Stoję w dworcowym przejściu podziemnym, w centrum dużego miasta. To mój cały świat. Stoję wystarczająco długo, by opowiedzieć o całym korowodzie ludzi, którzy na mój widok zatrzymują się na minutę lub dłużej. Szperają w portfelu. Wkładają do mego wnętrza swoją kartę. Zawsze połykam ją powoli, metodycznie, rozkoszując się kodem. Czasem wizyta przebiega krótko i profesjonalnie. Ludzie w garniturach zwykle zerkają nerwowo na zegarek. Pod pachą dzierżą torbę z laptopem lub gazetę. Czasem prowadzą pośpieszne rozmowy przez komórkę. Pik, pik! Wstukują pin i sprawnie chowają zwitek banknotów do portfela. Potem ruszają w nieznany mi świat.
Dawniej ludzie nie obsługiwali mnie tak pewnie i brutalnie. Zajmowało im to znacznie więcej czasu niż obecnie. Zapamiętałem dotyk szczupłych, zadbanych kobiecych dłoni, pieszczących moje przyciski. Robiło mi się zawsze ciepło na jej widok i zniewolony żądaniem bez szemrania oddawałem jej z czeluści moich wnętrzności każdą sumę.Kiedyś oniemiałem z wrażenia. Nie była sama . Towarzyszył jej cwaniaczek. Poznałem to po pierwszym łypnięciu okiem. Odmówiłem wtedy wypłaty pieniędzy. Kobieta bezskutecznie spróbowała jeszcze raz… I wtedy człowiek w czarnej kurtce złapał ją za przegub. Zdecydowanym szarpnięciem wyrwał kartę. Podziwiałem kobietę za opanowanie gdy po jego ucieczce natychmiast zadzwoniła na infolinię banku. Podała wtedy numer karty oraz moją lokalizację. Byłem sławny!
Skoro jesteśmy przy temacie ludzi z marginesu społecznego, to muszę stwierdzić, że generalnie lumpy dzielą się na sympatycznych, pomysłowych oraz na kompletnie bez polotu. Tych pierwszych wyróżnia talent aktorski. Bo grunt to dobra nawijka. Przyznaję im osobistego Oskara za skuteczny bajer. „Zabrakło mi 5 złotych na bilet powrotny, zostałem okradziony…”. „ Muszę kupić wodę do popicia lekarstw”( ostatecznie półprawda to też rodzaj prawdy, chodzi wszak o wodę z procentami…). Ci z grupy drugiej wciskają ludziom, że choruje im dziecko, że zbierają na coś do jedzenia. Ich fioletowe, pijackie nosy wydłużają się od powtarzania tych kłamstw niczym w bajce o Pinokio. Czy uwierzycie, że częściej to kobiety dają lumpom parę groszy? Chociaż… gwoli ścisłości paru hojnych amantów w towarzystwie swoich dziewczyn, żeby zapunktować na pierwszej randce, też mi się zdarzyło spotkać…
Lubię oglądać zakochane pary.Mężczyźni fruwają wtedy radośni jak skowronki. Zamiast mózgu mają burzę endorfinową . I głupi wyraz twarzy. Czasem nie widzą, że dziewczyny ich po prostu wykorzystują finansowo i naciągają na różne głupoty. No, ale ja nie jestem od myślenia. Moja robota to wypłacać forsę. Dziewczyny pachną ładnie, szeleszczą modnymi spódnicami i podbiegają do mnie stukając cieniutkimi szpilkami o bruk. Ich perlisty śmiech powoduje bliżej nieokreślona tęsknotę. Ech, zamieniłbym się czasem z takim szczęściarzem! Objąłbym ją w talii cienkiej jak osa, pocałował w czerwone, pociągnięte szminką usta. W końcu… jestem przy kasie! Dziewczyny lubią takich! Ale pozostaje mi tylko westchnienie. I wspomnienie jej perfum. I ulotna świadomość, że nie będę świadkiem ich spełnienia.
Kiedyś wpadł do mnie wypachniony gość i w trakcie transakcji zadzwonił do żony z przeprosinami za spóźniony powrót z delegacji. -Musisz zrozumieć, kotku- kłamał jak z nut- że jestem zajęty klientami i nie wrócę do domu wcześniej niż jutrzejszym porannym pociągiem. Żałuję, że nie połknąłem mu karty. Bo zabrawszy pieniądze zatrzymał taksówkę a ze słodkiego sposobu, w jaki rozmawiał przez komórkę wniosłem, że to na pewno była kobieta, z którą zamierzał spędzić noc. Nawet nie miałem szansy sprawdzić, czy dokonał sensownego wyboru, ech. Szlag by to….
Czasem mam ochotę odwrócić się fasadą do ściany na widok pijaczka, polewającego ścianę cuchnącą cieczą.Przykro mi potem stać w fetorze. Ale czy ktoś mógłby przypuszczać, że bezduszną maszynę stać na uczucia: radości, smutku czy obrzydzenia? Nikt nie podejrzewa mnie o ludzkie odruchy. A jednak co nieco mi się dostało w spadku po konstruktorze. Był wrażliwy na piękno. To od niego wiem, że mój poprzednik, czek, praktycznie odszedł do lamusa. W takich Stanach Zjednoczonych lub w Wielkiej Brytanii nadal jednak zdarza się ludziom wypisywać czeki. Słyszałem, że czasami bez pokrycia.
Ostatnio strasznie mnie wymęczyła starsza pani. Zapomniała numeru pin i musiała sięgnąć do portfela po ściągę. Potem zresetowała transakcję i włożyła na nos okulary. – Wiesz, Jadziu- zagadnęła swoją równie wiekową towarzyszkę- Przez całe życie zawodowe wypłacano nam pensję w gotówce. Jurek, mój mąż, nauczył się jak korzystać z tych – tu wskazała na mnie- pseudo-udogodnień.- Ale ja się jakoś nie przekonałam. Dopiero po śmierci męża syn nauczył mnie obsługiwać bankomat. Koleżance pani nie udało się namówić mnie na wypłatę. - Chyba muszę tu wrócić z wnuczką na przeszkolenie-westchnęła moja pechowa klientka. I podreptały wolno w kierunku przystanku tramwajowego.
Nie lubię klientek, wstępujących do mnie przed zakupami w galeriach handlowych. Mają przewrócone w głowach i czasem wracają do mnie dwukrotnie. Po saldzie ich konta mogę się tylko domyślać, jak przepastne mają szafy. Tylko czy pomiędzy wizytami w galeriach mają w ogóle czas na oderwanie metek z ciuchów, które kupiły na ostatniej wyprzedaży? Przeczuwam, że zakupami kompensują sobie inne braki.
Ostatnio zmieniono mi fasadę na bardziej kolorową, przyciągającą wzrok. Nie mam jednak złudzeń. Coraz częściej ludzie płacą za usługi telefonami komórkowymi i kartami zbliżeniowymi. Dokonują przelewów bankowych przez telefon i pocztę elektroniczną. Nie wiem co prawda, na czym to dokładnie polega ale nasłuchałem się wystarczająco dużo od klientów. Zadowoleni, że mają wybór. Ze nie muszą gonić w poszukiwaniu wypłacalnego czyli naładowanego bankomatu. Że „onlajn” taniej bo niektóre bankomaty pobierają prowizje od wypłat. Jasne, że pobierają, w końcu pan Janek, który regularnie przyjeżdża by zmienić mi rolkę papieru i wypełnić pustą kasetkę banknotami, nie pracuje charytatywnie. Musi wyżywić rodzinę, zapłacić swoje własne rachunki. Na dodatek towarzyszy mu zawsze smutny pan w czarnym kombinezonie, z naładowaną bronią w dłoni. On też ma nadzieję otrzymać trzydziestego wypłatę. Mój czas powoli dobiega końca. Zanim mnie wywiozą do punktu skupu złomu, mam kilka marzeń.
Chciałbym wypłacić solidną kwotę pewnej samotnej matce sześciorga dzieci, która czasem przychodzi po 50 złotych. Bezskutecznie, bo na koncie zabrakło jej środków. Albo zdefraudować całą kwotę, jaką napełnił mnie dzisiaj pan Janek i wyjechać do ciepłego kraju. Tam, gdzie wypłacałbym banknoty w innym kolorze. Gdzie ulice pachną czystością a ludzie mają uśmiechnięte twarze i ładnie przypiłowane paznokcie. Ach, zniknąć z tego podziemnego przejścia i poczuć ciepło słońca. Uciec zanim nikt już nie zechce przystanąć by opowiedzieć mi jakąś historię ze swojego życia.




Komentarze
Pokaż komentarze (5)