Cezary Kościelniak*
Czy rząd powinien likwidować powiaty? Pomysł ten spotkał się z druzgocącą odpowiedzią ze strony samorządowców. Problem w tym, że rządzący nie zawsze rozumieją dwóch spraw. Po pierwsze, że powiat ma tradycję historyczną sięgającą dalej niż czasy współczesne. I po drugie, powiat stanowi mikropolis, miejsce „małego świata” dla obywateli.
Rząd centralny idąc w świat z tym pomysłem zapomina, że to małe wspólnoty bezpośrednio związane są z tym, co dla obywatela najistotniejsze: to one organizują żłobki, przedszkola, szkoły, lokalne muzea, miejsca wypoczynku, tereny zielone. W rzeczywistości jakość naszego życia nie zależy od rządu centralnego tak bardzo, jak zależy ona od gminy i powiatu. Można mieć wiele pieniędzy, ale nie wykorzystywać ich w sposób przekładający się na jakość życia mieszkańców.
Przykład? Pewna gmina w Wielkopolsce kilka lat temu odrzuciła z planu inwestycji ścieżki rowerowe. Gdy po kolejnych wyborach pojawiło się nowe pokolenie, ścieżki dopisano. Tego typu sytuacja pokazuje, jak bardzo na jakość naszego życia wpływa lokalna władza. Idea likwidacyjna ilustruje ponadto postpeerelowską postawę: chadzania do PZPR-u po pieniądze, kosztem zmieniania rzeczywistości we własnym zakresie. Samorządy, a szczególnie powiaty, są szkołą samodzielności.
Nie sposób odmówić jednak racji krytykom. Kontrola władzy powiatowej jest trudna. Wielu politologów wskazuje, że najgorsza jakość polskiej polityki ma miejsce właśnie na poziomie lokalnym. Wszak pamiętamy aferę starachowicką, symbol złej polityki „Polski powiatowej”. Pytanie tylko, na ile z ponad 370 powiatów mamy afer? Dalej, czy zamiast wprowadzić nowe wzory nie powinniśmy skupić się na wdrożeniu nowych standardów etycznych? Wychowywać, a nie wycinać?
Jeden z najważniejszych argumentów brzmi: administracja nie lubi częstych zmian. Jeśli co dekadę będziemy zmieniać system administracyjny, to nie wypracujemy pamięci instytucji, a tym samym warunków jej rozwoju. Zawsze będziemy na etapie początkowym. Brak ciągłości to najgorsza z praktyk w zarządzaniu państwem.
Z drugiej strony trudno nie dostrzec dobra, które pojawia się w powiatach. Jeden z najlepszych festiwali muzycznych w Polsce, „Akademia Gitary”, ma miejsce w Jarocinie i w Poznaniu (dokładnie taka kolejność). To w Lusowie pod Poznaniem mieści się Muzeum Powstania Wielkopolskiego, podobnie jak jedno z najlepszych muzeów wsi, Muzeum Rolnictwa znajduje się w Szreniawie, a parowozownia przyciągająca turystów z całej Europy mieści się w Wolsztynie. A przecież wszystkie te instytucje mogłyby być w Poznaniu, nawet powinny, bo łatwiej dojechać.
Parowozownia w Wolsztynie jest dowodem na to, że właśnie powiat stanowi zaczyn pozytywnego myślenia, odkrywania historii i tradycji. Co więcej, to w mikropolis odnajdujemy to, co piękne i co nam bliskie – nie zaś w anonimowych wielkich miastach.
Czy uda nam się uniknąć żenującej dyskusji? Oby zastąpiła ją ważniejsza: jak powiaty wspierać i zmieniać w nich to, co szwankuje.
*Cezary Kościelniak - adiunkt na UAM, zajmuje się polityką szkolnictwa wyższego i zrównoważonym rozwojem. Współpracownik miesięcznika "Znak"
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze