30 grudnia
Ofensywa w mediach
Prezydent Iranu, Hassan Ruhani w Wall Street Journal(za pośrednictwem Project-Syndicate) o swoich planach na rok 2014. Ruhani przypomina wielkość dawnych imperiów irańskich i cieszy się, że dzisiejszy Iran może się przyczynić do uspokojenia sytuacji na Bliskim Wschodzie. Zwraca uwagę, że region ten staje się wylęgarnią sekciarstwa i terroryzmu, daje prztyczka w nos Izraelowi („Panikarze próbowali malować Iran jako zagrożenie dla Bliskiego Wschodu i świata. Wszyscy wiemy, kto stoi za tymi opiniami i jakie cele miały być osiągnięte przez podnoszenie tego tematu”) i przypomina, że obawy przed bronią nuklearną Iranu są wbrew istotnym fundamentom państwa islamskiego. W fatwie wydanej przez najwyższego przywódcę ajatollaha Ali Chamenei rozwój, produkcję, składowanie i użycie broni jądrowej uznano za sprzeczne z normami islamskimi.
Kto jest dzisiaj najważniejszy w Iranie?
Co prawda najważniejszą postacią władzy jest wciąż Najwyższy Przywódca Ali Chamenei, ale po śmierci Chomejniego kolejnych 4 prezydentów zachowywało autonomię w prowadzeniu spraw od nich zależnych, co wynikało tyleż z ich silnych osobowości, co ze słabszej pozycji Chameneiego, mnie poważanego jako ostateczny autorytet ws polityki, religii i moralności od swojego wielkiego poprzednika. Prezydenci nie byli więc jak za Chomejniego jedynie marionetkami, ale każdy z nich odcisnął piętno na polityce i zostawił swój indywidualny ślad. Rafsandżani to próby reformy gospodarki i implementacja gospodarki rynkowej, Chatami – nieśmiałe próby rozluźnienia opresji religijnej i równie nieśmiałe próby budowania społeczeństwa obywatelskiego, Ahmadineżad to hałaśliwy powrót na arenę międzynarodową i złośliwe potwierdzenie niesprawiedliwego zaliczenia Iranu przez USA do „osi zła” przez głośne pohukiwanie ws. polityki nuklearnej.
Żaden z nich jednak nie zachwiał pozycją Najwyższego Przywódcy. Dopiero Hassan Ruhani swoją przebojowością, świetnym angielskim (ukończył uniwersytet w Glasgow), urokiem osobistym (wg Izraela to dowód na fałszywość Ruhaniego, bo każdy kto nie jest z Izraela na Bliskim Wschodzie to ponury terrorysta :) ) i nagłym otwarciem na świat sprawił, że nie tylko z zewnątrz ale i wewnątrz kraju wydaje się postacią ważniejszą w kraju, nadającą ton. Podczas mojego pobytu w Iranie w listopadzie 2013 r. wielokrotnie młodzi ludzie opowiadali mi (jeszcze przed finałem negocjacji genewskich) z nadzieją i błyskiem w oku o marzeniach związanych z prezydenturą Ruhaniego. Że poluzuje ws. obyczajowych, że znikną blokady internetu i wrócą turyści i przez to kontakty ze światem. O Chameneim słyszałem tylko źle, wydawał się w opinii młodych Irańczyków postacią tak diaboliczną, jak go opisują zachodnie media, „starym dziadem, który nas nie rozumie” jak to dosadnie ujął młody muzyk z Jazdu.
Popularność może szkodzić
Ruhaniego i jego działania na arenie międzynarodowej popiera 70% Irańczyków, ale był już prezydent, który wygrał wybory z poparciem 80%. Mohammad Chatami wybrany głosami młodych i klasy średniej z miast (czyli gł. kupców bazarowych) zderzył się z oporem konserwatystów wspieranych po cichu przez Chameneiego i niewiele wyszło z jego reform pro-obywatelskich, a wręcz za jego prezydentury wzmożono cenzurę (w Iranie za zwycięstwem wyborczym nie idzie, niestety, wymiana kadr i opozycja Chatamiego sabotowała jego posunięcia w sądownictwie, policji, parlamencie, czyli Madżlesie....). Oby tak się nie stało i tym razem, kiedy Chamenei poczuje się zagrożony pozycją Ruhaniego.




Komentarze
Pokaż komentarze