O Katarzynie W., znanej w mediach jako „mamamadzi”, w ciągu 14 miesięcy od tragedii, do której doszło w Sosnowcu, do dnia dzisiejszego, kiedy to sąd pierwszej instancji ogłosił wyrok skazujący, napisano już chyba wszystko. Niewinne dziecko ofiarą animozji małżeńskich? Starannie wyreżyserowany medialny show? Narodziny nowej celebrytki?
Apogeum sprawy zdawało się być bliskie już wczorajszego popołudnia. Na antenie publicznego kanału informacyjnego TVP INFO byliśmy świadkiem bezprecedensowego w swojej wymowie „show”: mowy końcowej obrońcy oskarżonej Katarzyny W. Zaproszeni do studia TVP INFO specjaliści od prawa karnego nie mieli wątpliwości: to najdłuższe, najbardziej wnikliwe, bo „rozebrane na atomy” przemówienie obrońcy w rodzimej historii sądownictwa. W sukurs oratorowi przyszła najnowsza technika. Dla odparcia argumentów prokuratora, pan mecenas sięgnął bowiem po prezentację multimedialną. Jakże wymowne były znajdujące się na prezentowanych na telebimie kartach prezentacji „kropelki”. Zobaczywszy je miałam nieodparte wrażenie, że są to ślady łez.
Tych jednak nie dostrzegłam na twarzy oskarżonej, ubranej w skromną garsonkę i białą, niewinną bluzeczkę. Ze schludnie, gładko zaczesanymi włosami słuchała ze skupieniem i ze spuszczoną głową. Tylko Pan Bóg ma moc zajrzenia w głąb ludzkiego serca. Mogę się więc mylić. Ale serce podpowiadało mi, że twarz oskarżonej była wyprana z wszelkich emocji.
Obrońca oskarżonej, mistrz w swoim fachu, w starannie (pod względem koncepcyjnym) opracowanym expose drobiazgowo, pedantycznie i niezmordowanie przez całe wczorajsze popołudnie przekonywał Wysoki Sąd o zasadności uniewinnienia swojej klientki od przedstawionych jej zarzutów. Wiele elementów tego show, w którym w uproszczonej formie objaśniał zawiłości interpretacji niektórych przepisów wydawało się być wyraźnym ukłonem w kierunku publiczności. Mecenas w swojej mowie z precyzją skalpela obnażał luki w materiale dowodowym. W myśl polskiego prawa karnego, nie można skazać oskarżonego jeśli w materiale dowodowym istnieje choć jedna luka. Jednak ten ”gram domniemania niewinności” zdawał się tonąć w morzu zarzutów prokuratora. Pewne fakty - co usiłował udowodnić adwokat oskarżonej, zostały celowo dopasowane do wcześniej ustalonych tez. Tu posypały się przykłady. Zostaliśmy wtajemniczeni nie tylko we fragmenty nagrań rozmów telefonicznych służb ratunkowych po incydencie znalezienia Katarzyny W. na ulicy z pustym wózkiem ale i w listę przeglądanych na kilka dni przed feralną datą przez oskarżoną i jej męża stron w internecie. Zacytowano również niepochlebne opinie przyjaciół Katarzyny W., mające rzekomo świadczyć o manipulowaniu przy jej wizerunku w mediach.
Czemu miał służyć ten show?
Można by wysnuć teorię, oto błyskotliwemu adwokatowi kancelarii X nadarzyła się okazja życia: darmowej, wielogodzinnej reklamy swojej kancelarii w stacji telewizyjnej. Wysoka oglądalność zapewniona. Zero kosztów. Można by odnieść wrażenie, że Pan Mecenas bez oporów wsiadł do darmowego „pociągu expressowej kariery”. Ktoś dociekliwy mógłby spróbować dowiedzieć się, ile odwiedzin swojej strony w internecie zaliczyła po wczorajszej transmisji kancelaria adwokacka, w której pracuje wyżej wspomniany prawnik? Ile kosztowałaby trwająca non stop przez cztery godziny reklama kancelarii w ogólnopolskiej stacji telewizyjnej?
Czy częścią misternie opracowanego przez Katarzynę W. planu wykreowania się w mediach jest chęć… odsprzedania praw do sfilmowania bulwersujących (czy tylko nieszczęśliwych?) wydarzeń z jej biografii? Kto to wie? Co oznacza 25 lat pozbawienia wolności wobec odcinania kuponów od swojej popularności do końca życia po wyjściu z aresztu? Gra warta świeczki…?
Wyrzucić dar od Boga.
Co piąta para w Polsce boryka się z problemem bezpłodności. Wydaje ogromne sumy na diagnostykę by dać sobie szansę na spłodzenie potomstwa i bycie prawdziwą rodziną. Takie pary śledziły relację z przebiegu procesu Katarzyny W. i dotykała ich ona w sposób szczególny. Oto ktoś wzgardził Darem od Boga. Darem, którego oni sami nie doświadczyli pomimo modlitw i wylanych łez. Dramaty, zawiedzione nadzieje i łzy. Treść życia tak wielu młodych Polaków. Brakiem skruchy i graniem na uczuciach Katarzyna W. najmocniej zagrała na emocjach tych właśnie dotkniętych osobistą tragedią par. No bo jak to? Czy mieści się wam to, ludzie w głowie, by normalny rodzic w sytuacji, kiedy podejrzewa, że jego dziecku przydarzyło się coś groźnego, tragicznego, najspokojniej w świecie zafundował mu pośmiertny spacerek, pedantycznie zapakował do wózeczka niezbędny ekwipunek, zamiast wrzeszczeć: Pomocy! Ratunku! Niech ktoś sprowadzi lekarza! Taka reakcja byłaby normalna. Świadczyłaby o dojrzałości emocjonalnej. Czy normalny rodzic byłby w stanie, na spacerku ze swym martwym już dzieckiem, wykonać kilka rozmów przez telefon komórkowy, nie wzbudzając tonacją głosu żadnych podejrzeń najbliższych o zaistniałą tragedię?
Pani G., położna środowiskowa z 30-letnim doświadczeniem w pracy z noworodkami i ich rodzicami, również nie dowierzała, że takie zachowanie matki jak spacer po odkryciu, że dziecko nie żyje, mogłoby mieć coś wspólnego z szokiem. „Naturalną reakcją kochającej matki na widok krzywdy, dziejącej się jej maleństwu jest krzyk o pomoc! Ta kobieta może nie kochała swojego dziecka. Nie miłość a zazdrość zdawała się być dominującym odczuciem w jej życiu?”- skwitowała pani G., zagadnięta przeze mnie o osobistą opinię w tej sprawie.
Nie odbierając obrońcy Katarzyny W. należnego szacunku dla jego nietuzinkowego stylu, w jakim rozegrał ten „show”, przyjrzyjmy się bilansowi zysków i strat: Wyrok sądu pierwszej instancji: 25 lat za kratkami. To wystarczająco długo, by spisać swoją historię i zainspirować scenarzystów filmowych? Bajeczna kasa. Kino lubi podobne historie: (Przykładem musical „Chicago”). Dla obrońcy: same plusy. Zareklamował firmę? Umocnił swoją pozycję, zafundował nam pokaz oratorski godny dobrego amerykańskiego filmu? Show must go on….
Bezbronne dziecko nadaje tej historii szczególnie ponury posmak. W sytuacji wątpliwości, a takiej Sąd Drugiej Instancji po złożonej apelacji na pewno będzie miał wiele, jednym z cennych źródeł ze wskazówkami do oceny postępków w kategorii: moralne/niemoralne, przychodzi Katechizm Kościoła Katolickiego (wyd. Pallotinum, 1994) który w artykule V, poświęconym piątemu przykazaniu NIE ZABIJAJ , na stronach 513 -515, poucza: „ Nie wydasz wyroku śmierci na niewinnego i sprawiedliwego (Wj23,7). Zamierzone zabójstwo niewinnego człowieka pozostaje w poważnej sprzeczności z godnością osoby ludzkiej, ze ”złotą zasadą” i ze świętością Stwórcy. Prawo, które tego zakazuje, jest prawem powszechnie obowiązującym; obowiązuje wszystkich i każdego, zawsze i wszędzie. W kazaniu na Górze Pan przypomina: „Nie zabijaj (Mt5,21) i dodaje do niego zakaz gniewu, nienawiści czy odwetu”.(…)
Piąte przykazanie zakazuje pod grzechem ciężkim zabójstwa bezpośredniego i zamierzonego. Zabójca i ci, którzy dobrowolnie współdziałają w zabójstwie popełniają grzech, który woła o pomstę do nieba. „Dzieciobójstwo, bratobójstwo, zabójstwo rodziców i zabójstwo współmałżonka są szczególnie ciężkimi przestępstwami z powodu naruszenia więzi naturalnych. Względy eugeniczne lub higiena społeczna nie mogą usprawiedliwiać żadnego zabójstwa”(…)„Zabójstwo niezamierzone nie pociąga odpowiedzialności moralnej. Nie jest się jednak wolnym od poważnej winy, jeśli bez uzasadnionych powodów działało się w sposób, który spowodował śmierć, nawet bez intencji jej zadania”.
„Bóg powierzył ludziom wzniosłą posługę strzeżenia życia, którą człowiek powinien wypełniać w sposób GODNY siebie. Należy więc z największą troską OCHRANIAĆ życie od samego jego poczęcia”. Kolejny fragment katechizmu stanowi: „W chwili, gdy jakieś prawo pozytywnie pozbawia obrony pewną kategorię istot ludzkich, których ze swej natury powinno bronić, państwo przez to samo neguje równość wszystkich wobec prawa. Gdy państwo nie używa swej władzy w służbie praw każdego obywatela, a w szczególności tego, który jest najsłabszy, zagrożone są podstawy praworządności państwa”.
Nie znamy dalszych losów przygody Katarzyny W. z mediami. Wiemy jedno: za nic w świecie nie dalibyśmy jej do potrzymania na rękach naszych własnych pociech.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)