Na ruchliwym skrzyżowaniu dużego miasta oślepia ją blask ksenonowych reflektorów. Sznur sunących w kolumnie samochodów zatrzymuje się na moment na czerwonym.To dobry moment, by zapukać w okno. Reagują różnie.Inaczej w poniedziałek, inaczej w piątek. Inaczej, gdy wokół ściana deszczu, inaczej w pogodny dzień.Tyle godzin. Tyle tysięcy rozdanych ulotek.Ech. Głupia robota. Jest na siebie zła. Serce płacze ale usta się uśmiechają. Ulotkowa robota.Ulotkowa dziewczyna. Rzeczywistość.Ulotne momenty ludzkiej pogardy,opryskliwości. Czasem uprzejmy gest pozwolenia i zdawkowy uśmiech.
Gdy światła zmieniają się na zielone, wskakuje zgrabnie na wysepkę i czeka na kolejne czerwone.
torbę z „prasą”umieściła tuż pod słupkiem znaku drogowego.Poznanemu na Andrzejkach chłopakowi wcisnęła kit, że studiuje dziennikarstwo.Na uszach nieodłączne słuchawki telefonu. Słucha ulubionej muzyki. Funkcjonuje wtedy jakby w dwóch rzeczywistościach jednocześnie. Jakiś automat wewnątrz niej sięga do pliku, wyciąga z uśmiechem rękę w kierunku najbliższego pojazdu, wita go gestem i proponuje ulotkę.Następny. Następny. Przekleństwo. Środkowy palec kierowcy uniesiony w górę.Czasem prymitywnie zwerbalizowana propozycja matrymonialna. Ale w tej części pozostaje głucha i asertywna. Mentalnie wybiera muzykę. To ona dyktuje tempo pracy. To ona pozwala jej na spontaniczny uśmiech. Czasem rozgrzewa w chłodne wieczory.
Początkowo myślała, że będzie pracować w tandemie z Miśką ale rzeczywistość zaskrzeczała i zweryfikowała ich plany. Pojedynczo można rozdać więcej ulotek. Na początku roboty szef podsyłał kapusiów, żeby sprawdzili, czy stoi na miejscu i czy pracuje rzetelnie. Nic skomplikowanego. Pamiętaj, spontaniczny uśmiech otwiera ludzkie serca. Im więcej ulotek zmieni właściciela, tym więcej kasy dla ciebie.Czasem wpadał nawet osobiście.Irytował ją ten brak zaufania. Przecież była do bólu uczciwa. Innym zdarzało się wręczać podwójne komplety, żeby szybciej zakończyć dzień pracy na skrzyżowaniu. Raz znajomy z branży doradził jej, by uważała na agresywne „bandy pucy-szybek” samochodowych.-Nie zajmuj ich rewirów, choćby skrzyżowanie było bardzo dobrym punktem- mówił. -Wręczenie ulotki musi odbyć się z twoich rąk do rąk potencjalnego klienta. Wchodzisz wtedy pucusiom w drogę bo oni pracują z zaskoczenia. Wciskając się na ich teren, tworzysz niepożądaną konkurencję… Uważaj, czasem można oberwać.
Tamtego wieczoru poślizgnęła się,wskakując na wysepkę. Cały dzień mżył deszcz a pod wieczór gwałtownie chwycił mróz.
Chyba straciła na moment przytomność .Obudziło ją delikatne klepnięcie w policzek.- Ania?- głos brzmiał znajomo.-Nie spodziewałem się, że cię tu spotkam.Czy noga bardzo boli? Pogotowie jest już w drodze.Mówił coś jeszcze ale w jej głowie galopowały tysiące myśli.Dlaczego go okłamała?Chciała zrobić lepsze wrażenie? On pochodził z tego miasta.Nie mieszkał w akademiku.Daje głowę, że na pewno nie musiał martwić się o kasę na przeżycie na studiach.W szpitalnym oddziale ratunkowym, gdy lekarz oglądał zdjęcie złamanej nogi a pielęgniarka przygotowywała szynę i opatrunek do unieruchomienia kończyny,obiecała mu, że już więcej nie będzie kłamać.Nie będzie już udawać kogoś, kim nie jest. – Prawdziwych przyjaciół poznaje się…. w biedzie- zażartował, odgarniając z jej czoła niesforny kosmyk-Przepraszam, że nie zahamowałem wcześniej-
usprawiedliwiał się z nietęgą miną.Zdziwiłem się, że tam stałaś….
-Bo czekałam na królewicza z bajki…-nie wiedziała co jeszcze powiedzieć.-Podrzucisz mnie na stancję?-zapytała.
-I na stancję i na uczelnię. Codziennie. Aż zdejmą ci gips.-jestem ci to winien…Właściwie-pomyślał-nic nie dzieje się przypadkiem.Teraz będzie miał okazję bliżej poznać miłą dziewczynę z Andrzejek. Kolejnego dnia po imprezie jakoś o niej zapomniał a teraz, proszę: może jest mu pisana?
Chwyciła głęboki oddech i wypuszczając powietrze wypaliła:
- Okłamałam cię. Nie studiuję. Chwytam się dorywczych prac by przeżyć tutaj w mieście. Rodzice? Nie wiedzą. Chemia nie była moim powołaniem. Zrezygnowałam po dwóch miesiącach.
Przyglądał się jej w skupieniu.Nie pytał więcej o nic.Resztę wyczytał z jej szarych oczu.
-Stare przysłowie bacy mówi: -Jak się nie psewrócis, to się nie naucys…Od dzisiaj tylko prawda, dobrze? Mówmy sobie prawdę.Pocałował ją tak nagle i tak mocno, że zakręciło się jej w głowie.
Obudziła się kolejnego poranka i choć gips ciążył jej i powodował dyskomfort, pomyślała, że jest to pierwszy dzień jej nowego, lepszego życia.
Pik! Telefon zawibrował melodyjką esemesa:
"- Co tak stuka? Czy to gips o podłogę? Stuk-krok,stuk-kolejny.Nie. To moje serce.Pozbyło się swojego gipsowego kokonu.Otworzyło się na oścież i mówi mi, że kocha pewną dziewczynę, która przez najbliższy miesiąc będzie wkładała tylko jeden but. Dziewczynę z ulotkami"...
Co powinna odpowiedzieć?
" Błogoslawione przypadki i szczęsliwe sploty okoliczności.Albowiem one odmieniają życie"?
Odpisuje:
- Przyjedź, napijemy się herbaty i pogadamy o studiach.Naprawdę myślę o dziennikarstwie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)