Komórka, zwana inaczej smyczą to dla wielu z nas podstawowe narzędzie pracy. Zegarek . Gazeta. Namiar, pod którym sklepy, salony, wydawnictwa i przychodnie dręczą nas promocjami . Komórka to również skrzynka pocztowa, na którą operator wysyła faktury VAT. To budzik, kalendarz, aparat fotograficzny, salon towarzyski, prywatny hot spot oraz notesik. Czasem - obiekt zgryzoty. Czy może nas jeszcze zaskoczyć innymi funkcjami? Może!
Komórka, zwana przez anglojęzycznne nacje „cell phone”, to miejsce intymnych notatek czasami - substytut butelki z wysokoprocentowym trunkiem lub tradycyjnego dymka. Albo zamiennik… małej czarnej. Znam parę osób, którym po przeczytaniu porannego esemesa od szefa zawsze skacze ciśnienie. I to dużo skuteczniej niż po dwóch filiżankach kawy. Uważacie, że przesadzam? A zauważyliście, ile paniki , frustracji i złości wywołuje w nas moment uświadomienia sobie, że zapomnieliśmy dziś komórki? Jeśli macie szczęście i żyje jeszcze Wasza babcia, na pewno będzie miała problem ze zrozumieniem powodu frustracji : brak telefonu? Ależ bez nich też drzewiej fajnie bywało! Na przykład spontaniczne wizyty, częstsze międzyludzkie kontakty twarzą w twarz… Listy zamiast esemesów. Czasem bywa, że odruchowo całujemy ekran naszych komórek ( widziałam na własne oczy! ), gdy ktoś przekaże nam za jej pośrednictwem dobre wieści. Ale , jak każdy kij, który ma dwa końce, ten mechanizm działa i w odwrotnym kierunku. Znam ludzi, którzy z pełną świadomością wyłączają nieodłączny instrument wyścigu „korporacjuszy” i celebrują weekend. Życie jest zdumieniem. Bo stale trzyma dla nas w zanadrzu jakieś niespodzianki. Dzisiaj moja komórka zaistniała dla mnie w całkowicie zdumiewającej, nowej roli…
Komórka w roli …pośrednika
„Biszkopt- kończy się ważność Twojego szczepienia przeciwko wściekliźnie! Jesteś proszona o przypomnienie swoim właścicielom, że powinni pilnie zgłosić się do przychodni, w której ostatnio dokonali tegoż szczepienia”. Tu odczytałam adres i numer telefonu zaprzyjaźnionej pani doktor Basi.
Wpakowałam więc do samochodu psa, jej książeczkę zdrowia oraz listę sprawunków do załatwienia w mieście. Jestem staroświecka i wciąż, ignorując możliwości mojej komórki, lubię zapisać wszystko tradycyjnie, piórem na papierze….
Na czele listy widniał zatem napis: kran do wanny-pilne!
Dalej: pułapka na myszy i reszta „jadalnych drobiazgów”, takich jak warzywa,, owoce i zgrzewka wody mineralnej ( resztę zakupów wzięli na swe barki szlachetni domownicy płci brzydkiej).
W przychodni weterynaryjnej witam doktor Basię informacją o niezwykłym, bo pierwszym w moim doświadczeniu abonenckim esemesie , którego otrzymała moja sunia. Okazuje się, że gabinet weterynaryjny współpracuje z ogólnopolską bazą danych o psach, „Dogid” http://pl.dogid.eu/
Po iniekcji szczepionki dane psa wędrują pod powyższy adres, który służy identyfikacji znalezionych psów, identyfikacji danych teleadresowych właściciela oraz lecznicy, pod opieką której pozostaje nasze zwierzę .
Nie wiedziałam jednak, że dodatkową usługą powyższego portalu jest przypominanie właścicielom o powinności dopełnienia obowiązku szczepień.
Uspokojona wizją psa, który nie utoczy już z pyska wściekłej śliny, lokalizuję z pomocą komórki najbliższą hurtownię artykułów wyposażenia łazienek. Po ostatniej kąpieli syn wrócił do kuchni z urwana rączką od baterii w dłoni a mąż po obejrzeniu straty zawyrokował: - No to zepsuła się na amen. Kupmy nową.
Hurtownia ulokowana jest w niedogodnym dojazdowo miejscu. Decyduję się pozostawić auto na parkingu ( pies zasnął) i poszukać adresu na własnych nogach.
Ospały pracownik wita mnie, zerkając na zegarek. Czynne tylko do 16!- uprzedza.
Wybrałam baterię. 370 złotych. Nie tania. Ale wygląda solidnie. Może posłuży kolejne 10 lat bez awarii, jak poprzednia? I już uśmiecham się myślami do wanny pełnej piany gdy ….
- W naszej hurtowni płacimy tylko gotówką…- słyszę głos po drugiej stronie lady. A to dopiero! Frontem do klienta. Zastanawiam się, kto dziś przychodzi na zakupy do hurtowni wyposażenia łazienek z gotówką. A ta hurtownia mieści się w Krakowie a nie, z przeproszeniem, w Mordarce koło Nowego Sącza.
Dziękuję Bogu, że moja komórka znajduje się pod ręką.
„Zlokalizuj najbliższy bankomat….”… Wpisuję do komórki adres hurtowni. I rzednie mi mina: 3 kilometry. Piątkowe popołudnie. Godziny szczytu. Nie uśmiecha mi się jednak dzisiaj wieczorna kąpiel w misce. Obiecuję powrócić tu za kwadrans a sprzedawca z rezygnacją zgadza się zostać PRZEZE MNIE o kwadrans dłużej w pracy. Do bankomatu stoi jednak kolejka czterech osób.
Trzy pierwsze z nich wypłacają pieniądze a gdy nadchodzi moja kolej, widzę napis : „Przepraszamy, chwilowo nieczynne.” Wanna pełna piany odpływa w sina dal. -Dziś będzie chyba Dzień Brudasa- myślę z rezygnacją.
Zdesperowana podjeżdżam do kolejnego punktu, oddalonego, na szczęście, tylko o 500 metrów.
Gdy po kwadransie pracownik hurtowni pakuje moją baterię, słyszę jeszcze: „Zwrotów towarów nie przyjmujemy, proszę pani”.
Myśleć pozytywnie. Porządna bateria. Dlaczego ma nie działać?
Byłam jednak w błędzie. To nie był jeszcze koniec niespodzianek na dziś. Pod naszym domem zobaczyłam kominiarzy, wsiadających do samochodu po zakończonym przeglądzie przewodów kominowych. Z roztargnienia nie chwytam się nawet- jak nakazuje śmieszny przesąd, za guzik.
-Czy wszystko w porządku?- pytam mężczyznę w czarnym uniformie.
- No, jak my już wydłubali ze środka komina tego martwego gołębia to od razu jest lepszy cug- wypalił pomocnik.
-Ale uwędzony to on był porządnie-dodał jego kolega.
Prawdopodobnie gołąb przyfrunął do nas od pana Mariana, emeryta z sąsiedztwa, znanego wielbiciela i hodowcy gołębi. To dlatego od kilku dni nie dało się rozpalić w kominku.
Może nowoczesne komórki powinny posiadać detektory gołębi i innych ptaków-myślę z żalem, bo przykro mi z powodu śmierci ptaka.
Cóż za „udany”wieczór. Z nowo zamontowanego kranu leje się woda na piątkową kąpiel z pianką. Komin przeczyszczony, pies zaszczepiony. Pułapka na mysz? Nooo.... Nie mam serca! Kupiłam wprawdzie pułapkę bo ostatnio coś skrobie w spiżarni, sąsiadującej z garażem. Chyba jakiś gryzoń( mysz?) schronił się przed listopadowym zimnem i podjada zapasy makaronu. Tak, słyszę to wyraźnie. Problemy chodzą parami….. Koniec polowania na dzisiaj. O pułapce pomyślę jutro po śniadaniu….


Komentarze
Pokaż komentarze (8)