Spacer dla psa to jak zajmująca lektura ksiąki dla bibliofila lub najlepszy kawałek gry on-line dla nałogowego internauty . Jak poranny papierosek dla uzależnionego od dymka i jak sprawdzanie wyników losowania Toto Lotka dla „łapaczy kumulacji”.
Spacerujący pies doświadcza tylu ekscytujących bodźców! To tak, jakby wszedł na portal „Pudelek”: Jeden „niuch” potężnego nosa i już wiadomo… Kto, z kim i w jakich okolicznościach? Czy niedawno przechodziła tędy „psia gwiazda” czy inny, intensywnie „wypachniony” osobnik? Pies, kierując się sobie tylko znanymi instynktami dodaje swój „ odcisk” w psiej "alei gwiazd”, unosząc lekko łapkę. I biegnie, „czytać nosem” kolejne ploteczki. Żadna smakowicie pachnąca miska nie jest w stanie zastąpić przyjemności. Wiesz coś o tym? Na pewno również jesteś właścicielem czworonoga!
Komórka pozostawiona w sypialni rozpoczyna energiczną wibrację w chwili gdy pośpiesznie przebieram się w ciuchy do treningu. Biegamy? Biegamy! Wszystkie dziewczyny z naszej nieformalnej grupy towarzyskiej potwierdzają chęć pozbycia się dzisiejszego wieczora kilkudziesięciu kalorii.
To już 6 miesiąc wspólnych marszobiegów z kijkami. Lubimy nasze spotkania, ploteczki, nowinki i wzrastającą formę! A jak znakomicie śpimy po każdym treningu! To lepsze od garści medykamentów na stres, polecanych w reklamach.
Od pewnego czasu towarzyszy nam również moja labradorka Biszkopt w zastępstwie Toffika- emeryta. Bo główny przewodnik biegania, ze stażem 4 lat i 5 miesięcy, Toffik, kundelek pani Grazynki, w przeliczeniu na wiek ludzki ma już 106 lat. Od dwóch miesięcy żegna bezradnie swoją właścicielkę łagodnym merdaniem ogona. Tak, jakby usprawiedliwiał się przed nią:
-Kochana, biegaj, biegaj! Świetnie ci to robi na sylwetkę i na nastrój. Poszedłbym ale już nie nadążam za wami. Łapię zadyszkę. Poza tym niedowidzę. A jak was zgubię, to nos już mnie zawodzi, by was odnaleźć! Ale ty idź! Poczekam na ciebie przy bramie! - zdaje się mówić jego przygaszony wzrok.
Wyraźny niepokój wieczorny mojej wszędobylskiej suczki zaczyna się już około 19.30. Podbiega do drzwi i nasłuchuje odgłosów zbliżającej się do bramy grupy pań. Charakterystyczne stukanie kijkami o szutrową nawierzchnię i wybuchy śmiechu, towarzyszące opowiadanym historyjkom powodują intensyfikację piszczenia.
„Labcia” czasem wącha także i delikatnie liże moje, stojące w kącie przedpokoju kijki.Jeśli tego wieczoru nie wybieram się na trening, wzrok psa wyraża wyrzut i rozczarowanie. Sunia pokonuje kilkanaście rund pomiędzy przedpokojem a salonem, popiskuje, zagląda mi w oczy i jest wyraźnie podekscytowana. – Idziemy?- błaga mnie wzrokiem.
Podczas biegania wymieniamy się refleksjami, normalnymi dla każdego posiadacza psa.
Zaczyna się od krytycznego głosu w sprawie legowisk. Pies jednej z pań pogryzł w akcie desperacji swoje legowisko. Zostały z niego strzępy gąbki i tkaniny wierzchniej.
-To kara za nasz wyjazd i jego samotność przez 10 godzin – opowiada pani J. – Na nowe legowisko przyjdzie nam znowu wydać ponad 150 złotych, w Internecie najtańsze można kupić poniżej 100 złotych – dzieli się wiadomością któraś z maszerujących kobiet.
- A ja postanowiłam przechytrzyć producentów psich legowisk i kupiłam na przecenie w sieciówce miękką poduszkę pod leżak ogrodowy. Jest solidnie uszyta, mogę ją wyprać w pralce i na przecenie kosztowała tylko 50 złotych!- dodaje kolejna z pań. Sprawdza się idealnie. Mój pies bardzo ją polubił!
- Szampony, witaminki i karma kosztują majątek- stwierdzają panie zgodnym chórem.
Ktoś zauważa, że wiele szamponów podrażnia psią sierść więc najlepiej sprawdza się zwykłe, szare mydło. Słyszymy jeszcze głosy krytyki na temat pazerności niektórych gabinetów weterynaryjnych , które sprzedają preparaty z wyższej półki z glukozaminą dokładając do nich 100% marży. No ale duży pies w pewnym wieku zaczyna mieć problemy ze wstaniem po dłuższym leżeniu. A po intensywniejszym wysiłku zaczyna kuleć. Ktoś doradza wprowadzenie do psiej diety łyżeczki oliwy z oliwek dwa razy w tygodniu.
Pani Grażynka milczy. Nie jest dziś sobą. Widać ma dziś kiepski dzień. Zauważamy to i delikatnie podpytujemy:
-Czy stało się coś, kochana?
-Jeszcze nic. Ale liczymy już ostatnie dni naszego Toffika. Toffik. Rzeczywiście, patrzył dziś na nas dość osowiale i chyba jakoś ostatnio trochę się… skurczył?
-Dzieci i mąż już dwukrotnie wzywali weterynarza by go uśpił. A ja po awanturze z nimi oddzwaniałam do lecznicy, że jeszcze nie… .że dziękujemy!
-Ja… wiem, że to już chyba jego ostatnie dni ale ciągle mam nadzieję, że się jeszcze pozbiera.
Tak, mam sentyment! Tyle zdjęć w albumie jak pilnował śpiące w łóżeczku dzieci. Tyle lat pod wspólnym dachem! To nasz domownik, nie mogę mu powiedzieć :słuchaj, jesteś już zużyty i kulawy, uśpimy cię a na twoje miejsce kupimy ślicznego, energicznego szczeniaczka- pani Grażynka zaciska usta.
-Dzieci się na mnie dąsają a ja im odpowiadam:- Pozwólmy mu odejść wtedy, gdy on sam będzie już na to gotowy! Co za świat. Młodzi chcą mieć od ręki odpowiedź na wszystkie pytania. I od ręki rozwiązywać wszelkie problemy. Czy mnie też uśpicie jak zniedołężnieję?- dodaje Grażynka z goryczą.Wespół –zespół udaje nam się rozruszać Grażynkę i zmienić temat. Każda z nas rzuca propozycję i wkrótce udaje się przywrócić dobry nastrój w grupie.
Idzie jesień. W kraju tyle przepełnionych schronisk. Jeśli zastanawiasz się nad kupnem psa, pomyśl tylko o tym, czy dysponujesz CZASEM. Oraz metrażem dla okazałego osobnika. Najlepsza rasa ma na imię WIERNOŚĆ. I czeka na ciebie w tak wielu miejscach w kraju.
Trzy lata temu , gdy niespodziewanie odeszła od nas po krótkiej chorobie nasza Bernardynka, postanowiliśmy wziąć do towarzystwa labradorce sunię ze schroniska. Nie żałujemy tej decyzji. Choć proces jej aklimatyzacji w nowym domu nie był łatwy . Dziś wiemy, że tak naprawdę psu do szczęścia potrzeba niewiele: akceptacji, przytulenia, poczucia bezpieczeństwa i miski karmy. Czyli niczego, co nie byłoby w zasięgu naszych możliwości.
Ps. A co ma piernik do wiatraka czyli szczekanie w tytule? Zgoda. Intensywne, długotrwałe szczekanie jest irytujące dla otoczenia ale nie świadczy źle o samym czworonogu, który woła w ten sposób o chwilę uwagi. Świadczy raczej o jego właścicielu, który ma dla swojego zwierzaka dokładnie 5 minut dziennie. Tyle, ile zajmuje sprawdzenie czy umocowanie łańcucha jest bez zarzutu i by wrzucić do miski trochę strawy. Człowieku, bądź dobrym człowiekiem!

źródło zdjęcia: Megamoty.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (4)