamie udało się wykazać słabości w jego planie cięć podatkowych i kilkakrotnie pokazywał, że Romney poza zniesieniem ustawy o powszechnej ochronie zdrowia nie ma nic do zaproponowania. Romneyowi udało się jednak powtórzyć kilkakrotnie mantrę (i nieprawdę), że Obama obciął 700 mln dolarów na opiekę zdrowotną dla seniorów. Już sam fakt, że Obama tego nie sprostował, jest niewątpliwym sukcesem kandydata republikanów.

Zarówno ja, jak i oglądający nie dowiedzieliśmy się – bo pytań tych nie zadawał moderator, a kandydaci ochoczo tych tematów unikali – kilku ważnych rzeczy. Od Obamy nie dowiedzieliśmy się zatem, jak będzie wyglądała jego współpraca z jeszcze bardziej podzielonym niż dziś Kongresem. Republikanie zapewne utrzymają kontrolę nad niższą izbą i powiększą swoją reprezentację w Senacie o 1-2 miejsca. Obama miał rację, gdy odciął się Romneyowi, iż ten nie jest w stanie powiedzieć NIE swoim zwolennikom.

Od Romneya nie dowiedzieliśmy się, gdzie chce ciąć wydatki: wiemy, że chce obniżyć podatki dla najbogatszych, wiemy, że chce zwiększyć wydatki na armię (już i tak największe na świecie) i ochronę zdrowia. Jeśli nie chce być Georgem Bushem juniorem i rozdąć budżet, musi gdzieś ciąć – tylko gdzie? To, co mówił dzisiaj (i poprzednio), jest tak mgliste, że doprawdy nie wiemy nic. Prezydent Obama dowcipnie skwitował, że plan jego cięć jest tak dobry, że musi go trzymać „w tajemnicy przed średnią klasą”. Chcielibyśmy jednak, by ktoś go w tej sprawie docisnął.

Zatem po debacie niewiele się zmienia; wiemy przynajmniej tyle, że kandydatura Romneya choć słaba, wciąż ma szanse na zwycięstwo.

Największym przegranym – ale i gwiazdą debaty – został jednak Big Bird (Wielki Ptak) z dziecięcego serialu „Ulica Sezamkowa”. Poproszony o podanie przykładów cięć, Romney powiedział, że choć bardzo go osobiście lubi, to jednak obciąłby wydatki (i tak skromne) na publiczną telewizję i zwolnił Big Birda. Nie muszę dodawać, że na Twitterze i Facebooku zagotowało się z radości. Powstały strony „Uratuj Big Birda”, na których sympatyczny ptak siedzi smutny z napisem „Popracuję za jedzenie”, a pocieszają go dzieci. Liczba dowcipów na ten temat rośnie lawinowo.

Paradoksalnie, niewinny przykład może Romneyowi bardzo zaszkodzić. Dzieci uwielbiają tego stwora, a „Ulica Sezamkowa” jest już jednym z nielicznych programów edukacyjnych dla dzieci nie przesiąkniętych komercją. Widmo multimilionera unikającego podatków, który zwiększa wydatki na wojsko i chce sobie obniżyć daniny kosztem programów edukacyjnch dla dzieci, to PR-owa makabra.

*Kazimierz Bem - prawnik, pastor kalwiński, absolwent Uniwersytetu Yale, współpracownik Instytutu Obywatelskiego. Mieszka w USA

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka