4 obserwujących
118 notek
86k odsłon
  1362   1

Inflacja już ponad 5% !

Główny Urząd Statystyczny właśnie ogłosił wstępne dane dotyczące sierpniowego poziomu cen konsumpcyjnych w naszym kraju. Mimo zaklęć pana prezesa Glapińskiego (https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/prof-adam-glapinski-szef-narodowego-banku-polskiego-o-stopach-procentowych/zbyr18y) i "głębokich" analiz członka Rady Polityki Pieniężnej, pana profesora Eryka Łona (https://www.radiomaryja.pl/informacje/prof-eryk-lon-prawo-polski-do-prowadzenia-wlasnej-polityki-pienieznej-ma-ogromne-znaczenie-i-zdecydowanie-warto-prawa-tego-bronic/) inflacja w Polsce osiągnęła w sierpniu 5,4% (rok-do-roku). Tak wysoki wzrost cen zaobserwowany był ostatnio w czerwcu 2001 roku.

 Wygląda więc na to, że dokonany w 2017 podział znakomitego, moim zdaniem, Instytutu Ekonomicznego NBP na Departament Analiz Makroekonomicznych (odpowiedzialny m.in. za opracowywanie projekcji inflacji i podlegający pod prezesa Glapińskiego) i Departament Badań Ekonomicznych (podlegający wiceprezesowi Kokoszczyńskiemu - w 2019 roku przekształcony w Departament Badań i Innowacji Finansowych) nie wyszedł na dobre prognozom inflacji opracowywanym przez Narodowy Bank Polski. Nie jest tajemnicą, że projekcje opracowywane przez Instytut Ekonomiczny NBP nie podobały się panu prezesowi Glapińskiemu. Dokonał on więc wspomnianych zmian w organizacji NBP, żeby mieć większą kontrolę nad oficjalnymi prognozami. Skutek był taki, że prezes Glapiński zaczął przedstawiać, de facto, swoje własne prognozy inflacji, które coraz bardziej zaczęły się "rozjeżdżać" z prognozami funkcjonującymi na rynku finansowym. Co gorsze: rzeczywiste dane zaczęły potwierdzać bardziej konserwatywne analizy niezależnych instytucji. Prezes Glapiński pozostawał jednak niezłomny w swoich opiniach i mimo widocznego wzrostu cen (w lutym zeszłego roku inflacja osiągnęła poziom 4,7% - niemal dwukrotność celu inflacyjnego ustalonego przez sam Narodowy Bank Polski) upierał się, że "rynek się myli". Paradoksalnie, wskutek "covidowej" recesji jaką mieliśmy w pierwszej połowie 2020, inflacja spadła na koniec roku w okolice celu inflacyjnego NBP, ale już na wiosnę tego roku ponownie przebiła poziom czterech procent. I znów pan prezes Glapiński zaklinał rzeczywistość przekonując w czerwcu, że "szczyt wzrostu cen mamy już za sobą" (https://www.money.pl/gospodarka/adam-glapinski-nie-pozostawia-zludzen-jest-jeszcze-za-wczesnie-6649511377378208a.html), a tak w ogóle, to "inflacja nie ma wpływu na zasobność portfeli Polaków" (https://businessinsider.com.pl/finanse/adam-glapinski-na-konferencji-prasowej-lipiec-2021-r-inflacja-nie-ma-wplywu-na/1c98x2h). 

Co dalej ? Szczerze mówiąc jestem pesymistą, jeśli chodzi o wzrost cen w naszym kraju, tym bardziej, że otoczenie makroekonomiczne (poziom inflacji w Europie i USA również mocno wzrósł) nie będzie działać stabilizująco. Od jakiegoś czasu pojawiają się wprawdzie głosy w Radzie Polityki Pieniężnej domagające się zacieśnienia polityki monetarnej (czyli podwyżki podstawowej stopy procentowej), ale układ w Radzie jest taki, że przeważają w niej osoby bardziej zainteresowane tanim kredytem (również dla Skarbu Państwa) i stymulowaniem popytu niż stabilnością cen i wzrostem skłonności do oszczędzania. Jeśli premier mówi, że inflacja nie jest problemem, bo wzrost wynagrodzeń jest wyższy (co jest klasycznym przykładem tzw. spirali inflacyjnej, pobudzającej oczekiwania inflacyjne i utrudniającej walkę z rosnącymi cenami), to znaczy, że na najwyższych szczeblach władzy nie ma zrozumienia problemu i zgody na koszty walki z inflacją.

Obym się mylił ...

Lubię to! Skomentuj65 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka