Islamiści wygrali wszystkie wybory w Egipcie w demokratyczny sposób, dlatego też na rękę im jest, póki co, trzymanie się zasad demokratycznych
Dwa lata po wybuchu Arabskiej Wiosny Ludów Egipt wciąż zmaga się z transformacją systemu. Podobnie jak wybory parlamentarne czy prezydenckie, ustanawianie nowej konstytucji doprowadziło do zamieszek na ulicach. Wydaje się jednak, że to nie obawa przed treścią dokumentu wywołuje napięcie w społeczeństwie, a raczej przejęcie wszelkiej władzy przez jedną siłę polityczną, na co nie godzi się będąca w mniejszości opozycja.
22 grudnia obywatele Egiptu idą kolejny raz do urn, aby w pierwszym referendum od czasu obalenia poprzedniego, dyktatorskiego reżimu, wypowiedzieć się w kwestii przyjęcia projektu nowej konstytucji państwa. Ustawa zasadnicza promowana przez egipskich islamistów ma być według nich drogą do wyjścia z przedłużającego się politycznego kryzysu politycznego. Opozycja traktuje zaś nową konstytucję jako powód do pogłębiania podziałów największego arabskiego społeczeństwa na Bliskim Wschodzie.
Co zawiera konstytucja?
W nowej konstytucji znajduje się wprowadzenie, 11-częściowa preambuła oraz 236 artykułów. Jak zauważa prof. Nathan J. Brown w „Foreign Affairs”, z perspektywy liberalno-demokratycznej jest wiele kwestii, które można lubić w nowej ustawie zasadniczej. Zwłaszcza kiedy porównamy ją do ostatniej. Ustawodawca nie tylko wymienia liczne wolności – podobnie jak w poprzedniej konstytucji – ale także gwarantuje ich przestrzeganie w sposób, który zapobiegnie ewentualnemu omijaniu tych praw przez najwyższe władze państwowe. Dokument zawiera jednak dużo nieścisłości, a także odkłada do czasu następnej konstytucji ustanowienie cywilnej kontroli nad wojskowością w kraju, czyli de facto na lata. Krytycy ustawy obawiają się zapisów dotyczących prawa islamskiego, tzw. szariatu oraz artykułów mówiących o prawach kobiet.
Prawo szariatu
Podobnie jak poprzednia ustawa, projekt zawiera zapis mówiący o tym, że zasady islamskiego szariatu są głównym źródłem ustawodawstwa w państwie. W najnowszej konstytucji natomiast pojawiają się jeszcze inne artykuły dotyczące szariatu, które niepokoją Kościół Koptyjski czy świecką opozycję w kraju. Uważają oni bowiem, że konstytucja wzmocni rolę prawa muzułmańskiego. Przeciwwagą dla tych zapisów jest jednak artykuł stanowiący o wolności wyznania: „Wolność wyznania jest nienaruszalnym prawem. Państwo zagwarantuje swobodę praktyk religijnych oraz ustanowi miejsca kultu dla boskich religii”. Projekt konstytucji daje ogromne uprawnienia islamskim „klerykałom”, mówiąc, że wszelkie interpretacje prawa należy konsultować z duchownymi z Al-Azhar (jednej z najbardziej znanych szkół prawa sunnickiego).
Prawa kobiet
Projekt ustawy wymienia kobiety w zapisach mówiących o tradycyjnej rodzinie muzułmańskiej. Zgodnie z zapisami matki i dzieci mają prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Państwo powinno nadto umożliwić kobietom pogodzenie ich obowiązków domowych i zawodowych. Krytycy uważają, że projekt nie chroni odpowiednio kobiet przed dyskryminacją, warto jednak zauważyć, że w preambule znalazł się zapis mówiący o równości oraz równych prawach i możliwościach dla wszystkich obywateli, mężczyzn i kobiet.
Wolność mediów
Niezależne gazety protestowały przez jeden dzień, domagając się zapisu w konstytucji zabraniającego aresztowania dziennikarzy za ich publikacje. Projekt ustawy mówi jedynie o tym, że państwo zagwarantuje wolność prasy, druku, publikacji oraz mediów masowych. Media zaś powinny być wolne i niezależne. Co ciekawe, jeden z artykułów zabrania obrażania „religijnych posłańców i proroków”, co według krytyków ustawy otwiera drzwi do aresztowań blogerów oraz innych aktywistów.
Walka o głosy w referendum
W kraju trwają zamieszki odkąd prezydent Mohammed Mursi ogłosił pod koniec listopada dekrety stwierdzające, że żaden organ nie może podważyć jego decyzji. Dekrety te zostały przyjęte przez opozycję jako próba powrotu do rządów dyktatury, doprowadzając do licznych starć na ulicach skutkujących rannymi i zabitymi. Ostatecznie prezydent wycofał dekrety, aby uspokoić sytuację w kraju.
Bractwo Muzułmańskie, z którego wywodzi się prezydent Egiptu, i które wspiera projekt nowej konstytucji, próbuje reklamować ustawę jako środek, który ograniczy władzę prezydenta. W jednym z artykułów, które Bractwo rozpowszechnia poprzez portal Facebook jest mowa o tym, że nowa ustawa będzie limitowała władzę prezydenta aż o 40 procent, m.in. zabraniając mu rozwiązać Zgromadzenie Ludowe bez przeprowadzenia wcześniejszego referendum. Prof. Brown uważa jednak, że nowa konstytucja jest bardziej prezydencka niż się tego spodziewano, a sam prezydent posiada zbyt wiele mechanizmów władzy. I tu Brown wymienia środek, który według islamistów jest atutem ograniczającym władzę prezydenta – możliwość ominięcia przez prezydenta decyzji innych władz poprzez bezpośrednie zwrócenie się do obywateli w danych kwestiach, zarządzając referendum.
Obóz zwolenników konstytucji składa się głównie z Bractwa Muzułmańskiego oraz Salafitów. Są to silne ugrupowania posiadające obecnie władzę w kraju, wpływy oraz pieniądze (głównie z Arabii Saudyjskiej czy Kataru). Rozpoczęły masową kampanię, która ma na celu zdobyć poparcie jak największej liczby obywateli dla nowej konstytucji. Kampania jest prowadzona w różnorodny sposób: organizowanie konferencji i sympozjów w całym kraju; trenowanie tysięcy aktywistów Bractwa Muzułmańskiego, którzy promują konstytucję, np. chodząc od drzwi do drzwi i przekonując obywateli. Także poprzez rekrutowanie duchownych, by ci w trakcie modlitw w meczetach zachęcali do głosowania za ustawą. Bractwo Muzułmańskie reklamuje zalety nowej konstytucji również w wielu kanałach telewizyjnych, w internecie lub roznosząc ulotki.
W przeciwieństwie do zjednoczonego prokonstytucyjnego obozu, opozycja przeciwstawiająca się konstytucji, czyli tzw. ruchy umiarkowane i świeckie, na których czele stoi Front Wyzwolenia Narodowego, działają niespójnie i niepewnie. Nie są zjednoczone i nie do końca wiedzą, w jaki sposób przeciwstawić się konstytucji. Nieomal do samego końca przywódcy sił umiarkowanych nie byli w stanie podjąć jednoznacznej decyzji, czy wziąć udział w głosowaniu i zagłosować na „nie” czy też zbojkotować referendum. Dopiero na trzy dni przed referendum Front Wyzwolenia Narodowego ostatecznie zadeklarował wzięcie udziału w głosowaniu. Wysiłki opozycji, aby nakłonić publikę do głosowania na „nie”, ograniczyły się do kampanii prowadzonej w internecie, głównie w sieciach społecznościowych, a także do dystrybucji ulotek i broszur na ulicach.
Brak jedności i siły ruchów opozycyjnych w Egipcie pokazuje prawidłowość, która ma miejsce na całym Bliskim Wschodzie. W Egipcie, Tunezji, Syrii i innych państwach (włączając niearabską Turcję) ruchy umiarkowane nie są zjednoczone ani zdyscyplinowane. Brakuje im też finansowego wsparcia oraz wykazują się dużą naiwnością w swej politycznej działalności w porównaniu do islamistów. Islamiści zaś są skłonni – przynajmniej w niektórych przypadkach – używać zastraszania i przemocy, czego wystrzegają się ruchy umiarkowane.
Brak wsparcia ze strony Zachodu, zarówno finansowego jak i duchowego powoduje, że ruchy umiarkowane na Bliskim Wschodzie przegrywają głosowania oraz referenda wszędzie tam, gdzie udało im się obalić dyktaturę. Na miejsce reżimów zaś przychodzą fundamentalistyczne ruchy islamskie, takie jak Bractwo Muzułmańskie, których intencji można się jedynie domyślać, dopóki całkowicie nie przejmą władzy w krajach. Mając na uwadze ten fakt oraz metody, jakie stosują władze Egiptu do przekonania obywateli do nowej konstytucji możemy być pewni, że nowa ustawa zostanie przyjęta w referendum.
Zła konstytucja czy złe władze?
Walka, jaka toczy się na ulicach dzisiejszego Egiptu, to jednak nie wojna o konstytucję. Jak pokazują badania Basira Company, 73 procent obywateli Egiptu nie przeczytało projektu ustawy zasadniczej, 20 procent zapoznało się tylko z jej częścią, a zaledwie 7 procent poznało całość. Co więcej, w kraju rozpowszechniane są fałszywe projekty konstytucji, ze zmienionymi artykułami, dlatego też nawet czytając projekt zwykły Egipcjanin nie ma pewności, czy jest to właściwy projekt ustawy, nad którym zagłosuje w referendum.
Zamieszki w Egipcie to głos sprzeciwu sił opozycyjnych wobec władzy islamistów w kraju i Mahmuda Mursiego, który listopadowymi dekretami pokazał, że chciałby rządzić krajem bez ponoszenia odpowiedzialności przed obywatelami. Tworzenie konstytucji jest tylko jedną z okazji, kiedy opozycja może przeciwstawić się siłowo władzy i wywołać zamieszki, które mogłyby doprowadzić do wojny domowej. Ustanowienie konstytucji zaś potwierdzi status quo: partie islamistyczne przejmą wszelką władzę w kraju, liberałowie pozostaną zmarginalizowani, a autorytaryzm będzie mógł się odrodzić, lecz tym razem pod rządami Bractwa Muzułmańskiego.
Aby zapobiec zatwierdzeniu konstytucji, ruchy umiarkowane wyprowadziły na ulice setki tysięcy ludzi, delegitymizując projekt ustawy zasadniczej i prezydenta oraz grożąc masowym nieposłuszeństwem obywatelskim. Opozycja ogłosiła konstytuantę, składającą się jedynie z Bractwa Muzułmańskiego, ciałem które chce wprowadzić islamski szariat w Egipcie łamiący prawa i wolności człowieka. Wprowadzenie w życie dekretów przez Mursiego tylko utwierdziło liberałów w przekonaniu, że islamiści dążą do zaprowadzenia prawa islamskiego w kraju. Islamiści zaś postrzegają siebie jako strażników demokratycznej transformacji.
Obracanie demokracją
Prawda jest taka, że islamiści wygrali wszystkie wybory w Egipcie w demokratyczny sposób, dlatego też na rękę im jest, póki co, trzymanie się zasad demokratycznych. Liberałowie zaś, próbując zapobiec przejęciu całkowitej władzy w kraju przez islamistów, będą kontestować demokratyczne wybory, które spychają ich na margines życia politycznego i władzy w Egipcie. Innymi słowy, im więcej wsparcia będą mieli islamiści w kraju, tym bardziej będą trzymać się zasad demokratycznych. Im mniejsze zaś szanse na zwycięstwo sił umiarkowanych, tym większy będzie nacisk z ich strony na odkładanie transformacji systemu na bardziej demokratyczny.
Walka w Egipcie nie toczy się więc o konstytucję, a o władzę nad państwem.
*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykładowca Collegium Civitas
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (2)