Właśnie przeczytałem kolejne informacje przedstawione przez historyka Piotra Gontarczyka, dotyczące Wojciecha Jaruzelskiego. Niektórzy nazwą to rewelacjami, ale dla mnie nie ma nic dziwnego w tym, że ta jedna z najczarniejszych postaci historii Polski XX wieku dokonywała fałszerstw polegających na „podrasowaniu” własnego życiorysu poprzez zacieranie niewygodnych wpisów i robieniu dopisków w zeszycie ewidencyjnym zawierającym dane oficera i jego rodziny.
Czy komunistyczne władze na Kremlu wybierając w Polsce człowieka najbardziej zaufanego i dając mu najwyższe kompetencje do działania, wybrałyby kogoś charakteryzującego się honorem, umiłowaniem ojczyzny, silnymi więzami emocjonalnymi z własnym narodem? Raczej nie, bo taki człowiek mógłby mieć wątpliwości czy wystąpić przeciw swoim rodakom, czy wydać rozkaz strzelania do stoczniowców i górników, w ogóle czy przyczynić się do pogłębiania wasalności swojej ojczyzny, swojego narodu względem totalitarnego imperium. Naturalnie, kremlowska wierchuszka przedstawiała się propagandowo jako internacjonalistyczny gołąbek pokoju, ale sama miała świadomość, że jest niedemokratycznym hegemonem starającym się trzymać na krótkiej smyczy i w bezwzględnym posłuszeństwie narody Europy wschodniej.
Namiestnikiem ZSSR w Polsce musiał być człowiek przede wszystkim posłuszny, nieczuły na „sentymenty” natury honorowej, patriotycznej. Najlepszy byłby wierny tchórz o naturze donosiciela, zdolny wyrzec się wiary ojców, z dużym poziomem strachu i poczuciem wszechmocy pryncypała, zdolny do każdej niegodziwości na rozkaz. Takiej marionetki przywódcy sowieccy szukali i taką znaleźli. Do dzisiaj, mimo upadku Związku Sowieckiego, Jaruzelski jest traktowany w Moskwie ze szczególną atencją za sowiecki patriotyzm, za zasługi dla imperium rosyjskiego (Putin jako dzisiejsza głowa Rosji czuje się kontynuatorem „chlubnych tradycji” ZSSR).
Może i jest Jaruzelski "człowiekiem honoru" tyle, że według oryginalnego rozumienia tych słów przez rabbiego Michnika.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)