Cezary Kościelniak*
Przez tydzień Tbilisi było w centrum uwagi: po raz pierwszy w Gruzji doszło do pokojowego przekazania władzy. Komentarze są zwykle takie: Saakaszwili zrozumiał, że jeżeli chce się odnaleźć w elitarnym klubie „byłych i szanowanych”, musi iść na trudne ustępstwo wobec opozycji. Inne: Iwaniszwili zwycięzcą – jaką drogą pójdzie Gruzja? Czy drogą demokratycznych zmian, czy poddaństwa wobec Rosji?
Mało w tych analizach gruzińskiego społeczeństwa, zwykłych ludzi zaangażowanych w tworzenie nowego świata. Mało rozważań kulturowych, pokazujących, że kaukaska kultura polityczna ewoluuje. Dodajmy: na lepsze. Nawet Adam Michnik napisał, że nie wierzył w wiarę Gruzinów w demokratyczne przemiany. W tym wpisie kilka subiektywnych uwag, jacy są Gruzini.
Po pierwsze, dobrze wykształceni. To taki post-sowiecki spadek, gdzie piekarz jest po filologii romańskiej, a kierowca autobusu po politechnice. Wykształcenie nie idzie w parze z rynkiem pracy; olbrzymie bezrobocie jest męką tego społeczeństwa. Ale można wierzyć, że ten spadek ma i plusy, utrzymuje pewną świadomość wśród społeczeństwa.
Po drugie, to społeczeństwo ludzi otwartych, z przednowoczesnym stosunkiem do człowieka. Obcy to potencjalny przyjaciel, trzeba go ugościć, oddać szacunek, nie skracać rozmowy. To wspaniałe. Ale są tego i minusy. Wroga się nienawidzi, bardzo trudno w tej kulturze wejść w buty innego, popatrzeć nie swoimi okularami.
Wreszcie, Gruzini są Europejczykami. Nie chcą rewolucji. Nie chcą biedy. Trochę – tak jak my w latach 90-tych – znają zachodnią Europę, której są częścią. Chcą pokazać, że są jej częścią. Dlatego alfabet, antyczna sztuka, wino, architektura stają się dla nich łącznikiem historii i współczesności oraz absolutnej pewności, że Europa Południowo-Wschodnia to element naszej wspólnej mozaiki. Gruzini pamiętają, że w latach 90-tych ich kraj otarł się o głód, chleb reglamentowano, a o modernizacji nikt nawet nie marzył.
Problem w tym, że wielu polityków z Europy nie chce Gruzji i przyjmuje rosyjski punkt widzenia, często nie w złej woli, lecz z braku rozsądku. Wiele w tym skrótów myślowych. Irytujące są insynuacje, że Kościół gruziński powiązany jest z władzą. Oczywiście anglikański nie jest zupełnie powiązany, podobnie jak niektóre episkopaty nie mające żadnych zależności politycznych.
Jeszcze gorsze gadanie tyczy tego, że Gruzini są nieprzygotowani do demokracji. To zresztą dyżurny argument wobec państw z opłotków Europy, przez wiele lat stosowany chociażby wobec Chorwacji. Nie dajmy się temu zwieść.
W naszym interesie jest budowanie partnerstwa z krajami o mniejszym potencjale, dla których Polska stanowi punkt odniesienia na drodze przemian. Z Gruzją jest łatwo, Polakom tam ufają. Wsparcie –„stety” i niestety – tylko moralne, jakie od nas otrzymali, jest również naszym kapitałem. Kapitałem, który warto poszerzać i dyskontować.
*Cezary Kościelniak - adiunkt na UAM, zajmuje się polityką szkolnictwa wyższego i zrównoważonym rozwojem. Współpracownik miesięcznika "Znak"
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (2)