Drogi Święty Mikołaju.
Dziś w nocy spadł pierwszy śnieg choć kalendarzowa zima przyjdzie dopiero za miesiąc. Mam nadzieję,że w związku z tym sanie będą miały dobry poślizg i zdążysz do wszystkich dzieci na czas.
Liczę, że nie zatrzyma cię ani grypa, ani korki na drodze. Ani inne Bardzo Ważne Sprawy. Zawsze, kiedy mama pochyla się nade mną i patrząc mi uważnie w oczy mówi: - Kuba, przepraszam, że nie mogę ci dziś poświęcićdużo czasu ale zrozum: Jestem sama i mam do załatwienia Strasznie Dużo Ważnych Spraw. Tymi sprawami dzielilibyśmy się WCZEŚNIEJ z tatą… Wtedy nie mam do niej żalu ale jest mi smutno, że brak możliwości by to zmienić.
Mikołaju, piszęten list w szkole podczas podwójnej lekcji języka polskiego. Pani powiedziała nam dziśz uroczystą miną, że do wszystkiego, co w życiu ważne, należy się przygotować dużo wcześniej i ułożyć staranny plan, żeby potem nic się nie pokićkało. A najlepiej jeszcze zrobić plan zapasowy. A to wymaga czasu i dokładnych przemyśleń.
Najpierw pani wychowawczyni przeczytała nam opowieść o Tobie. Nie jesteś postacią z bajki tylko prawdziwą istotą z krwi i kości. Dowiedziałem się dziś, że za życia lubiłeś robić niespodzianki ludziom w potrzebie. Po Twojejśmierci zaczęły się dziać prawdziwe cuda: wysłałeś z Nieba wielu pomocników o gołębim sercu i krzepkiej sile, by żadne dziecko nie zwątpiło w nieskończoną dobroć Bożą.
Kątem oka widzę, że Staś, Marysia i Tobiasz mają już przemyślane prośby do Ciebie. Staszek prosi o nowy rower górski i zdążył już nabazgrać swoim koślawym pismem jego nazwę a nawet nazwę sklepu, w którym go oglądał. Teraz, wysunąwszy lekko z przejęcia język, rysuje wymarzony model. Oczywiście, w kolorze czerwonym. Jego tata niedawno stracił pracę ale jakoś sobie radzi. Jest złotą rączką, maluje ludziom ściany w domach, rąbie drewno, naprawia pralki, lodówki a nawet piece gazowe. Staś to mówi, że jak ktoś ma łeb na karku, to nie zginie. Ale na rower taty nie stać bo ciepło w domu i zapłacone rachunki są ważniejsze od fanaberii. Muszę sprawdzić w słowniku co to jest fanaberia bo nie znam tego słowa ale myślę, że to musi być coś bardzo wymarzonego, chyba…
Marysia prosi o kolejną lalkę. No, tak. Dziewczyny zawsze muszą mieć coś lub kogoś do przytulania i beczą częściej od chłopców. „Bo taką właśnie nieprzewidywalną konstrukcją jest kobieta”- jak lubił mawiać mój tatuś. Nie, żeby Marysia była w jakiejś ogromnej potrzebie, naprawdę nie. Ale skarżyła się, że ostatnio cały świat zaczął się jej rodzicom kręcić wokół dopiero co urodzonego braciszka i nowego domu, do którego podobno wprowadzą się na Święta. Marysia płacze więc z żalu bo nikt nie ma czasu poczytać jej wieczorem bajki. Rodzice kąpią, karmią i głaszczą maleństwo a Marysia jest wkurzona, że już wyrosła ześpioszków, gaworzenia i chyba przestała być „cudowna”, bo nikt na nią ostatnio nie zwraca uwagi. Wciąż słyszy tylko: Marysiu, podaj pieluszkę, Marysiu, przynieś gruszkę do noska. Marysiu, idź odrabiać lekcje bo twój braciszek nie może zasnąć jak szczebioczesz…. Marysiu, duże dziewczynki nie płaczą. Marysia nie chce być jeszcze duża i chyba dlatego prosi Cię o tę lalkę. Bo dopóki jej potrzebujemy to znaczy, że jeszcze jesteśmy mali, prawda?
Nawet babcia i dziadzio Marysi mniej się nią zajmują. Pomagają tacie w wybieraniu kanapy do salonu i mebli do kuchni na wyprzedażach ekspozycji. Nie rozumiem, co to takiego ale wychodzi podobno taniej. A tata Staszka , złota rączka, maluje ich nowy dom. Będzie taniej o VAT bo on zawsze „maluje po 15”. Nic z tego nie rozumiem.Ale może Ty, Mikolaju, wiesz, dlaczego praca, wykonana wieczorem jest tańsza o VAT od tej, wykonanej rano?
No, dobra, teraz już o moich sprawach, bo jesteś bardzo zabiegany a i sterta listów od dzieci nawetświętemu zabiera trochę czasu.
Mikołaju, wprawdzie mój komputer zwolnił tempo reakcji bo ma już swoje lata a i rower pamięta poprzednie wybory. Jednak jakoś sobie poradzę. Na wiosnę tata dokupi mi nowe siodełko. Nakleję nową fajną naklejkę, którą kupiłem z kieszonkowego i rower będzie się jeszcze nadawał do użytku. Zresztą, może jeszcze w tym roku aż tak bardzo nie urosnę. Nie mam apetytu i babcia mówi,że będzie ze mnie chuchro. Mikołaju, ja chcę prosić o coś poważniejszego. O cud. Chociaż o cuda to należy raczej modlić się niż pisać listy. Ale wiem, że lepiej jest prosić nie tyle dla siebie ale przede wszystkim w imieniu kogoś nam bliskiego. I jesteś łaskawszy dla tych, którzy do prośby dokładają jakieś dobre postanowienie. Proszę Cię serdecznie o wstawiennictwo w wyproszeniu 2 prezentów, dwóch cudów: w rodzinie Henryki. I w mojej….
Henia,
z którą siedzę w ławce, rysuje teraz w liście do ciebiedwie obrączki ślubne i welon. I dwie białe suknie. Jedną dla siebie i jedną dla swojej mamy.
Na pierwszy rzut oka mógłbyś powiedzieć, co to, to nie! Kolejna nowa kiecka? Pewnie szafa już jej się nie zamyka od tego,co ma. Nowa sukienka to zbytek i próżność. Tyle dzieci marzy o zwyczajnym posiłku, o ciepłej kurtce i butach śniegowcach, zapinanych na rzepy! Ale suknia balowa? Co to, to nie!
A Ty jesteś świętym, który ma spełniać tylko dobrze uzasadnione prośby. Mikołaju, posłuchaj.
Te sukienki są dla Henryczki i jej mamy. Do ważnych wydarzeń w życiu należy się dobrze przygotować! A Henryce już od dawna śni się, że jej mama odważa się wziąć ślub z jej tatą.Że zostają prawdziwą rodziną. Że mama nosi wreszcie to samo nazwisko co ona, ich córeczka. Nazwisko oznacza wspólnotę. Deklarację, że chcemy nią być. Mimo wielu obaw, że nie podołamy, że będzie trudno, że może nadejdą kryzysy i coś nie do końca ułoży się jak w bajce… Ale Henia jest uparta. Nie rezygnuje z marzeń, że pewnego dnia jej kochana mama będzie gotowa zaryzykować i zrobić coś, z czym tak długo zwleka. „Mamo, naucz mnie być odważną i ufać ludziom, Zaufaj sama i przyjmij od taty pierścionek zaręczynowy! Chcę dorastać w prawdziwej rodzinie” – takie słowa napisała Henia pod rysunkiem z sukienkami i welonem. – Mamo, chcę być częścią rodziny a nie związku! Często prosisz mnie, bym ci coś obiecała. Bo jeśli coś komuś obiecasz, to wtedy łatwiej pracować nad słabościami. Henia to mądre dziecko- tak mówią o niej nauczyciele. Ale bardzo przygaszone i nieśmiałe. Marzy i układa sobie w głowie szczegóły tego święta: narodzin nowej rodziny. Ich rodziny.
Będzie piękny, letni dzień.
Zaprowadzi mamę do jej pokoju i powie: niespodzianka od Mikołaja! Teraz masz już wszystko, żeby zostać piękną panną młodą! Masz pierścionek i obrączki. Masz suknię i bukiet kwiatów, welon i małą druhnę. Mamusiu, zaproś mnie! Czy mogę zostać twoją druhną? Mamusiu, czy możemy dziś zostać prawdziwą rodziną? Czy już się nie boisz? Czy już ufasz tatusiowi? A Mama po raz pierwszy od wielu lat jest naprawdę szczęśliwa. Jak wygląda człowiek szczęśliwy? Szczęście widać nie tylko w jego oczach ale i w energii, którą emanuje. W pogodzie ducha, jaką wokół roztacza. A mama Henryki chyba nie może być teraz szczęśliwa, skoro całe dnie spędza na zakupach a gdy ona, Henia,odrabia lekcje, płacze do telefonu zza wpół uchylonych drzwi. I często wzdycha. Uśmiecha się tylko w tych krótkich momentach, kiedy coś nowego wspólnie przymierzają. Mruczy wtedy,że niezłe z nich laski i że wżyciu nie można mieć wszystkiego. Mają pięknie urządzony dom, pełen nowoczesnych mebli, kino domowe, mnóstwo płyt, filmów i gier. I zawsze świeże kwiaty w wazonie. A w łazienkach, wyłożonych strasznie drogim gresem piękne, puszyste ręczniki, dopasowane kolorami. I inne gustowne, drogie dodatki. O wszystko zadbała pani architekt wnętrz. Wszystko do wszystkiego musi pasować. Wszystko musi być przemyślane i w najlepszym guście. Nie liczą się koszty. Liczy się efekt. I opad szczęki znajomych, jak mówi Henia. Mnie tam nic nie opadło z wrażenia jak zwiedziłem ten dom. Był w nim zresztą podobny brak jak w moim: brak ciepła i prawdziwej rodziny. Heńka mówi, że jej rodzice nie wezmą nigdy ślubu. Bo żadne obietnice nie są im potrzebne do szczęścia. Zapytałem wtedy: a może poprosimy jakiegoś specjalistę od cudów? Mikołaju, proszę, wypełnij tę kolorową układankę ostatnim brakującym puzzlem. Pozwól rodzicom Heni nie tylko zdobywać i gromadzić. Ale i kochać tak mocno, by nie bali się ryzyka odtrącenia.
Tobiasz
prosi o nową komórkę. Trzymam za niego kciuki. To porządny chłop. Jest koleżeński i dzieli się ściągami i czasem daje gryza batonika bez proszenia.
Mikołaju,
Jeszcze tylko moja prośba.
Nie chcę spędzać weekendów na zmianęw domu mamy i taty. Nie dajęrady gdy jestem tak przestawiany z kąta w kąt. Nie potrafię rozdzielić serca na dwa domy. I w żadnym z nich nie czuję się szczęśliwy.Tata milknie gdy mówię mu o mamie. Mama płacze gdy wspominam o tacie. A przecież jestem cudownym połączeniem ich obojga. Jeśli nie kochają jużsiebie nawzajem, to znaczy, że mówiąc o miłości do mnie, okłamują mnie. Nawet nie wiesz, jak bardzo brak miłości odbiera motywację do życia i jak wysysa z człowieka energię. Trudno to opisać!
Pomyślałem, że może pogodzą się jak zobaczą, że jestem bardzo posłuszny? A wiesz, co oni mówiądo znajomych? : „ Kuba chyba jako pierwszy pogodził sięz sytuacją. Jest taki spokojny i ułożony”. Nie pogodziłem się z sytuacją! To tylko pozory!
Wymyśliłem więc,że nie warto dobrze sięuczyći nie warto byćgrzecznym. Bo i dla kogo?
Od jakiegoś czasu nie odrabiam zadań domowych bo ciągle zapominam na weekend zeszytu u taty lub mamy. Ciągle wyobrażam sobie, jakby to było gdyby tata tłumaczył mi w naszym dawnym, wspólnym domu matematykę a mama z uśmiechem doceniała: -Widzisz, jak dobrze wam poszło? Tata ma talent do tłumaczenia a ty jesteś naszym kochanym bystrzakiem! I potem jedlibyśmy razem spaghetti na obiad, tata jak zwykle by podjadał a mama żartobliwie dawałaby mu po łapkach.... jak kiedys.... Wyszlibyśmy do kina, pojechalibyśmy w odwiedziny do dziadków albo, w pierwszy biały dzień poszlibyśmy na sanki za nasz blok….
Na początku każdego roku szkolnego pani zawsze negocjuje i podpisuje z nami szkolny kodeks postępowania. Jeśli obrazimy czyjeś uczucia, musimy przyznać się do błędu i przeprosić. Często organizujemy też narady, podczas których omawiamy klasowe problemy i głosujemy, jak je najlepiej rozwiązać, żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony. Jeśli mamy zły dzień, przypinamy sobie przywieszkę ze słoneczkiem za chmurką. Mamy do tego prawo kilka razy w roku szkolnym. Wtedy taka osoba jest traktowana na specjalnych prawach: nikt jej nie dokucza. Czasem po prostu warto jej zejść z drogi by zapobiec awanturze. Mikołaju, proszę, ześlij moim rodzicom pomysły na wypracowanie takiego kodeksu postępowania rodzinnego. I daj im siłę do wzajemnego wybaczenia!
Moja babcia podczas rozmowy z dziadziem , ocierając oczy chusteczką mówiła, że kiedyś ludzierozwiązywali problemy a dziś rozwiązują małżeństwa. Dziś szkoda czasu na negocjacje i naprawy. A kiedyś oddawano źle działający sprzęt do serwisu. Może po powrocie z naprawy robot kuchenny czy odkurzacz nie był tak sprawny jak nowy ale służył przez wiele lat. Teraz pozbywamy się rupieci. Zastępujemy je nowocześniejszym sprzętem. A gdy raz czy drugi zawiedzie, tracimy do niego zaufanie i wymienimy na nowy. Mikołaju, nie mogę już patrzeć na łzy w mojej rodzinie i nie chcę, by babcia mówiła o mnie „ moje biedne dziecko”. Biedne dzieci to takie, które nie maja rodziców. Ja mam rodziców. Tylko mają przejściowe kłopoty z dogadaniem się.
Gdy w nocy budzę się w nowym domu taty, potykam się o różne sprzęty w drodze do łazienki. Drżę. Jest mi zimno i niedobrze,mimo,że grzejniki są ciepłe. To prawda, bawimy się z tatą nieźle. Jemu bardzo zależy, bym się od niego nie odwrócił i wymyśla naprawdę dużo atrakcji. Trudno tego nie doceniać. Ostatnio zapytał, jakie mam marzenia z okazji Mikołaja i co chciałbym dostać pod choinkę?
Na Św. Mikołaja chciałbym zobaczyć rodziców, wręczających sobie nawzajem prezenty i tatę, reperującego cieknący kran w łazience. I żeby potem dali sobie takiego „zakochanego buziaka”. A na Wigilię… Chciałbym, żeby po przełamaniu się opłatkiem tata nie włożył płaszcza, szala i by nie wyszedł spać do swojego nowego, pustego domu. Strasznie się boję, że na któreś kolejneświęta tata w ogóle zapomni o moim istnieniu i zamiast mnie i mamy będzie przytulał jakąś obcą panią i swoje nowe dzieci. I że co roku będę na zmianę uczestniczył w świętach w domu raz u mamy, raz u taty. Jak przechodni puchar prezesa. I że każą mi się uśmiechać do moich nowych braci i siostrzyczek . I że usłyszę, : -Kubusiu, nie dramatyzuj, takie jest życie. Proszę, oto twoje prezenty. Nie cieszysz się? „
Święty Mikołaju, na koniec moje postanowienie: oddaję ci moje wszystkie dotychczasowe i przyszłe prezenty w zamian za odzyskanie mamy, taty i mnie. Razem. Wiem, że dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych! Prosze cię o pilna interwencję!
Ps. Wydrukuję jeszcze dwie kopie tego listu. Oryginał zostawiam za oknem. Dwa dodatkowe egzemplarze pod poduszkami mamy i taty w ich oddzielnych sypialniach.
Twój Kuba
PS. Notka od autora:
Pierwotne imię jednej z bohaterek tej notki, zwanej obecnie Henryką, co, jak ufam, nie wzbudzi już żadnych dalszych protestów ze strony inwigilujących mnie czytelniczek,które rościły sobie prawo do skojarzenia z sytuacją rzeczywistą, zostało zmienione. Proszę o nie dopatrywanie się w powyższej historii wątków osobistych! Świat jest pełen dzieci, żyjących w niepełnych rodzinach a inspiracją do stworzenia notki był konkurs dla dzieci pt. "Listy do taty", szeroko komentowany pod koniec 2013 roku w publicznych mediach.Poni zej podaję link, pod którym Czytelnik znajdzie więcej informacji na temat konkursu dla dzieci, który stał się inspiracją do napisania powyższej notki:senat.gov.pl/aktualnosci/art,5952,zakonczenie-konkursu-list-do-taty.html


Komentarze
Pokaż komentarze (4)