Konrad Niklewicz*
To, co Polska dostanie na lata 2014-20 będzie najprawdopodobniej ostatnią tak dużą kwotą wsparcia w naszej historii
Konkurencyjność gospodarki, spójność społeczna i terytorialna, sprawniejsze i bardziej „cyfrowe” państwo. Takie priorytety wydatkowania kolejnej transzy funduszy europejskich w latach 2014-20 wynikają z przyjętych przez rząd Założeń Umowy Partnerstwa.
Przyjęcie przez Radę Ministrów „Założeń” to kolejny, kluczowy etap przygotowań do wykorzystania kilkudziesięciu miliardów euro, jakie Polska otrzyma w ramach nowego budżetu Unii Europejskiej po 1 stycznia 2014 r. „Założenia” opisują podstawowe zasady i cele funduszy europejskich w przyszłości, proponowaną konstrukcję Programów Operacyjnych. Na tej podstawie rząd razem z Komisją Europejską przygotuje ostateczną treść Umowy Partnerstwa, czyli wiążącego kontraktu pozwalającego wykorzystywać nam pomoc strukturalną.
Ostatnie pięć lat udowodniło, że Polska dobrze zainwestowała środki z unijnego budżetu. Rozdzieliliśmy już ponad 84 proc. kwoty przyznanej nam na lata 2007-13. Tysiące kilometrów nowych dróg, 250 tys. nowych miejsc pracy, setki zbudowanych kampusów i wyposażonych laboratoriów uniwersyteckich, dziesiątki tysięcy inwestycji w firmach dzięki dotacjom – to niektóre z wielu namacalnych efektów działania funduszy.
Jednak filozofia ich wykorzystywania musi być zmodyfikowana. Nie tylko dlatego, że cała Unia Europejska stawia sobie nowe cele strategiczne, ale także – a może przede wszystkim dlatego – że nowych zasad wykorzystania wsparcia unijnego potrzebujemy my sami. To, co Polska dostanie na lata 2014-20 będzie najprawdopodobniej ostatnią tak dużą kwotą wsparcia w historii.
Pieniądze te trzeba wykorzystać tak, by dokończyć transformację kraju i na tyle wzmocnić naszą konkurencyjność, żeby w kolejnych dziesięcioleciach gospodarczy motor Polski mógł chodzić o własnych siłach – bez unijnego dopalania i rozrusznika. Cel jest taki, by w 2020 r. dochód na głowę mieszkańca Polski przekraczał 74 proc. unijnej średniej.
Nasze dotychczasowe przewagi konkurencyjne, np. relatywnie niskie koszty pracy, kiedyś w końcu się wyczerpią. Musimy zatem zbudować nowe. Kluczem jest innowacyjność, wykorzystanie najsilniejszych stron każdego polskiego regionu, dokończenie budowy podstawowej infrastruktury, usprawnienie działania państwa – w dużej mierze poprzez masową cyfryzację – i inwestycje w wiedzę. A zatem w to, co ekonomiści nazywają kapitałem ludzkim.
Żeby przynieść największy i najbardziej trwały efekt, fundusze będą skoncentrowane na wybranych sektorach i obszarach. Miasta wojewódzkie i sąsiadujące z nimi lokalne ośrodki rozwoju, powiązane z nimi gminy, dzielnice miast wymagające rewitalizacji, obszary wiejskie, których mieszkańcy nie mają dostępu do dóbr i usług, obszary przygraniczne czy wreszcie całe terytorium pięciu województw Polski wschodniej – tam będzie wydawanych najwięcej pieniędzy.
W porównaniu do obecnego budżetu UE znacznie więcej funduszy europejskich będzie wydawanych na innowacyjność, rozwijanie gospodarczych specjalizacji danego regionu. Przykłady takich specjalizacji istnieją już dziś – choćby podrzeszowska Dolina Lotnicza. Takich lokalnych liderów musi być jednak więcej.
Co równie ważne, pieniądze na innowacyjność będą wydawane tak, by maksymalnie związać ze sobą polski sektor naukowy i przedsiębiorców. Efekty pracy polskich naukowców muszą wreszcie znajdować zastosowania komercyjne. Cała gospodarka na tym skorzysta.
Nowością będzie też zasadnicza zmiana sposobu wspierania przedsiębiorstw. W wielu przypadkach bezzwrotne dotacje zostaną zastąpione zwrotnymi formami wsparcia. Owszem, to zmniejszy intensywność pomocy – ale w zamian za to skorzysta na niej więcej firm przez dłuższy czas. Bo dobrze skonstruowany fundusz pożyczkowo-poręczeniowy ma nieskończoną trwałość. A dotacje bardzo szybko się wyczerpują.
Nadal tak jak dziś olbrzymie sumy będą skoncentrowane na modernizacji kolei, budowie i modernizacji kluczowych połączeń komunikacyjnych, np. autostrad, dróg ekspresowych i głównych dróg krajowych. Ale zmniejszą się nakłady na drogi lokalne. To właśnie efekt strategicznego wyboru: nawet kilkudziesięciu miliardów euro nie starczy na wszystko – trzeba więc wybrać te cele, które w największym stopniu wzmocnią konkurencyjność gospodarki i jednocześnie zwiększą wewnętrzną spójność kraju.
Warto też wspomnieć o innej zmianie, planowanej na lata 2014-20. Dużo więcej środków niż do tej pory będzie dzielonych na poziomie wojewódzkim, np. w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych. Ze wstępnych szacunków wynika, że prawie 60 proc. kwot dostępnych w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz Europejskiego Funduszu Społecznego będzie wydawanych właśnie na poziomie regionalnym.
Czasy, kiedy to Warszawa uzurpowała sobie prawo do decydowania o wszystkim, bo rzekomo „wszystko lepiej wiedziała”, definitywnie się skończyły. Polska jest silna także siłą swoich samorządów.
*Konrad Niklewicz – współpracownik Instytutu Obywatelskiego, były wiceminister rozwoju regionalnego, był też rzecznikiem polskiego przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej, w l. 1998-2011 dziennikarz „Gazety Wyborczej”
Tekt opublikowany na: instytutobywatelski.pl




Komentarze
Pokaż komentarze (7)