Lunka1969 Lunka1969
420
BLOG

Nowe funkcje telefonów?

Lunka1969 Lunka1969 Rozmaitości Obserwuj notkę 8

Komórka, zwana inaczej smyczą to dla wielu z nas podstawowe  narzędzie pracy. Zegarek . Gazeta. Namiar, pod którym  sklepy, salony, wydawnictwa i przychodnie dręczą nas promocjami . Komórka to również skrzynka pocztowa, na  którą operator wysyła   faktury VAT. To  budzik, kalendarz,  aparat fotograficzny, salon towarzyski, prywatny hot spot oraz  notesik. Czasem - obiekt zgryzoty. Czy może nas jeszcze zaskoczyć innymi funkcjami? Może!

Komórka, zwana przez  anglojęzycznne nacje  „cell phone”, to  miejsce intymnych notatek czasami - substytut butelki z wysokoprocentowym trunkiem lub  tradycyjnego  dymka. Albo zamiennik… małej czarnej. Znam parę osób,   którym po przeczytaniu   porannego esemesa od szefa  zawsze   skacze ciśnienie. I to dużo skuteczniej niż po dwóch filiżankach kawy. Uważacie, że przesadzam?  A zauważyliście, ile paniki , frustracji i złości wywołuje  w nas moment uświadomienia sobie, że zapomnieliśmy   dziś komórki? Jeśli macie szczęście i żyje jeszcze Wasza babcia, na pewno będzie miała problem ze  zrozumieniem  powodu frustracji : brak telefonu? Ależ bez nich  też  drzewiej fajnie bywało! Na przykład spontaniczne wizyty, częstsze  międzyludzkie kontakty twarzą w twarz…  Listy zamiast esemesów.  Czasem bywa, że odruchowo całujemy  ekran  naszych komórek ( widziałam na własne oczy! ), gdy ktoś przekaże nam za jej pośrednictwem dobre wieści. Ale , jak każdy kij, który ma dwa końce, ten mechanizm działa i w odwrotnym kierunku. Znam ludzi, którzy z pełną świadomością wyłączają  nieodłączny instrument wyścigu „korporacjuszy” i celebrują weekend. Życie jest zdumieniem. Bo stale trzyma dla nas w zanadrzu jakieś niespodzianki. Dzisiaj moja komórka  zaistniała dla mnie w całkowicie zdumiewającej,  nowej  roli…

Komórka w  roli …pośrednika

„Biszkopt- kończy się ważność Twojego szczepienia przeciwko wściekliźnie! Jesteś proszona o przypomnienie swoim właścicielom, że powinni pilnie  zgłosić się  do przychodni, w której ostatnio dokonali  tegoż szczepienia”.  Tu odczytałam adres i numer telefonu  zaprzyjaźnionej pani doktor Basi.

Wpakowałam więc do samochodu  psa, jej książeczkę zdrowia  oraz  listę sprawunków do załatwienia w mieście. Jestem staroświecka i wciąż, ignorując możliwości mojej komórki, lubię zapisać wszystko tradycyjnie, piórem na papierze….

Na czele listy widniał zatem napis: kran do wanny-pilne!

Dalej: pułapka na myszy i reszta  „jadalnych drobiazgów”, takich jak warzywa,, owoce i zgrzewka wody mineralnej  ( resztę zakupów wzięli na swe barki szlachetni domownicy płci brzydkiej).

W przychodni weterynaryjnej witam  doktor Basię informacją o niezwykłym, bo pierwszym w moim doświadczeniu abonenckim esemesie , którego otrzymała moja sunia. Okazuje się, że  gabinet weterynaryjny współpracuje z ogólnopolską bazą danych o psach, „Dogid” http://pl.dogid.eu/

Po  iniekcji szczepionki dane psa wędrują  pod powyższy adres, który służy identyfikacji znalezionych psów, identyfikacji danych teleadresowych właściciela oraz lecznicy, pod opieką której pozostaje   nasze zwierzę .

Nie wiedziałam jednak, że dodatkową usługą powyższego portalu jest przypominanie właścicielom o powinności dopełnienia obowiązku szczepień.

Uspokojona wizją psa, który nie utoczy już z pyska wściekłej śliny, lokalizuję z pomocą komórki najbliższą hurtownię artykułów wyposażenia łazienek. Po ostatniej kąpieli syn wrócił do kuchni z urwana rączką od baterii w dłoni a mąż po obejrzeniu straty zawyrokował: -  No to zepsuła się na amen. Kupmy nową.

Hurtownia ulokowana jest  w niedogodnym dojazdowo miejscu. Decyduję się pozostawić auto na parkingu ( pies zasnął) i poszukać adresu na własnych nogach.

Ospały pracownik wita mnie, zerkając na zegarek. Czynne tylko do 16!- uprzedza.

Wybrałam baterię. 370 złotych.  Nie tania. Ale wygląda solidnie. Może posłuży kolejne 10 lat bez awarii, jak poprzednia? I już uśmiecham się myślami do wanny pełnej piany gdy ….

- W naszej hurtowni płacimy tylko gotówką…- słyszę głos po drugiej stronie lady. A to dopiero! Frontem do klienta. Zastanawiam się, kto dziś przychodzi na zakupy  do hurtowni wyposażenia łazienek z gotówką. A ta hurtownia mieści się w Krakowie a nie, z przeproszeniem, w Mordarce koło Nowego Sącza.

Dziękuję Bogu, że moja komórka znajduje się pod ręką.

„Zlokalizuj najbliższy bankomat….”… Wpisuję do komórki  adres hurtowni. I rzednie mi mina: 3 kilometry. Piątkowe popołudnie. Godziny szczytu. Nie uśmiecha mi się jednak dzisiaj wieczorna  kąpiel  w misce. Obiecuję powrócić tu za kwadrans a  sprzedawca z rezygnacją zgadza się zostać PRZEZE MNIE o kwadrans dłużej w pracy. Do bankomatu stoi jednak kolejka czterech osób.

Trzy  pierwsze z nich wypłacają pieniądze a gdy nadchodzi moja kolej, widzę napis : „Przepraszamy, chwilowo nieczynne.” Wanna pełna piany odpływa w sina dal. -Dziś będzie chyba Dzień Brudasa- myślę z rezygnacją.

Zdesperowana podjeżdżam do kolejnego punktu, oddalonego, na szczęście, tylko o 500 metrów.

Gdy po kwadransie pracownik hurtowni pakuje moją baterię, słyszę jeszcze: „Zwrotów towarów nie przyjmujemy, proszę pani”.

Myśleć pozytywnie. Porządna bateria. Dlaczego ma nie działać?

Byłam jednak w błędzie. To nie był jeszcze koniec niespodzianek na dziś. Pod naszym domem zobaczyłam kominiarzy, wsiadających do samochodu po zakończonym przeglądzie przewodów kominowych. Z roztargnienia nie chwytam się nawet- jak nakazuje  śmieszny przesąd, za guzik.

-Czy wszystko w porządku?- pytam mężczyznę w czarnym uniformie.

- No, jak my już wydłubali ze środka komina tego martwego gołębia to od razu jest lepszy cug- wypalił pomocnik.

-Ale uwędzony to on był porządnie-dodał jego kolega.

Prawdopodobnie gołąb przyfrunął  do nas  od pana Mariana, emeryta z sąsiedztwa, znanego wielbiciela i hodowcy gołębi. To dlatego od kilku dni nie dało się rozpalić w kominku.

Może nowoczesne komórki powinny posiadać detektory gołębi  i innych ptaków-myślę  z żalem, bo przykro mi z powodu śmierci ptaka.

 Cóż za „udany”wieczór. Z nowo zamontowanego kranu leje się woda na piątkową kąpiel z pianką. Komin przeczyszczony, pies zaszczepiony. Pułapka na mysz? Nooo.... Nie mam serca! Kupiłam wprawdzie pułapkę  bo ostatnio coś skrobie w spiżarni, sąsiadującej z garażem.  Chyba jakiś gryzoń( mysz?) schronił się przed listopadowym zimnem i podjada  zapasy makaronu. Tak, słyszę to wyraźnie. Problemy chodzą parami….. Koniec polowania na dzisiaj. O pułapce pomyślę jutro po śniadaniu….

 

 

 

Lunka1969
O mnie Lunka1969

Bez Pana Boga, zielonej herbaty, książek, zwierząt przy boku, radia przy uchu,nie byłabym sobą. Wierzę w prawdziwą przyjażń i miłość. Cenię ludzi, mających dystans do własnych wad. Czasem troszkę nostalgicznie, czasem filozoficznie. Z sercem na dłoni. Nie znam się na polityce. Bliżej mi do psychologii i literatury.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Rozmaitości