Gdy przychodzę na cmentarz i otwieram jego cicho skrzypiącą bramę, przekraczam świat materialny i wkraczam w wir doznań pozaziemskich. Czuję we włosach muśnięcie wiatru, lekkiego jak dotyk matczynych dłoni, które grzebieniem bezskutecznie próbowały uładzić moje niepokorne włosy. Czuję ciepło słońca, które na chwilę wygląda zza październikowych, nadąsanych, szarych chmur. Przejechałam czterysta kilometrów by ci powiedzieć, że mi bez ciebie źle.
Tym ciepłem jest pamięć twojego uważnego spojrzenia. A chmurą – buńczuczny wzrok starszej siostry, która zawsze miała inne recepty na szczęście. Mniej infantylne, jak jej się zdawało, od Twoich.
Zapalam znicz, szepczę słowa modlitwy, rozcieram zgrabiałe z zimna dłonie. A pod piekącymi powiekami pojawia się wyraźny obraz tamtego majowego dnia, który był początkiem mojego nowego , naprawdę dorosłego życia. Bez ciebie.

Po nocnej burzy w powietrzu unosił się słodki smak bzów a skowronki darły się ile sił . Słońce bezczelnie przesączało wyrazisty blask przez kratkę z winoroślą. Nisko nad głową usłyszałam klekot. Bocian przyleciał równy miesiąc temu, tydzień przed świętym Wojciechem. Najpierw ON, rozejrzeć się i naprawić ewentualne pozimowe szkody. Potem niecierpliwie czekał na JEJ przylot równe 10 dni. Odliczaliśmy te dni zaniepokojeni , snując przypuszczalne wersje wydarzeń: Dlaczego jego partnerka spóźniała się ? Może zraniona w skrzydło w trakcie dalekiej podróży umierała gdzieś tęskniąc za nim? Albo trafiła do innego gniazda i zakochała się w nowym partnerze?
- To wykluczone, zaprotestował syn, przeglądając Wikipedię. Tutaj napisano , że bociany są wierne swemu partnerowi przez całe życie a w przypadku jego śmierci , nie łączą się już z innym ptakiem.
To raczej kwestia gniazda. Pamiętasz, w ubiegłym roku całe się chwiało bo drzewo jest już bardzo osłabione i spróchniałe i sąsiad wraz z ornitologami zastanawiali się jak je wyciąć , aby nie wygonić stąd bocianów,. Drzewo w każdej chwili mogło się zawalić na budynek mieszkalny.
Bocian zdecydował, że nie czeka dłużej.
Wzbił się wysoko ponad gniazdo, okrążył je kilkakrotnie, klekocząc głośno na pożegnanie i w tym momencie ciszę przerwał solidny huk walącego się drzewa. Gniazdo ważyło chyba z tonę, spadło i rozwaliło się na drobne kawałki . Ptak smętnie krążył wokół zgliszczy domu. Przez lata wiosną wracał tu z dalekiej podróży .Tu wykluwały się jego pisklęta. Tu uczył je fruwać i tu przytulał się do swojej rodzinki. Pióro przy piórze. W ciepłym puchu i akceptacji długonogie pisklęta obserwowały ich codzienne pracowite zmagania. By wszyscy byli syci i utuleni kokonem bezpieczeństwa. Czy bocianowi było smutno gdy jego dom przestał istnieć? Przypuszczam, że to wrażliwe stworzenie zdolne jest do instynktownych uczuć. To instynkt podpowiedział mu, ze należy oddalić się na bezpieczną odległość. Nie miał już domu. Pozostało mu tylko odlecieć.
Kilka dni temu sąsiad otrzymał upragnioną zgodę na wycinkę wiekowego drzewa ze względu na „bezpośrednie zagrożenie zawalenia się drzewa wraz z gniazdem na dom”. Nareszcie pozbędzie się kłopotliwych, skrzydlatych gości! Otrzymanie decyzji poprzedziła wizja lokalna ekologów, z jakiejś komisji ochrony środowiska, którzy kazali postawić słup z nowym gniazdem.. Człowiek zrealizował wszystkie zalecenia i ledwie przyłożył elektryczną pilarkę do pnia drzewa, te samoistnie zakończyło żywot.
Pewnie ptak poszuka innego domu, pomyślałam, patrząc na puste miejsce po drzewie i resztki gniazda, które nieprzypominany już żadnego schronienia. Nocna burza zrobiła swoje, osłabiła drzewo i teraz muszę się przyzwyczaić do nowego widoku w ogrodzie. Czy kiedykolwiek osiedli się tu nowa bociania rodzina?
Lubię sobie odpocząć od komórki. Potem odsłuchuje pocztę i oddzwaniam. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy czekam na ważną wiadomość lub jestem z kimś wcześniej umówiona.
Tyle bym dała, żeby nie trzeba było jej odbierać.
-Już jej nie ma- słyszę schrypnięty głos taty. Przed chwilą zmarła. Aparat dosłownie parzy mi ucho. Mam ochotę go wyrzucić.
Czy mogłabym poprosić o cofnięcie czasu? Jakie słowa byś wtedy ,mamo, usłyszała? Przepraszam za wszystkie sytuacje, w których tak bardzo broniłam swojej racji podczas gdy tak naprawdę, w perspektywie wieczności, ta zaciętość była po prostu szczeniacko naiwna.
Ale czasu nie da się cofnąć. Moje rodzinne gniazdo również nieodwołalnie rozpadło się . Budujemy mozolnie nowe. Inne. Bez Ciebie. Zamiast płakać, uciekam we wspomnienia. Słyszę turkot maszyny do szycia, czuję zapach drożdżowego ciasta. Widzę uśmiechnięte twarze, które mama życzliwie wita w progu domu. Czasem byłam zła o te tłumy gości. O dom, który zapraszał twoim uśmiechem, pachniał domową konfiturą, drożdżowymi rogalikami i herbatą.
A ten zapach i kremowy smak zupy ogórkowej ze śmietaną? Mniam…..
Wkładam przykrótka sukieneczkę do Pierwszej Komunii Świętej, wędrujemy przed obraz sanktuarium maryjnego w naszym niewielkim miasteczku. Wyściełany płatkami róż, nagietków, piwonii i nasturcji dywan wokół budynku kościoła i duża grupa dzieciaków w białych ubrankach. Dżwięk dzwoneczków, z zapałem potrząsanych przez chłopców na procesjach Bożego Ciała. Tutaj modliłyśmy się i latem i zimą, gdy na ulicę miasta wyjechały z wielkim łoskotem czołgi i pan generał w smutnych, za dużych okularach ogłosił w kraju wojnę. Widzę ,Mamo , Twoja twarz, pochylającą się nad kolejnymi wnukami w wózkach. Pocieszającą zapłakane koleżanki, które ciągle zaglądały do naszego domu. Widzę Cię z siatkami pełnymi zakupów by nie zabrakło niczego na codziennym stole….
Czy lżej się umiera w ładny, czysty, pachnący, majowy dzień? Na pewno umiera się lżej gdy dusza jest lekka i nie pamięta złego . Każdy ma przyszłość zapisaną w niebie i nie dodamy do tego planu żadnego dodatkowego oddechu ani łzy. Chcę ufać, że dla Pana Boga swój plan pobytu na ziemi wykonałaś, Mamo w 200 %.
Odeszłaś dyskretnie. To odejście było takie jak całe Twoje życie całe życie. Ciche. Każdego dnia rozdawałaś nam swoje serce po kawałeczku. Nie żądając żadnych dowodów wdzięczności. Bez kalkulowania, co będziesz z tego miała. Wychowałaś dwie córki, które dzieli przepaść wrażliwości, wieku, charakterów, poglądów, pomysłów na życie. Siostry w niczym niepodobne do siebie. Łączy nas jedynie podobny poziom wrażliwości w stosunku do naszych dzieci. I miękkie serce dla zwierząt. Chociaż ….tak, mam w stosunku do niej jeden dług wdzięczności. Gdy miałam pięć czy sześć lat, poszłyśmy razem w Wielką Sobotę poświęcić jedzenie w koszyczku . Spacerowałyśmy po krużgankach Bazyliki Mniejszej podziwiając stacje Drogi Krzyżowej. A ona opowiadała o tym bardzo sugestywnie. Myślę, że całkiem przypadkowo udało jej się rozkochać mnie w panu Bogu. Cała reszta między nami nie udała się. Niestety… Teraz wolę udawać przed sobą i światem, że jej po prostu nigdy nie było. I to jest jedyny nasz punkt wspólny obecnie. Przekonanie, że osobno będzie nam lepiej niż razem. To trudne ale możliwe do wykonania.
Zamiast płakać wchodzę do pokoju, gdzie stoi twoja maszyna do szycia. Widzę twoje plecy gdy pochylona precyzyjnie przykładasz palce do tkaniny i pozwalasz nitce tańczyć. Czasem odwracasz się z uśmiechem: Przymiarka! Nienawidziłam przymiarek, pamiętasz? Trzeba było stać bez ruchu i opanować łaskotki kredy krawieckiej, którą zaznaczałaś konieczne poprawki. Było też kilka złamanych igieł podczas nauki szycia. Pokręciłaś głową z uśmiechem: Maszyna lubi ludzi cierpliwych.T o chyba nie dla ciebie, córeczko…. Nigdy się z tą maszyną w końcu nie zaprzyjaźniłam.
Jej stukot kołysał mnie równym tempem w twoim brzuchu. Słyszę strzaski ze starego adaptera. Gra płyta, którą kupiłam na twoje 40 urodziny.
„Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień i nigdy już nie wróci, rób co chcesz!”-darłam się w niebogłosy, trzymając w dłoni drewnianą łyżkę do ucierania ciasta.!10 letnia artystka w niby-to w długiej, kwiecistej spódnicy a la Maryla Rodowicz. A naprawdę zastępowała ją twoja kwiecista chusta. Na nogach zbyt duże lakierki na obcasie. To był prywatny recital specjalnie dla Ciebie, Mamo…. Śmiałaś się, ocierając z policzków łzy wzruszenia…
O gasnącej nadziei i pragnieniu życia. O godzinach, odmierzanych kolejnymi dawkami kroplówek nie chcę wspominać. Ostatecznie ta samotna Golgota już za Tobą. Spisałaś się dzielnie! Wierzę, że tam, gdzie jesteś teraz nie ma powodów do zmartwień. Uporczywe milczenie , jakie zawisło między siostrą i mną po Twoim odejściu nie przerodzi się chyba już w nic budującego. Żadna z nas nie ma ani siły i ochoty by zaakceptować własną odmienność. Ciekawe, czy tam w niebie spotykacie się teraz i czy spoglądając na ziemię plotkujecie o naszych zmaganiach i walce z wiatrakami? O tym, że żyjemy tak jakby wszystko w gruncie rzeczy było w naszych rękach?
Uciekłam ze szpitala dwa tygodnie przed Twoim odejściem. To był kres wytrzymałości. Jak długo można czekać na wiadomość o śmierci matki? Od 4 miesięcy wiedzieliśmy, że jeśli nie nastąpi jakiś cud to już i tak nic nie pomoże. Wolałabym, by Bóg miał litość nad Twoim cierpieniem i przeciął Twoją nić życia zanim zdążysz przeczołgać się w cierpieniu przez kolejny tydzień, miesiąc…. Gdy pytałam, czy boli, nie odpowiadałaś ale twoje oczy dopowiadały całą niewypowiedzianą resztę. Widziałam, jak gasną i jak każdego dnia ubywa cię po trochu. Czy wybaczysz mi, że wróciłam do mojego domu aby zająć myśli innymi obowiązkami…. Aby zapamiętać cię taką, jaką byłaś za życia . Przed oczyma mam ciągle film z twojego odchodzenia. Ile nieprzytomnych westchnień, nagłych przebudzeń i ta intensywność twoich brązowych oczu, które patrzyły uważnie , jakby chciały zabrać mój obraz na drugą stronę.
Nie potrafiłam znaleźć sił, by wytłumaczyć siostrze, że nie takiego pożegnania od nas oczekujesz, że chciałabyś zobaczyć nas obok siebie w zgodzie. Pozorna Zgoda z nią oznaczałaby jednak Niezgodę z własnym sumieniem. Jeśli możesz, wybacz mi, Mamo, egoizm ale nie chcę już więcej żyć według jej scenariusza. Nie chcę by wmawiano mi, ze dobrze służy mi to, co tak naprawdę szkodzi, wprowadza zamęt, poczucie krzywdy i żalu. Będę więc udawać, że jej po prostu NIGDY NIE BYŁO. Wtedy zniknie żal, wtedy może uda mi się odbudować utracone poczucie własnej godności. Dziękuję Ci za przekazanie niezłomnej wiary w Pana Boga, za troskę by ziarno wiary, zasiane w sakramencie Chrztu świętego nie obumarło ale by wyznaczało ścieżkę wartości duchowych. Jedyne, co mogę zrobić dla siostry dobrego to trzymać się z dala od niej i polecać jej pokręcone życie Temu, który wszystko potrafi zmienić. Nasze stare gniazdo rodzinne to przeszłość. Nic się już nie da z tych kawałków sensownego posklejać. Budujemy z mozołem nowe. Trzeba żyć.
Tato ożenił się ponownie. Schował twoje zdjęcia na dno szuflady. Budzi się każdego ranka u boku nowej kobiety. Staram się cieszyć tym jego szczęściem. Tak naprawdę, ile mu go jeszcze zostało?
Po Twoim odejściu urwała się naturalna więź. Kontakty i rozmowy wyglądają inaczej.
W naszej rodzinie zabrakło katalizatora napięć i tłumacza języków. Marny ze mnie tłumacz z języka emocji na język miłości i zgody…. Nie chcę być nachalna bo siostra sobie tej zgody nie życzy. Muszę to uszanować. Tyle jej się ode mnie należy. Jej ostatnie słowa: „ Kontaktujemy się dopóki żyje mama. A potem nasze światy rozchodzą się” potraktowałam jako ostateczne zamknięcie pewnego rozdziału i głośne wyartykułowanie tego, co i tak od dawna czuło ale nie wypowiadało moje serce.
W ciężkich chwilach przypominałam sobie naszą wspólna modlitwę podczas spacerów po szpitalnych korytarzach…. Korytarze kliniki były nie mniej ponure od sal. Z toalet wydobywał się huk i pył. Nieznośne warunki dla pacjentów. Unia Europejska przydzieliła klinice fundusze na remont toalet. Nie zapomnę kolejki pod prysznic pacjentów z sal męskich i żeńskich. Ledwo siedzieli, uwolnieni na godzinę z kłujących szpon kroplówek, wpatrując się tępo w napis : Gastroskopia. Endoskopia. Oddział Nowotworów Układu Pokarmowego. Miałam ochotę zedrzeć tę tabliczkę. Co za jełop ja umieścił w najbardziej widocznym miejscu? Czy miała spełniać rolę terapeutyczna dla odchodzących z tego świata pacjentów?
Ale Twoje słowa modlitwy były, na przekór sytuacji, pełne nadziei i zaufania .I to wspomnienie dodaje mi sił i oczyszcza umysł.
„ Pan moim pasterzem. Niczego mi nie braknie. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach.(…)Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć. Choćbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę bo Ty jesteś ze mną”…. Szeptałyśmy spacerując zimnymi, ponurymi Przedsionkami Śmierci. Taka Golgota. Byłaś dzielna!
Wierzę, że wszyscy, których kochamy nie opuszczają nas nigdy w wymiarze duchowym. Wiem, że nadal opiekujesz się nami z góry i proszę, niech tak zostanie aż do naszego dnia…. ostatniego.
Minął rok od Twego odejścia . Potem drugi. Oswoiłam tę wiadomość. Przestałam już sięgać po słuchawkę telefonu by opowiedzieć ci, co się u nas nowego ostatnio wydarzyło. Rogaliki według twojego przepisu wypełniają dom namiastką bezpiecznego dzieciństwa. W tym roku po raz pierwszy przełamałam niechęć i zrobiłam przetwory na zimę. Byłabyś ze mnie dumna… w spiżarni zostały ostatnie dwa słoiki Twoich powideł i pomyślałam: dlaczego nie? Przy okazji złapałam się na tym że przyzwyczajenie naprawdę jest drugą naturą człowieka…. Po śmierci matki , ojca nagle stajemy się dorośli. Już nikt nie zapyta: czy pamiętałaś o włożeniu szalka? Zimno jest już, przecież powoli kończy się październik…
Byłaś, jesteś i będziesz. W dobrych gestach napotykanych na mej dalszej drodze życia ludzi, w ich bezinteresownej przyjaźni i okazywanej życzliwości…. W barwnym kobiercu liści na leśnym trakcie za domem, w płatkach róż w ogrodzie, w tęczy po wiosennej burzy, w iskrzącym się śniegu zimą, w cieple ognia na kominku, w uśmiechu i w słowie: dziękuję. W każdym doświadczeniu , które buduje moją dojrzałość, w moim synu, który staje się zatrważająco szybko dorosły i w swoich prawnukach, Wiktorii, Helence i Jasiu.
W znakach, dawanych mi na zakręcie życia przez dobrego Boga. W każdym dobrym postanowieniu, wyrzeczeniu, w chwilach radości i szczęścia, w chwilach dumy z dziecka, w pochmurnych zimowych porankach i w kubku ciepłej herbaty. W moim dojrzałym człowieczeństwie. Na fotografii, z której na mnie patrzysz co dzień. I we mnie samej. Bo przecież Twoja cząstka także jestem.
Do zobaczenia, Mamo, po drugiej stronie…. Kocham i tęsknię…. Pora wracać… do życia . Pa!


Komentarze
Pokaż komentarze (10)