Piątkowy wieczór. Brzydsza połowa "gasi jakiś pilny pożar" w firmie i wróci jak wróci, nie wiadomo o której. Normalka, już tak bywa w firmie informatycznej: coś się "wybombiło" i trzeba ratować do skutku.
Dzwonię do Gosi:
- Wybierzesz się do kina na "Konesera"? - proponuję. Ostatnio całkiem dobrze bawiłyśmy się na początku filmu "Dziewczyna z lilią " a pod koniec projekcji zgodnie chlipałyśmy wspólnie do jednej chusteczki ze wzruszenia. Jest szansa, że się zgodzi ze względu na poprzedni udany wieczór, zakończony ogromnie kaloryczną kremówką. Jak sobie wspólnie zrobimy babską psychoterapię, od razu łatwiej żyć.Przez jakiś czas.
- Niestety, jestem kompletnie spłukana- oświadcza szczerze koloeżanka.
- Kupiliśmy dzieciom podręczniki szkolne, wyprawki, adidasy ale nieszczęścia chodzą parami i Mieciowi wyleciała wczoraj plomba z górnej dwójki . No, klops, po prostu. Poszło dwie i pół stówy, odłożone na czarną godzinę...
A muszę jeszcze popłacić rachunki za kablówkę i komórki. Normalnie, posucha...
Obdzwoniłam jeszcze Ulkę, Celkę i Basię. Ale w dzisiejszych czasach umówić się spontanicznie last minute to prawie niewykonalne. Generalnie dziewczyny narzekają na początku wrześńia na finanse. Po wczasach, remontach lub tuż przez terminem przeglądu samochodu lub zapłaty policy OC,AC i NW. Rozrywki płatne odpadają. Pozostają marszobiegi ale nie zebrało się kworum. Tu jakaś osiemnastka dziecka, tu zwyczajne domowe zaległości w praniu, prasowaniu. Proza życia.
- Wreszcie oddzwania Celka, specjalista stomatologii zachowawczej, najlepszy specjalista, jakiego znam (o czym już pisałam). Świeżo odseparowana od ślubnego na czas potrzebny obojgu do pozbierania się, mówi, że ma dobre wieści:
- Skończyłam dziś wcześniej borować, ostatnia pacjentka przełożyła wizytę. Mam ochotę obejrzeć "Konesera". Wybierzmy sie wspólnie - szczebioce podekscytowana. Jest życiową optymistką a piątkowy wieczór wydaje się ją utwierdzać w nastroju przychylnym wyjściu z domu. - Ja też mam fajne wieści. Wyszperałam zapomniane kupony pracownicze do kina!
W zaciszu multipleksu Celka opowiada o zaciskaniu pasa z powodu separacji. Ale ,jak każdy optymista, próbuje znależć dobre strony całej sytuacji: -Zaczęłam używać roweru zamiast samochodu, bo mąż odjechał do wynajętego mieszkania naszym autem. Spotykamy się regularnie na rolkach w parku by omówić problemy z dziećmi i podjąć wspólnie decyzje. Najbardziej jednak Celka zaskakuje mnie i imponuje mi wręczonym słoiczkiem domowego sosu do spaghetti. Mówi, że praca w kuchni po całym dniu w gabinecie relaksuje i sprawia mnóstwo frajdy. No, proszę, a ja wychowałam się w domu, w którym moja starsza siostra uparcie wyręczała się mamą oraz ciocią w tym względzie, twierdząc, że człowiek nie po to kończy studia, by potem lepić pierogi. Ale widac Celka zna swoją wartość i czynność gotowania zamiast ją upokarzać, ma działanie relaksujące.Rozmowa z koleżanką zainspirowała mnie do tego stopnia, iż dzisiejszego poranka wstałam rześka jak skowronek i udałam się na długi spacer z naszymi psami z zamiarem zebrania na łąkach ostatniego wysypu szczawiu na ZUPKĘ POSELSKĄ. Nadchodzi zima, warto zrobić zapasy . Zieleń szczawiu podziałała na mnie ożywczo, energetyzująco i optymistycznie. Nie jest jeszcze źle, skoro rząd szczawiu nie opodatkował i jest on powszechnie dostępnym narodowym dobrem spożywczym. cdn....poniżej w formie FOTOREPORTAŻU, do obejrzenia którego bardzo gorąco zapraszam!
Ze swieżo zebranego szczawiu spłukujemy poranną rosę i resztki snu by następnie....
posiekać go starannie, pomodliwszy się uprzednio o dobre zdrowie dla Posła Stefana, który mnie zainspirował ....
Do pokrojonego szczawiu należy dodać jedną marchewkę, jedną pietruszkę, pół cukinii pokrojonej w kostkę,podsmażyć na masełku po 20 minutach gotowaniandoprawić 1 żółtkiem rozkłóconym ze śmietaną 12% , ulubionymi przyprawami i, w zalezności od tego, ile dni zostało do wypłaty, możemy zaszaleć i dodać trochę szlachetnego, żołtego sera.... Ale niekoniecznie....
Po 5 minutach od podania po ZUPIE POSELSKIEJ nie ma już nawet śładu. Pyyyyycha! :)))).Ps. Pozostałe zapasy szczawiu KONIECZNIE umieszczamy w słoiczku, wekujemy i cieszymy się" PRZYSMAKIEM STEFANA "CALUTKĄ ZIMĘ. Już się zimy nie boimy, Panie Pośle! Ps. Czy podesłać jeden słoiczek do Warszawy?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)