Wizja zjednoczonej prawicy i przejęcia władzy przez PiS bez potrzeby dogadywania się z jakimkolwiek koalicjantem spędza sen z powiek nie tylko platformianym, ale całemu patologicznemu układowi, który w najlepsze żeruje na coraz słabszej Polsce, na coraz bardziej upodlonej i wykorzystywanej rzeszy Polaków. Rzeszy upokarzanej coraz trudniejszymi warunkami bytowania, bezrobociem, umowami śmieciowymi, poziomem opieki zdrowotnej, brakiem perspektyw dla młodych, niemożnością przebicia się przez mur stworzony przez sitwę zazdrośnie strzegącą swoich przywilejów. Większościowy rząd z Jarosławem Kaczyńskim na czele, to zagrożenie dla interesów rekinów, których fortuny mają źródło w nieformalnych układach i dealach kosztem państwa oraz dla dolce vita rozbudowanej do monstrualnych rozmiarów kasty urzędniczej, której zadaniem naczelnym jest nie usprawnianie państwa, tylko zachowanie status quo.
W tej sytuacji nie do przecenienia są skuteczne inicjatywy mające na celu rozbicie na prawicy, skłócenie ich liderów, wykopanie emocjonalnych rowów nie do zasypania. Tak jak dawniej służby skutecznie jątrzyły na prawicy (Lesiak i spółka), tak i teraz mamy do czynienia z podpuszczaniem Ziobry i Gowina, z fałszywą troską o ich godność i podmiotowość, z graniem na ich ego. A wszystko po to, żeby zneutralizować kilkaset tysięcy głosów obywateli o przekonaniach konserwatywnych, którzy darzą sympatią ludzi ze środowisk Solidarnej Polski i Polski Razem.
Nie dajmy się nabrać na krokodyle łzy tych, którzy ubolewają nad „upokorzeniem” Ziobry i Gowina w razie dogadania się z Kaczyńskim i wieszczą polityczne unicestwienie lokalnych działaczy ich partii. Do tego chóru wujów dołączył właśnie Ludwik Dorn. To przecież człowiek niegłupi, o którym trudno powiedzieć, że nie orientuje się na czyją korzyść obracają się jego aktualne starania. Wystarczy zacytować kilka jego stwierdzeń:
- Gowin i Ziobro „są gotowi do hołdu lennego”, „dokonują wymuszonej przez okoliczności rezygnacji z podmiotowości politycznej”
- „Obaj panowie muszą pozdradzać siebie nawzajem oraz pozdradzać własnych ludzi – tych w Sejmie, a przede wszystkim tych na poziomie lokalnym i regionalnym”
- „Terenowe struktury PiS z pełnym przyzwoleniem pana Kaczyńskiego, lecz bez jego udziału, bo on nie chce się w tym babrać, po prostu lokalnych działaczy SP i PR zarżną”.
- „Pan Kaczyński myśli, o czym wiem, o jakichś posłach SP, którzy w ramach konsolidacji obozu patriotycznego zdradziliby pana Ziobrę”.
- „To zagwarantuje, że w przyszłym sejmie pan Kaczyński będzie miał do czynienia ze zbiorem złamanych, zatomizowanych jednostek”.
Rodzi się pytanie - skąd się bierze taka parszywość? Czy to prymitywna zawiść, że inni, może mniej intelektualnie błyskotliwi, mają szansę wrócić do prawdziwej polityki i pod skrzydłami Kaczyńskiego działać praktycznie na rzecz uzdrowienia naszego kraju, a on z racji swoich wcześniejszych „występów” szansy takiej mieć nie będzie? A może to chęć zasłużenia się nowemu panu po „ciemnej stronie mocy”? Wszak prasa donosiła o planach Dorna, żeby ulokować się na ciepłej posadce jako doradca prezydenta Komorowskiego. Nie ma jeszcze sygnałów z pałacu prezydenckiego, ale chyba Nałęcz mówił, że neofici są najgorliwsi. W Internecie natomiast pojawiły się spekulacje, czy u Dorna geny przodków wyznania handlowego z ich silną skłonnością do mamony wzięły górę nad przyzwoitością.
Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin powinni się zastanowić, kogo obdarzyć zaufaniem: czy Kaczyńskiego, który wyciąga do nich rękę roztaczając wizję wspólnego działania na rzecz Polski i Polaków, czy intryganta Dorna, który niejednokrotnie pokazał, że nie potrafi grać zespołowo, a teraz ewidentnie dyszy żądzą odwetu – żeby się Kaczyńskiemu nie udało. To ważna decyzja dla karier obu liderów: czy zapisać się w dziejach złotymi zgłoskami - na miarę własnego talentu, w dziele trzebienia kraju ze złodziei, łapowników, oszustów, kuglarzy i wszelkiej maści parszywców, czy też przejść do historii ze statusem „kluzikrostkowskopodobny”.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)