Lunka1969 Lunka1969
622
BLOG

Pejzaż bez ciebie, mamo…

Lunka1969 Lunka1969 Rozmaitości Obserwuj notkę 10
Gdy przychodzę na cmentarz i otwieram jego cicho skrzypiącą bramę, przekraczam świat materialny  i wkraczam w wir  doznań pozaziemskich. Czuję we włosach muśnięcie wiatru,  lekkiego jak  dotyk matczynych dłoni, które grzebieniem bezskutecznie  próbowały uładzić moje niepokorne  włosy. Czuję ciepło słońca, które na chwilę wygląda zza październikowych, nadąsanych, szarych chmur. Przejechałam czterysta kilometrów by ci powiedzieć, że mi bez ciebie źle.
 
 
 
Tym ciepłem jest pamięć twojego uważnego spojrzenia. A chmurą – buńczuczny  wzrok starszej siostry, która zawsze miała inne recepty na szczęście. Mniej infantylne, jak jej się zdawało, od Twoich.
Zapalam znicz, szepczę słowa modlitwy, rozcieram zgrabiałe z zimna dłonie. A pod  piekącymi powiekami pojawia się wyraźny obraz tamtego majowego dnia, który był początkiem mojego nowego , naprawdę dorosłego życia. Bez ciebie.


 
 
 Po nocnej burzy w  powietrzu  unosił  się słodki smak bzów a skowronki darły się ile sił .  Słońce bezczelnie  przesączało   wyrazisty blask  przez kratkę z winoroślą. Nisko nad głową  usłyszałam klekot. Bocian przyleciał  równy miesiąc temu, tydzień przed świętym Wojciechem. Najpierw ON, rozejrzeć się i naprawić ewentualne pozimowe szkody. Potem niecierpliwie czekał na JEJ przylot równe 10 dni. Odliczaliśmy te dni zaniepokojeni , snując przypuszczalne wersje wydarzeń: Dlaczego jego partnerka spóźniała się  ? Może zraniona  w skrzydło w trakcie dalekiej podróży umierała gdzieś tęskniąc  za nim? Albo  trafiła do innego gniazda i zakochała się  w nowym partnerze?
- To wykluczone, zaprotestował syn, przeglądając Wikipedię. Tutaj napisano , że bociany są wierne swemu partnerowi przez całe życie a w przypadku  jego śmierci , nie łączą się już z innym ptakiem.
To raczej kwestia gniazda. Pamiętasz, w ubiegłym roku całe się chwiało bo drzewo jest już bardzo osłabione i spróchniałe i sąsiad wraz z ornitologami zastanawiali się jak je wyciąć ,   aby nie wygonić stąd bocianów,. Drzewo w każdej chwili mogło się zawalić na budynek mieszkalny.
Bocian zdecydował, że nie czeka dłużej.
Wzbił się  wysoko ponad gniazdo, okrążył je kilkakrotnie, klekocząc głośno na pożegnanie i w tym momencie ciszę przerwał solidny huk  walącego się drzewa. Gniazdo ważyło chyba z tonę, spadło  i rozwaliło się na drobne kawałki . Ptak smętnie  krążył wokół zgliszczy domu. Przez lata  wiosną wracał tu z dalekiej podróży .Tu wykluwały się jego pisklęta. Tu uczył je fruwać i tu przytulał się do swojej rodzinki. Pióro przy piórze. W ciepłym puchu i akceptacji  długonogie pisklęta obserwowały ich codzienne pracowite zmagania. By wszyscy byli syci i utuleni kokonem bezpieczeństwa. Czy bocianowi było smutno gdy jego dom przestał istnieć? Przypuszczam, że to wrażliwe stworzenie  zdolne jest do  instynktownych uczuć. To instynkt podpowiedział  mu, ze należy oddalić się na bezpieczną odległość. Nie miał już domu. Pozostało mu tylko odlecieć.
 
Kilka dni temu  sąsiad otrzymał upragnioną zgodę na wycinkę wiekowego drzewa ze względu na „bezpośrednie zagrożenie zawalenia się drzewa wraz z gniazdem na  dom”. Nareszcie pozbędzie się kłopotliwych, skrzydlatych gości! Otrzymanie decyzji poprzedziła wizja lokalna ekologów,  z jakiejś komisji ochrony środowiska, którzy kazali postawić słup z nowym gniazdem.. Człowiek zrealizował wszystkie zalecenia i ledwie przyłożył elektryczną pilarkę do pnia drzewa, te  samoistnie zakończyło żywot.
Pewnie ptak poszuka innego domu, pomyślałam, patrząc na puste miejsce po drzewie i resztki  gniazda, które nieprzypominany już żadnego schronienia. Nocna burza zrobiła swoje, osłabiła drzewo i teraz muszę się przyzwyczaić do nowego widoku w ogrodzie.  Czy kiedykolwiek osiedli się tu nowa bociania rodzina?
  Lubię sobie odpocząć od komórki. Potem odsłuchuje pocztę i oddzwaniam. Wyjątkiem jest sytuacja,  gdy  czekam na ważną wiadomość  lub jestem z kimś wcześniej  umówiona.
 Tyle bym dała, żeby  nie trzeba było jej odbierać.
-Już jej nie ma- słyszę schrypnięty głos taty. Przed chwilą zmarła. Aparat dosłownie parzy mi ucho. Mam ochotę go wyrzucić.
Czy mogłabym poprosić o cofnięcie czasu? Jakie słowa byś wtedy ,mamo, usłyszała? Przepraszam za wszystkie sytuacje, w których tak bardzo broniłam swojej racji podczas gdy  tak naprawdę, w perspektywie wieczności, ta zaciętość była po prostu szczeniacko naiwna.
Ale czasu nie da się cofnąć. Moje rodzinne gniazdo również nieodwołalnie rozpadło się .  Budujemy mozolnie nowe. Inne. Bez Ciebie. Zamiast płakać, uciekam we wspomnienia. Słyszę turkot maszyny do szycia, czuję zapach drożdżowego ciasta. Widzę uśmiechnięte twarze, które mama życzliwie  wita w progu domu. Czasem byłam  zła o te tłumy gości. O dom, który zapraszał twoim uśmiechem, pachniał domową konfiturą, drożdżowymi rogalikami i herbatą.
 A  ten zapach i  kremowy smak zupy ogórkowej ze śmietaną? Mniam…..
 Wkładam przykrótka sukieneczkę do Pierwszej Komunii Świętej, wędrujemy przed obraz  sanktuarium maryjnego w naszym niewielkim miasteczku. Wyściełany płatkami róż, nagietków, piwonii i nasturcji  dywan wokół budynku kościoła i duża grupa dzieciaków w białych ubrankach. Dżwięk dzwoneczków, z zapałem potrząsanych przez chłopców na procesjach Bożego Ciała.  Tutaj modliłyśmy się i latem i zimą, gdy na ulicę miasta wyjechały z wielkim łoskotem czołgi i pan generał w smutnych, za dużych  okularach ogłosił w kraju wojnę. Widzę ,Mamo , Twoja twarz, pochylającą się nad kolejnymi wnukami w wózkach. Pocieszającą zapłakane koleżanki, które ciągle zaglądały do naszego domu. Widzę Cię  z siatkami pełnymi zakupów by nie zabrakło niczego na codziennym stole….
Czy lżej się umiera w ładny, czysty, pachnący, majowy dzień?  Na pewno umiera się lżej gdy dusza jest lekka  i nie pamięta złego . Każdy ma  przyszłość zapisaną w niebie i nie dodamy do tego planu żadnego dodatkowego oddechu  ani łzy. Chcę ufać, że dla Pana Boga  swój  plan pobytu na ziemi wykonałaś, Mamo  w 200 %.
Odeszłaś  dyskretnie. To odejście było takie jak całe Twoje życie całe życie.  Ciche. Każdego dnia rozdawałaś nam swoje serce po kawałeczku. Nie żądając  żadnych dowodów wdzięczności. Bez kalkulowania, co będziesz  z tego miała. Wychowałaś  dwie córki, które dzieli przepaść wrażliwości, wieku, charakterów, poglądów, pomysłów na życie.  Siostry w niczym niepodobne do siebie. Łączy nas jedynie podobny poziom wrażliwości w stosunku do naszych dzieci. I miękkie serce  dla zwierząt. Chociaż ….tak, mam w stosunku do niej jeden dług wdzięczności. Gdy miałam pięć czy sześć lat, poszłyśmy razem  w Wielką Sobotę poświęcić jedzenie w koszyczku . Spacerowałyśmy po krużgankach Bazyliki Mniejszej  podziwiając stacje Drogi Krzyżowej.  A ona opowiadała o tym bardzo sugestywnie. Myślę, że całkiem przypadkowo udało jej się rozkochać mnie w panu Bogu. Cała reszta między nami nie udała się. Niestety… Teraz wolę udawać przed sobą i światem, że jej po prostu nigdy nie było. I to jest  jedyny nasz punkt wspólny obecnie. Przekonanie, że osobno będzie nam lepiej niż razem. To trudne  ale możliwe do wykonania.
 Zamiast płakać wchodzę do pokoju, gdzie stoi twoja maszyna do szycia. Widzę twoje plecy gdy pochylona  precyzyjnie przykładasz palce do tkaniny i pozwalasz nitce tańczyć. Czasem odwracasz się z uśmiechem: Przymiarka! Nienawidziłam przymiarek, pamiętasz? Trzeba było stać bez ruchu i opanować łaskotki kredy krawieckiej, którą zaznaczałaś konieczne poprawki. Było  też kilka złamanych igieł podczas nauki szycia. Pokręciłaś głową z uśmiechem: Maszyna lubi ludzi cierpliwych.T o chyba nie dla ciebie, córeczko…. Nigdy się z  tą maszyną w końcu  nie zaprzyjaźniłam.
Jej stukot kołysał mnie  równym tempem w twoim brzuchu. Słyszę strzaski ze starego adaptera. Gra płyta, którą kupiłam na twoje 40 urodziny.
 „Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień i nigdy już nie wróci, rób co chcesz!”-darłam się w niebogłosy, trzymając w dłoni drewnianą łyżkę do ucierania ciasta.!10 letnia artystka  w  niby-to  w długiej, kwiecistej spódnicy a la Maryla Rodowicz. A naprawdę zastępowała ją twoja kwiecista chusta.  Na nogach zbyt duże lakierki na obcasie. To był prywatny recital specjalnie dla Ciebie, Mamo…. Śmiałaś się, ocierając z policzków łzy wzruszenia…
 O gasnącej nadziei  i pragnieniu życia. O godzinach, odmierzanych kolejnymi dawkami kroplówek nie chcę wspominać. Ostatecznie ta samotna Golgota już za Tobą. Spisałaś się dzielnie! Wierzę, że tam, gdzie jesteś teraz nie ma powodów do zmartwień. Uporczywe milczenie , jakie zawisło między  siostrą i mną po Twoim odejściu  nie przerodzi się chyba już w nic budującego. Żadna z nas nie ma ani siły i ochoty by zaakceptować własną odmienność.  Ciekawe, czy tam w niebie  spotykacie się teraz i czy spoglądając na ziemię plotkujecie o naszych zmaganiach i walce z wiatrakami? O tym, że żyjemy tak jakby wszystko w gruncie rzeczy było w naszych rękach?
  Uciekłam ze szpitala dwa tygodnie przed Twoim odejściem. To był kres wytrzymałości. Jak długo można czekać na wiadomość o śmierci matki?  Od 4 miesięcy wiedzieliśmy, że jeśli nie nastąpi jakiś cud to już i tak nic nie pomoże. Wolałabym, by Bóg miał litość nad Twoim cierpieniem i przeciął Twoją nić życia zanim zdążysz przeczołgać się w cierpieniu przez kolejny tydzień, miesiąc….  Gdy pytałam, czy boli, nie odpowiadałaś ale twoje oczy  dopowiadały całą niewypowiedzianą resztę. Widziałam, jak gasną i jak każdego dnia ubywa cię po trochu. Czy wybaczysz mi, że wróciłam do mojego domu aby zająć myśli innymi obowiązkami…. Aby  zapamiętać cię taką, jaką byłaś za życia . Przed oczyma mam ciągle film z twojego odchodzenia.  Ile nieprzytomnych westchnień, nagłych przebudzeń i ta  intensywność twoich brązowych oczu, które patrzyły uważnie , jakby chciały zabrać mój obraz na drugą stronę.
 Nie potrafiłam znaleźć sił, by wytłumaczyć siostrze, że  nie takiego pożegnania od nas oczekujesz, że chciałabyś zobaczyć nas obok siebie w zgodzie.  Pozorna Zgoda  z nią oznaczałaby jednak Niezgodę z własnym sumieniem. Jeśli  możesz, wybacz mi, Mamo,  egoizm ale nie chcę już więcej żyć według jej scenariusza.  Nie chcę by wmawiano mi, ze dobrze służy mi to, co tak naprawdę  szkodzi, wprowadza zamęt, poczucie krzywdy i  żalu. Będę więc udawać, że jej po prostu NIGDY NIE BYŁO. Wtedy  zniknie żal, wtedy może uda mi się odbudować utracone poczucie własnej godności.  Dziękuję Ci za przekazanie niezłomnej wiary w Pana Boga, za  troskę by ziarno wiary, zasiane w sakramencie Chrztu świętego nie obumarło ale by  wyznaczało ścieżkę wartości duchowych. Jedyne, co mogę zrobić dla siostry dobrego to trzymać się z dala od niej i polecać jej pokręcone życie  Temu, który wszystko potrafi  zmienić. Nasze  stare gniazdo rodzinne  to przeszłość. Nic się już nie da z tych kawałków sensownego posklejać. Budujemy z mozołem nowe. Trzeba żyć.
Tato ożenił się ponownie. Schował twoje zdjęcia na dno szuflady.  Budzi się każdego ranka u boku nowej kobiety. Staram  się cieszyć tym jego szczęściem. Tak naprawdę, ile mu  go jeszcze zostało?
Po Twoim odejściu urwała się naturalna więź. Kontakty i rozmowy wyglądają inaczej.
 W naszej rodzinie zabrakło  katalizatora napięć  i tłumacza języków. Marny ze mnie tłumacz z języka emocji na język miłości i zgody…. Nie chcę być nachalna bo siostra sobie tej zgody nie życzy. Muszę to uszanować. Tyle jej się ode mnie należy. Jej ostatnie słowa:  „ Kontaktujemy się dopóki żyje mama. A potem nasze światy rozchodzą się” potraktowałam jako ostateczne zamknięcie pewnego rozdziału i głośne wyartykułowanie tego, co i tak od dawna czuło ale nie wypowiadało  moje serce.
 W ciężkich chwilach przypominałam  sobie naszą wspólna modlitwę  podczas spacerów po  szpitalnych korytarzach….  Korytarze  kliniki były  nie mniej ponure od sal. Z toalet wydobywał się huk i pył.  Nieznośne warunki dla pacjentów. Unia Europejska  przydzieliła klinice fundusze na remont toalet.  Nie zapomnę kolejki pod prysznic pacjentów z sal męskich i żeńskich. Ledwo   siedzieli, uwolnieni na godzinę z kłujących szpon  kroplówek, wpatrując się tępo w napis :  Gastroskopia. Endoskopia. Oddział Nowotworów Układu Pokarmowego.  Miałam ochotę zedrzeć tę tabliczkę. Co za jełop ja umieścił w najbardziej widocznym miejscu? Czy miała spełniać rolę terapeutyczna dla odchodzących z tego świata pacjentów?
 Ale Twoje słowa modlitwy były, na przekór  sytuacji, pełne nadziei i zaufania .I to wspomnienie  dodaje mi sił i oczyszcza umysł.
„ Pan moim pasterzem. Niczego mi nie braknie. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach.(…)Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad  wody, gdzie mogę odpocząć. Choćbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę bo Ty jesteś ze mną”…. Szeptałyśmy spacerując  zimnymi, ponurymi Przedsionkami Śmierci. Taka Golgota. Byłaś dzielna!
Wierzę, że wszyscy, których kochamy nie opuszczają nas nigdy w wymiarze duchowym. Wiem, że  nadal opiekujesz się nami z góry i  proszę, niech tak zostanie aż do naszego  dnia…. ostatniego.
Minął  rok od Twego odejścia . Potem drugi. Oswoiłam tę wiadomość. Przestałam już sięgać po słuchawkę telefonu by opowiedzieć ci, co się u nas  nowego ostatnio wydarzyło.  Rogaliki według twojego przepisu wypełniają dom namiastką  bezpiecznego dzieciństwa.  W tym roku po raz pierwszy przełamałam niechęć i zrobiłam przetwory na zimę. Byłabyś ze mnie dumna… w spiżarni zostały ostatnie dwa słoiki Twoich powideł  i pomyślałam: dlaczego nie? Przy okazji złapałam się na tym że przyzwyczajenie naprawdę jest drugą naturą człowieka…. Po śmierci matki , ojca nagle stajemy się dorośli. Już nikt nie zapyta: czy pamiętałaś o włożeniu szalka? Zimno jest już, przecież powoli  kończy się październik…
Byłaś, jesteś i będziesz. W dobrych gestach napotykanych na mej dalszej drodze życia ludzi, w ich bezinteresownej przyjaźni i  okazywanej  życzliwości…. W barwnym kobiercu liści na leśnym trakcie za domem,   w  płatkach róż w ogrodzie, w  tęczy po wiosennej burzy, w iskrzącym się śniegu zimą, w cieple ognia na kominku, w uśmiechu  i w słowie: dziękuję. W każdym doświadczeniu , które  buduje moją dojrzałość,  w  moim synu, który  staje się zatrważająco szybko  dorosły i  w  swoich prawnukach, Wiktorii, Helence i Jasiu.
W znakach, dawanych mi na zakręcie życia przez dobrego Boga. W każdym dobrym postanowieniu, wyrzeczeniu, w chwilach radości  i szczęścia, w chwilach dumy  z  dziecka, w pochmurnych zimowych porankach  i w kubku ciepłej herbaty. W moim dojrzałym człowieczeństwie. Na fotografii, z której na mnie patrzysz co dzień. I we mnie samej. Bo przecież Twoja cząstka także jestem.
 
Do zobaczenia, Mamo, po drugiej stronie…. Kocham i tęsknię…. Pora  wracać… do życia . Pa!
 
 
Lunka1969
O mnie Lunka1969

Bez Pana Boga, zielonej herbaty, książek, zwierząt przy boku, radia przy uchu,nie byłabym sobą. Wierzę w prawdziwą przyjażń i miłość. Cenię ludzi, mających dystans do własnych wad. Czasem troszkę nostalgicznie, czasem filozoficznie. Z sercem na dłoni. Nie znam się na polityce. Bliżej mi do psychologii i literatury.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Rozmaitości