Lunka1969 Lunka1969
1120
BLOG

Przygody słoika czyli joga w wielkim mieście

Lunka1969 Lunka1969 Rozmaitości Obserwuj notkę 9

 Ja- słoik….

 stoję sobie w wydzielonej dla ciebie części spiżarni   wynajętego  do spółki mieszkania w wielkim mieście. Moje wnętrze zawiera  matczyną i babciną troskę, miłość i  domową strawę. Obok tego dużego , o pojemności jednego litra, kilka ćwiartek i cztery malutkie, po majonezie kieleckim.
Wypełnione zapachem sadu , do którego jest tylko kilka kroków od domu. W słoneczne, jesienne popołudnie  wspólnie   wypełnialiście  wiele  koszy  dojrzałymi owocami . Rozmawialiście o wyjeździe do miasta na studia. O nowych perspektywach. O tęsknocie mówiły głównie one. I o syndromie pustego gniazda. No, tak. Zamartwianie się na zapas  to specjalność kobiet w twoim domu. Podobnie jak zapasy w słoikach. Zupełnie niepotrzebne. Jakby znowu groziła nam wojna i kartki na żywność. Po co taszczyć taki ciężki, dzwoniący  szklanymi wypukłościami plecak i zrywać sobie bark? Miejscy studenci chodzą do barów, trattorii lub ostatecznie na stołówkę studencką. No, proszę was, ja  musze się integrować z ludźmi. Taaak?
 
Matka z babcią pakowały  te słoiki, ku mojemu cichemu przyzwoleniu,   na wyścigi, do studenckiej torby i obiecywały, że jak będzie ci smakowało, to podczas następnej wizyty  w domu zrobią więcej sztuk. Poczęstuj, Kasiu, koleżanki. Pamiętaj, herbata z malinami odpędza przeziębienie. A tu masz, dziecinko, pstrąga w galarecie, w malutkich słoiczkach  smalec ze skwareczkami  z domowego świniobicia.  Plastikowe pudełka włóż od razu do zamrażarki. Masz w nich bigos, pierogi i filety z kurczaka. Nie panierowałam . Mniej kalorii. Tak, jak lubisz. Tak, tak, nie przepadasz może za smalcem ale weź, no, weź… Jak dodasz kwaszonego ogóreczka na świeży chlebek to będziesz miała apetizer  po wykładach, zanim podgrzejesz sobie obiad…
Jaka ta babcia niedzisiejsza, wzdychasz.  Jak im wyjadę w mieście  z tym smalcem, co oni o mnie pomyślą? – przelatuje ci przez głowę. A mimo to po chwili zastanowienia wypakowujesz wszystkie słoiki. Wspólna chata, wspólne rachunki to i wspólny prowiant.
 
W trzecim tygodniu pobytu poza domem, po pierwszym zachłyśnięciu się możliwościami spędzania wolnego czasu w sposób tak bardzo odmienny od danego  ci dotychczas w twoim poprzednim wcieleniu, wiejskiej dziewczyny z zapadłej prowincji, zaczynasz trochę tęsknić.
 
Ale nie zawsze odbierasz komórkę a na esemesy odpowiadasz  z jednodniową zwłoką.
To taka lekcja dla nich, że mają już dorosłe dziecko, żeby wyłączyli opcję nadopiekuńczości. Przecież świetnie dajesz radę. Ściągnęłaś już  na laptopa  najważniejsze  materiały z „Chomika”, masz kartę do bibliotek i wiesz już, jak korzystać z katalogów największych wypożyczalni w mieście.
Pstryknęłaś już I Phonem zdjęcie rozkładowi zajęć na uczelni i z niedowierzaniem kręcisz głową, że mama musiała kiedyś tracić czas na ręczne spisywanie grafika. I że uzupełniała go zawsze o nowe zmiany również odręcznie. Ach, co za głupie, zacofane, zgrzebne czasy  przedkomórkowe. Czasy eksplozji  czarno- białych odbitek xero. Czasy bez ogródków kawowych w rynku. No, tak, piło się wtedy „fu -siarę” Super Select  ze szklanki z tandetnym, posrebrzanym uchwytem. I pewnie nie zwracano uwagi na to, że podczas picia łyżeczka tkwiła w szklance.
Już pobieżny rzut oka na ładnie ubrane  dziewczyny i facetów  na ulicach  centrum wielkiego miasta weryfikują twoje samopoczucie w kwestii ciuchów. Upychasz po kątach  okazyjnie kupione w  prowincjonalnym ciucholandzie bluzeczki z tzw. dobra metką.
Co z tego, że  kiedyś ktoś kupił je w dobrej dzielnicy Londynu czy Mediolanu, skoro ty nie pamiętasz  ich pierwotnego zapachu. Skoro nie zdjęła ich na twoje życzenie z manekina ekspedientka w butiku z  markowym towarem. Nie przyznasz się, że plamy na bluzce jakimś cudem  sprałaś  a największą  zaletą bluzki , która swoje najlepsze lata miała na początku twojej nauki w liceum,  są jej ciekawe guziki . No i nieźle wygląda z twoim ulubionym wisiorkiem. Jednak po obejrzeniu  własnego  odbicia w kilku eleganckich witrynach, wrzucasz ja w kąt szafy. Tak wygląda i tak spaceruje Prowincja po ulicach wielkich metropolii naszego kraju. Jutro do kolekcji rzeczy wyrzuconych dołączy bezsensowna, brązowa sukienka a we czwartek- źle skrojone spodnie. Kompletnie nie pasują do twojej figury- jak orzekła  anielsko ubrana Dominika. Zjawiskowa cera. Super buty. Pewność spojrzenia. Sto procent asertywności. Dobry materiał na prawnika.
Któregoś popołudnia zabiera cię do modnego baru wegetariańskiego. Pożycza na tydzień  kasę na sałatki i zdrowe soki przecierowe.  Tu warto bywać. Tu podgrzewamy nastroje, opisując uczelnianą rzeczywistość. Tu nadajemy życiu rumieńców planując, czerpiąc wzajemne inspiracje i tu także świadomie, zdrowo, i świeżo  zasilamy nasze ciała w nową, niezbędna do życia energię, czerpaną ze świadomie przyrządzonego pokarmu.  Tu  nowoczesność pokonuje zmorę- Tradycję.Tu możemy spotkać  Irvin,  która  rozdaje ulotki informacyjne i kupony rabatowe z prezentem niespodzianką: darmowym wejściem na próbne zajęcia kursu jogi. Żyć świadomie. Stanąć na głowie bez lęku.  Mentalnie i fizycznie. Doznać przebudzenia. Pokonać ograniczenia. Medytować. Doświadczyć mocy. Odkryć, jakie kamienie, kolory i zwierzęta dominują w naszej aurze. Czy jesteśmy tygrysem, lwem a może małpą lub żmiją? Jakkolwiek  absurdalnie to brzmi, jesteś  przecież dorosła. Czas na  pożegnanie z prowincjonalnymi zabobonami. I czas na samodzielne decyzje. Nikt nie przeżyje twojego życia za ciebie. Nikt nie nauczy się życia lepiej niż popełniając błędy, eksperymentując. Po co powielać  znajome schematy? Z tchórzostwa? Nie, nie jesteś tchórzem! Jesteś nowoczesna!  Ahoj, przygodo! Żegnaj, prowincjo! Żegnaj, ciemnogrodzie. Żegnajcie, uprzedzenia! Żegnaj, szmateksie! Mam ambicje  pozostania tu. Tu jest moje miejsce na ziemi.
Wierzysz, że na drodze do  wydostania się  z Prowincjonalnej Doliny , pachnącej  kompleksami, smalcem i lumpeksem  ale i jakimś, tanim sentymentem,  stoi tylko twoja własna, ciągle zastraszana wyobraźnia,  w której czujesz na sobie potępiający wzrok babki i zrezygnowany, matki.
I gdy zaglądasz któregoś późnego wieczoru do  mieszkania i widzisz chłopaków, popijających wódeczkę, bez  żalu wykładasz na stół  swoje zapasy w słoikach. Odsuwasz je od siebie jak poparzona. Jak diabeł wodę święconą. Byle tylko nie wyjść na  sentymentalna idiotkę.
- Mam dla was prezent do wódeczki, smalec i ogórki. Pasuje jak znalazł. Bierzcie szybko bo się rozmyślę.
To ostatnie słoiki, jakie przywiozłam z domu. Nie będę więcej zrywała barku, ważą strasznie dużo.
Tyle, ile moje prowincjonalne kompleksy- przychodzi ci na myśl. Ale już nie wypowiadasz na glos tej myśli. Zbyt boli.
Jedyne nici porozumienia jakie cię łączą z kolegami z prowincjonalnego liceum na pierwszym roku, to wzajemne pożyczki kasy  i przywożenie pieniędzy od rodziców tym, którzy w danym tygodniu mieli „zbyt dużo nauki na kolokwium” by pojechać odwiedzić starych w rodzinne strony.
Wspólne esemesy lub  wiadomości na  portalach, typu : uruchomili nowy kurs busa  do nas w  piątki wieczorem… lub : Luśka, skontaktuj się z domem, umarła ci babcia. Tyle. Od drugiego roku większości ludziom rodzice doładowywali  już konta komórek  i środków na karcie debetowej  za pomocą stałego zlecenia w banku. Nie było sensu tak często jeździć. Niech im się zagoi syndrom pustego gniazda. Może sami odkryją nowe powołanie zamiast tak się nami zamartwiać.
 
Jesteś w połowie drogi: juz nie słoik i jeszcze nie człowiek sukcesu. Raczej, aspirująca do tego miana.
Jeździsz  na warsztaty twórczego rozwoju by porzucić dawne ograniczenia. Porzuciłaś  tych, co  ci prawili kazania, co jest grzechem i jak masz  żyć. Porzuciłaś  mentalnie tych, którzy  straszyli cię  piekłem i potępieniem.
Znasz  wpływ kolorów na poziom energii człowieka. Gdy budzisz  się rano, odprawiasz  szamański rytuał z zawieszeniem wzroku na Łapaczu Snu. Ściskasz  w dłoni  ulubiony amulet, który przynosi  szczęście.
Joga, możliwość  osiągnięcia stanu relaksu, spokoju i błogiej koncentracji to twój  klucz do sukcesu.
Nie wierzysz w żadne bajki typu uzdrowienia  dzięki interwencji świętych ale wierzysz  w uzdrawiającą moc gongu,  w uzdrawiającą moc  wypowiadania monotonnym głosem jednej frazy, która  ma zbliżać do jedności ze wszechświatem, makrokosmosem, własnym ego. Wierzysz  w pechowa trzynastkę, horoskopy, numerologię. Nie wierzysz  politykom, mamie i babci. Wierzysz  tylko własnej intuicji.
 
Myślisz, że  pokolenie, czerpiące inspiracje zewsząd jest szczęśliwsze niż  te  z dawnych lat?      Wzajemnie zantagonizowane  tytuły prasowe i stacje  radiowe  napędzane  żądzą zysku za wszelka cenę.  Pokolenie  mobilnych papkożerców. Podróżujemy, szacujemy, porównujemy. Jesteśmy elastyczni, otwarci, nowocześni.  Ale i podatni. Wiwat nowe.  Wiwat odważne. Wiwat  myśli z pazurem. Wilcze myśli lub diable myśli?  Zabobony , śluby, tkwienie w nieudanym związku bez miłości- do lamusa! Po co tracić czas na wspomnienia i refleksje? Idziemy na całość! Odkrywamy  nowe możliwości. Otwieramy się na nowe przygody i doświadczenia. Tęęęczowo nam i radośnie!
Zaraz, jak to leciało w tym infantylnym serialu, przy którym babcia tak często się wzruszała?
„ Życie, życie jest nowelą, której nigdy nie masz dosyć, wczoraj biały, biały welon, jutro białe, białe włosy”.
Babciu, co za bzdury. Dzisiaj białe włosy ma tylko  kobieta zapuszczona . Kobieta wyzwolona   i świadoma
dba o fryzurę i starzeje się dużo, dużo później niż w twoim wieku.
A  biały welon? No, kiciu, nie opuszczę cię, dopóki nie spłacimy kredytu, żeby nie komplikować. A potem to się zobaczy. Przecież kitu sobie wstawiać nie będziemy, halo!
Babciu…. I co tak patrzysz, na mnie  z wyrzutem  z tego zdjęcia? Pewnie nie bardzo podoba ci się to, co widzisz? Oj tam, oj tam! No, nie uprzedzaj, taaaaak?
Babciu, trudno nie wierzyć w nic…..
 
 
Lunka1969
O mnie Lunka1969

Bez Pana Boga, zielonej herbaty, książek, zwierząt przy boku, radia przy uchu,nie byłabym sobą. Wierzę w prawdziwą przyjażń i miłość. Cenię ludzi, mających dystans do własnych wad. Czasem troszkę nostalgicznie, czasem filozoficznie. Z sercem na dłoni. Nie znam się na polityce. Bliżej mi do psychologii i literatury.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Rozmaitości