Prawda
Nie o podaż prawdę nam mówić trzeba
by do nieba iść i się nie bać
Z czystym sumieniem
Bo cóż powie niewierny otumaniony aluzją magik
Egocentryczny zjadający bezlitośnie uczciwych
W okultyzmie wyniesiony
By paść swoją nagość swej ubogiej duszy bez sumienia
Pusty w swej watahy nagonki -
Jego owoc to czacha i śmierć.
Mówić
Głosem Prawdy
Omijać pogardy
Bo gdzie w nich
Nie ujrzysz światełka nadziei
W którym świat usnął
Snem śmiertelnej nocy
A ty idźże
Tam gdzie
Prawdy mocy
Rozdają owoce mądrości
Polsko
czego się lękasz
Lękaj się mowy obłudy
I Słów nie szczerych
Co ograniczają ci widoczność
twej duszy
Byś skonał
I był ofiarą ich kłamstw
Prawda
Nie o podaż prawdy
Mówić nam trzeba
Bo któż ma siłę
Zamknąć jej zawory
Myślenia
Kto nam odetnie
Tętno myśli
Wielkich wytwornych
Prawdy
Życia bój
W którym zwyciężasz
Drogi
Do których podążasz ja
I przyjacielu mój
W Bogu naszym prawdziwym
Odpocznienie
Nie bać się wielkich za których się mają
Nasz Stwórca i władca Wszechświata
Jest z tymi co jego imię wołają
Drogą prawdy iść
Wzniecając ogień swej duszy
Bo któż nas wzniesie na
wyżyny
Ducha naszego poruszy
Do życiodajnej
Krainy życia
Bo cóż powiedzą słabe intencje
naszego sumienia
Kiedy wilki i lisy
Atakują nas bez wytchnienia
A największym naszym wrogiem strach
I naiwność
A gdzie nasza wiara
Kto ją odrzucił podeptał
I do lamusa wyrzucił
To ona
Naszą prawdziwą tratwą przymierza
Nie puszczajmy ją
Bez pańsko i losowo
Gdyż wilk
żeruje na takich
Co opuszcza ich
siła ducha
Nie wierząc w swoje drogi
Czynów.
Tam gdzie miłości
prawdziwy płomień
Wij swoje drogi
Na drogi prawd by ci nikt ci ich nie odwrócił
W głowie nie zwrócił
Na ciężkie czasy walcz
Ku swojej wolności prawdy czas
Bez patriotyzmu to tak ja bez rodziny
Matki i Ojca i domu.
Nasi praojcowie znali smak niewoli.
A my Polacy pod namową kleru.
I jego aparatu daliśmy się uwieść.
Polska dziś to nie nasza Polska.
Majątek odebrany.
Polak zadłużony.
Woda w kranie zatruta Chlorem rakotwórczym
Chleb na ulepszaczach
Z zakładów zwalniają.
Emerytury zabierają.
Ale polska to Polacy.
Cygany choć rozproszeni też żyją.
Ależ co oko widzi
Nie widzi tego co im Bóg zgotował.
Nie warczcie na nich to odbiera rozum.
Za dużo krwi na
rękach tam jest
Poznają siłę ponad siły
Cieszą się zrabowanym chlebem
Ale im gorzki ostanie
Jest prawo ponad prawem.
Polska
Nie tam prawdziwa Ojczyzna
co o nią nie dbają
Nie tam nasza Ojczyzna
Gdzie patriotyzm
Obcym nawiasem
Niby Polacy a nie polskiej ziemi
Czas ich zmieni
To nie Polacy
To nie budowniczy drzewa żywego
Polski
Nie oni
Budowniczowie
Nie oni wodzowie nasi
A złodzieje
buntownicy
I nikczemnicy
Nie wartych
O nich słowa pisać
Polska
Nasza Ojczyzna
Drzewo naszego bytu
Gdzie Bóg Ojciec
Stworzył nam drogę do niej
Kto zechce ją zniszczyć
Ten na niej się roztrzaska
I nie zazna pokoju
Ani za pierwszej śmierci ani za drugiej.
aż potoczy się do granic robactwa
I skończy swoją nicość.
A my walczmy ze swoją słabością.
Gdyż to ona
Naszym wrogiem.
Ojczyzna moja
Wielkość Narodów opuści
Nie z wielości i wielkości siła i moc
Czym Narody będą walczyć to ich pochłonie
jak gardziel piekła.
Siła Narodów jest w w prawdzie mądrości
A ta wywodzi się z czystej natury Bożej.
Polsko
Bóg nam daje swoją mądrość byśmy ją pili, jedli i karmili się nią do syta
Budowali zwięzłość swej Ojczyzny
A kamień biały jednolity
wzmacniał nas w jedną skałę potęgi.
Którą w nas rozbili wrogowie.
I zewnętrzni i wewnętrzni.
W piaskownicy jest miazga - rozbicie i nicość.
Potęga jest w skale natury prawowitej
Prawdziwej i przyzwoitej prawdzie.
To nam daje nasz Stwórca
swego Ducha Świętego
Byśmy mogli odróżnić prawicę od lewicy
Dobro od zła
Budowniczych od niszczycieli
Owce od wilków
Prawdę od fałszu
Mądrość od gardzieli przepaści.
Prawdziwą miłość od pożądania.
Prawdziwego Boga od falsyfikatu na ścianie.
Wdzięczność od kłamstwa.
Populizm od dobroczynności.
Owcę od paszczy lwa
Tego nauczy nasz prawdziwa prawda
Gdy skorupka naszego zapłodnionego jajka rozbije się wykluje się w nas prawdziwe Chrześcijaństwo
A prawdziwy Bóg wyleje w nas prawdziwego Ducha Świętego
Który nas oświeci swoim światłem mądrości.
I nikt nikogo nie będzie uczył i pouczał swojej wyższości.
Gdyż prawdziwe światło uzależnień kwasu klerykalnego
Który jest bratem mistrza Pawła swego.
Nadając nam piętno fałszywej miłości Faryzeuszów pod przykrywką swego pana.
Baranka naszego.
Człowiek asygnowany grzechem przeciwko Duchowi Świętemu.
Nie może być naszym światłem.
To Fałsz obłuda zdrada kleru
Przeciwko najpotężniejszemu Panu naszemu.
Żywa bajka o czerwonym kapturku.
Na żywym kościele Polskim.
To w nas Polaków zakwitnie przyszłość Narodów
Pozbywając się fałszywych wzlotów
By tryumfować wolność.
Nie gódźmy się na fałsz obłudę zdradę i podsycanie populizmem umiejętnie prowadzonych złudzeń by nas złupić z ciała ducha i prawdziwej nadziei tak by się stać niewolnikiem nierozumnego zwierzęcia



Komentarze
Pokaż komentarze