Lunka1969 Lunka1969
534
BLOG

Diakoni, wikariusze i biskupi Salonu24

Lunka1969 Lunka1969 Rozmaitości Obserwuj notkę 28

 „ Miałem wizję- wyznał kiedyś pewnej kobiecie ojciec Joachim Badeni, zmarły przed  trzema laty w opinii świętości  krakowski Dominikanin. Zakonnik ten  w młodości nie stronił od hulanki i swawoli. Nawrócenie przyszło stopniowo. - Widziałem wielką  złotą bramę do nieba- kontynuuje zakonnik- Przed bramą stoi bardzo groźny archanioł. Obok niego święty Piotr, potulny, wesolutki, z kluczami sobie chodzi . Nagle zza horyzontu wychodzą biskupi parami. Idzie procesja prosto do nieba. Mitry i pastorały błyszczą.

Zatrzymuje ich święty Piotr.  - Proszę tutaj mitry zdjąć. Aniołek da numerek i  do szatni z tym pójdzie(…) . Apostoł Piotr  zaczyna ustawiać procesję biskupów: - Proszę tu zrobić wolne miejsce. Tam jest rower, niech ksiądz biskup na niego nie wpadnie. I Murek. Wszyscy biskupi stoją. Zza horyzontu widać wielką  czerwona latarnię.  A spod niej wszystkie panny: tup, tup, tup… prosto do nieba idą! Święty Piotr wita je i mówi: -No, cieszę się, że panie dały radę! Były pewnie trudności z zarobkowaniem. Oczywiście, to nie było dobre..ale trudno. Bardzo proszę, panie przodem”( cytat z książki  „ Judyty Syrek: „Wyjdź do światła. Przesłanie świętego grzesznika”).
Dlaczego cytuję ojca Badeni? Bo w notce też będzie co nieco o… diakonach, wikarych i biskupach Salonu24…. I o tym, że pora na przedświąteczny rachunek sumienia, żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy….
Uwaga! TEZA. Bo ta byc musi. Ja tu nikogo personalnie nie atakuję, Ja tu tylko  przyglądam się pewnym zachowaniom, które wydają się mało eleganckie i niegodne pewnych nazwisk. Szkoda marnowac ciekawy dorobek pisarski, wyciągając co chwila szabelkę i węsząc wszędzie wrogów. Autor o podejrzliwym, wrogim usposobieniu do innych ludzi budzi mój smutek. Pan Bóg dał ludziom rozum i wolność.NIech wybieraja sami. Niech uczą się na własnych błędach. Dajmy ludziom prawo do błędu. Ostatecznie ojciec Badeni tez kiedyś był hulaką i grzesznikiem .Pohulał, pogrzeszył... i  przyszedł ten moment, kiedy dojrzal do nawrócenia.  Dzięki takiej perspektywie i życiowemu doświadczeniu mógł być partnerem do rozmów dla wielu watpiących i  ateistów.Jeszcze raz powtórzę tezę, na modłę poczytnego bloggera Salonu: JA tu nikogo personalnie nie atakuję! JA się tylko przyglądam...
 
 
W ostatnim tygodniu nie miałam zbyt wiele czasu na pisanie, ponieważ intensywnie  dokształcam się  w kilku przydatnych umiejętnościach technicznych. Nauka to wielka frajda! Jednak do niektórych  nowości technicznych podchodzę jak zając do jeża. Widzę własne ograniczenia i próbuję  zmienić do nich nastawienie.  To bardzo pomaga w życiu.
Naszą rodzinę szczęśliwie ominęła, jak dotąd, psychoza porządków i przedświątecznych zakupów. Pewnie wszystko jeszcze przed nami. Odkurzyłam jedynie biblioteczki z książkami w 3 pokojach. Przy okazji natknęłam się na kilka tytułów, odłożonych do przeczytania na później. Do niektórych tytułów chętnie wrócę po raz kolejny.
Czasem człowiek dojrzewa do pewnych decyzji przez dziesiątki lat, niczym owoce na   drzewie arganii żelaznej. By drzewo  wydało  te owoce, najpierw musi rosnąć w odpowiednim klimacie  przez x lat.  Ale za to okrzyknięto je odkryciem w kosmetologii.
„Śpiesz się powoli.”
„ Co nagle to po diable”. Znacie te przysłowia? Tak samo jest chyba ze zbyt pochopnymi komentarzami, pisanymi pod wpływem  wrzątku emocjonalnego. Oby tylko nie wynikła z tego przykra  jednostka chorobowa, tzw. Zespół Nieuzasadnionego Zadęcia Na Własny Temat….
 
 Od czasu do czasu odwiedzam   Salonik w towarzystwie  filiżanki  latte …  „Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim, ukochana Latte, tym zniknieniem  swoim” , przychodzi mi do głowy  cytat z mistrza Jana z Czarnolasu, który sparafrazowałam  w tym miejscu  na użytek oddania  nastroju, panującego ostatnio na Salonie, ogołoconym z sekcji Latte….
Wpadam zatem   na kwadransik, pragnąc uchwycić atmosferę i poczytać ulubionych autorów. Wtedy kawa smakuje lepiej. Ma bardziej wyrazisty smak. I skuteczniej podnosi na duchu.
Przy czym, wyjaśnijmy to sobie od razu : Gdyby żartobliwie podzielić bloggerów na „diakonów”, „wikarych” i  „biskupów” Salonu,  to jakoś nie ciągnie mnie w kierunku podczytywania różowych dostojników. Dlaczego? Cóż, zauważyłam pewien schemat:  choć nie jest on regułą, że  im większa poczytność, tym częściej powtarza się   styl: paszkwilowo- reklamowy. Co wolno wojewodzie…. We wstępie, wydobyć z pochwy miecz, pomachać nim, wykrzykując znane nazwisko z pianą na ustach  a  potem w rozwinięciu kilkanaście razy efekciarsko  powtórzyć  ulubiony zaimek :  „ Ja”.  Ja…ja …ja…ja, jako  refren notki….
 Nie zawadzi  też  kilkakrotne powtórzenie  TEZY , tak na wszelki wypadek, by emeryci tudzież czytelnicy, którym Bóg dał mniej bystrości umysłu ( o, nieszczęśni) ), też zakumali, o co biega Artyście. Aby ci, co bliżej Ziemi, też się pochylili nad problemem.
Czasem wtrąci się „dla fazy” zabawną historyjkę i na koniec : obowiązkowa relacja z  frontu sprzedaży nakładu, powtórzone po raz setny adresy księgarń, w których można uraczyć się jedynymi, zasługującymi na uwagę płodami szlachetnego, nawiedzonego  umysłu. A pod tekstem co drugi komentarz autora z Banem. Niektórzy bloggerzy obnoszą nawet owe bany  z dumą, jak  ongiś rycerze swe blizny po ostrej bitwie.  Jak  Lemingi swoje  kubeczki kawusi ze Starbusia. Chwalą się nimi: „Zadarłem/- am  z „purpuratem” Salonowym! Ale dalej, pospacerujmy po SG i zjedźmy  kursorem nieco dalej… Cóż my  tu mamy?
Tu  rzeczowa analiza ekonomiczna, tam  płonie ogień  ideowy, poniżej nienachalnie   cieszą oko jakieś ładne zdjęcia, tam przyciągnie uwagę pomysłowy  tytuł…. ówdzie wzrok zatrzymuje się by poczytać  przyjazne dyskusje. W kilku miejscach ,Gorzkie Żale. Ale tak generalnie to szarlotka polityczna.
 Na wejściu gospodarz częstuje dawką reklam. Zło konieczne. Portal musi zarabiać. Niektórzy autorzy  wpadają tu z powodów czysto biznesowych,  silnie  odczuwają presję Sprzedania Nakładu… A to bywa   nieprzyjemne niczym… parcie na pęcherz. Może stąd te oznaki zniecierpliwienia, złośliwości w stosunku do wyrobników społecznych,diakonów- służebników, wpadających na Salon towarzysko, bez zamiarów biznesowych? Jest i  Ministerstwo Promowania  Wyłącznie Właściwej Lektury, otoczone bastionem żołnierzy- obrońców, z których komentarzy  wynika jasno:  Tak trzymaj, Gabryś! Good Job!  
Oczywiście,  nie sposób ominąć  Kramiku  z Polecanymi Książkami. Kramik, którego  właściciel zakręcił się w teorii, jakoby systematyczne  plucie  i dyskredytowanie  konkurencji, tzw. Czarny PR, miałoby podnosić wpływy ze sprzedaży własnych, jedynie wartych przeczytania dzieł. Coś się panu/pani nie podoba? Won! Pan Cejrowski powiedział publicznie:  Miłośnicy Tęczy, won z Placu Zbawiciela, wasze miejsce jest  gdzie indziej. I teraz „ won” stało się  słowem modnym! Zauważyliście? Co drugi, trzeci komentarz, było nie było,  Elity Salonu,  brzmi: won! Kto następny? Przepraszam za dygresję ale boje się, ze zapomnę napisać o czymś ważnym…  Otóż  wydaje mi się, że każdy uczciwy obywatel powinien  od swojego „kramiku”, miejsca, z którego czerpie dochody… opłacić rodzaj… czynszu.  W końcu w kramiku się zarobkuje, czy tak?   A skoro już  otrzymuje się  reklamę  gratis to… powinno się zwrócić uwagę na etykietę zachowania. I pilnie jej przestrzegać . Uwga, powtarzam TEZĘ: JA tu nikogo nie krytukuję personalnie, JA się tylko przyglądam.... itd.
 Czy naprawdę trzeba aż  w tak rozpoznawalnym stopniu  zapożyczać słownictwo  od konkurencji? Prawda, że to brzmi żałosnie?  Na przykład, zamiast : „Won” można napisać bardziej poetycko: „ Do  zobaczenia  w raju, przyjacielu. Tam już NIC i NIKT  nas nie będzie złościć. Tam już nie będzie różnicy zdań”. I bardziej elegancko. I nikt się nie doczepi o chamstwo.
 
 Czuję, że sama nie rozwieję moich wątpliwości, jak postąpić słusznie w tym międzybloggerskim sporze na słowa. Wracam więc do  elementarza dla bloggerów. Sięgam ponownie po  „Alfabet Seawolfa”. Polska sieć przeżyła w  długi weekend majowy  niepowetowana stratę, śmierć  Śp. Tomasza Mierzwińskiego.  Mistrz  celnej puenty, który bez niepotrzebnego nadęcia,  niezwykle  trafnie  potrafił  czytać między słowami i widział ludzi takimi, jakimi są naprawdę a nie takimi, za jakich oni chcieliby uchodzić. Tym razem poszukuję  recepty  Wilka, co to  niejednemu bałwanowi na morzu stawił czoło…. Pokojowej recepty,  co zrobić z kontrowersyjnymi wpisami autorstwa ludków, który nie widzą nic złego w  byciu przykładnym katolikiem a jednocześnie  w publicznym   pluciu na  innych  autorów. Wojna interesów to jednak wojna. A na wojnie się strzela. Czasami wrogowi dostanie się w nogę, czasem w bark a czasem  strzelec wyborowy trafi prosto w delikatniejszą część ciała. W ten sam sposób docinają właściciele małych sklepików hipermarketom, podnosząc raban, że oni tu ledwo wiążą koniec z końcem podczas gdy Polacy upierają się nabijać kabzę obcemu kapitałowi. Każdy ma swoje racje. Ekonomiczne.   Część publiki pójdzie tam, gdzie ma duży wybór, niskie ceny.  A część jednak  tam, gdzie drożej  ale gdzie  zostaną po ludzku, z uśmiechem obsłużeni. I gdzie respektuje się ich potrzeby, toleruje małe dziwactwa i przyzwyczajenia.
 Tam, gdzie pieniądze na stole, czasem brakuje elementarnej przyzwoitości i zahamowań.
W  katechizmie kościoła katolickiego możemy przeczytać, że wrogiem  każdego człowieka  jest siedem grzechów głównych. Przypomnijmy je : PYCHA. CHCIWOŚĆ. ZAZDROŚĆ. NIECZYSTOŚĆ. NIEUMIARKOWANIE W JEDZENIU I PICIU. GNIEW. LENISTWO.
W tej samej notce pod  litanią zarzutów i nieprzychylnych komentarzy wobec „wroga”, promocja  własnej twórczości, adresy księgarń, ogłoszenia dla potencjalnych nabywców książek ( pycha, chciwość) . Nie czytajcie tego wiarołomnego dyslektyka, on wcale nie potrafi pisać, ktoś to robi za niego! Dajcie już spokój z szołmenem, zezującym na boki, czy   aby na pewno   szeroka publiczność  zauważyła jego pokłon przed kapłanem ( zazdrość, gniew ). A oto adresy właściwej księgarni, w Częstochowie i w Warszawie, tu nakarmimy was prawdziwie cenną strawą…. Czuję lekkie mdłości…
Uwaga, powtórzę TEZĘ: JA tu nikgodo personalnie nie krytykuję...itd.
 
 
  Postanowiłam poszukać jakiejś inspiracji, wskazówek u Seawolfa.  Jak ma się religijny nakaz „ Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe” z praktykami, czynionymi przez Mistrza Poczytności? Co nieodżałowany  Wilk Morski  pisze na temat tych dwóch  „Salonowych Bogów” ? Czy dostąpienie zaszczytu zaistnienia w kultowym” @lfabecie” nie wbiło jednak niektórych w nieuzasadniony zespół Zadęcia Na Własny Temat? Oto unoszą się oni na skrzydłach własnej pychy i wytykają
innym” drzazgi”, nie dostrzegając  „belek”  we własnym oku?
Ale oddajmy głos Wilkowi Morskiemu: „ Coryllus. Bloger, pisarz, wydawca, ciekawa postać – czytam-Ma niezwykły talent do robienia sobie wrogów , a nawet, zdaje się czerpać z ich liczby jakąś przyjemność. W odróżnieniu od 95 % blogerów naprawiających świat znad klawiatury on autentycznie robi coś materialnie ,pisząc książki, promując je, udzielając wywiadów itd. Zadałem mu swego czasu pytanie, chcąc się czegoś dowiedzieć o sferze mi  wtedy nieznanej, czyli o wydawaniu książek, ale uzyskałem dość nerwową odpowiedź, że, tłumacząc na język ludzki, raczej zginie i spali  swe wydawnictwo, nim mi coś powie, choć oczywiście takich słów i nie użył. Zawsze czytam jego teksty z sympatią, podobnie jak Toyaha, z którym samowtór postanowili wydać wojnę wszystkim ( tzw. obrona okrężna). Inna sprawa, że natężenie wrogości innych komentatorów jest zupełnie niezrozumiałe. A przecież wystarczy  NIE WCHODZIĆ NA BLOG I NIE CZYTAĆ”. Powyższa porada brzmi konkretnie!
Wezmę sobie tę radę do serca.  W końcu  to chyba oczywiste, ze nie będę musiała zbyt mocno się postarać, by zasilić swoim nickiem   listę wrogów  pana Coryllusa .Skoro zbanował mnie pan  K.Osiejuk  to i do bana Coryllusa stąd w zasadzie tylko ćwierć  kroku…
A pod literą T- jak TOYAH, czytamy: „ (…) Od czasu, gdy z blogerem Coryllusem przeszli do obrony okrężnej, otoczeni przez wrogi świat zewnętrzny, straciłem z nim bliższy kontakt (…).  Potem napisałem komentarz ALE ODBURKNĄŁ COŚ  niemile, WIĘC POSTANOWIŁEM SIĘ NIE NAPRZYKRZAĆ. (…) Wpadł w manierę charakterystyczną dla wielu. Jak nas boli ząb, to piszemy tylko o tym zębie, jak jesteśmy na diecie cud, to piszemy tylko o tym, ile gramów nam ubyło od ostatniej środy, a Toyah jest pochłonięty swoją walką o utrzymanie rodziny i sprzedażą swoich książek i o tym też zdaje światu relację. No ale poza tym jest co poczytać, co też czynię z przyjemnością, niekiedy wpadającą w zniecierpliwienie, gdy Toyah uparcie wraca do jakichś swoich zadawnionych antypatii”. ( źródło: „@lfabet seawolfa”, Tomasz Mierzwiński, Wydawnictwo Słowa i Myśli, str 32- 33 oraz str 202).
Takie ekscentryczne  hobby: kolekcjonowanie wrogów i regularne roztrząsanie antypatii…. pachną  nerwicą natręctw, nie sądzicie Państwo?
Czy tak na zdrowy rozum  nie lepiej poświęcić nieco czasu i energii na wymyślenie strategii powiększenia grona  PRZYJACIÓŁ i ZWOLENNIKÓW zamiast KOLEKCJONOWANIA WROGÓW? Po co komu wrogowie? Czy to także przemyślany element promocji? W ramach zasady, „dobrze czy źle, nieważne, byle wspomnieli coś o mnie każdego dnia. A nuż kupią książkę z czystej ciekawości, skoro tyle wokół niej szumu?”. Dalej, więc, kursor pod palce i smarujemy notkę według zasady: paszkwil plus autoreklama. Prosta zasada marketingu stanowi, że poczta pantoflowa działa dużo niezawodniej w przypadku klienta niezadowolonego. Złe wieści rozchodzą się, tak się składa, kilka razy szybciej, niż DOBRE. Ja nie kupuję w sklepie z niemiłą obsługą, w sklepie, gdzie jestem atakowana. Pewnego razu byłam świadkiem jak  w małym sklepiku osiedlowym właściciel, nie zauważywszy mojego wejścia, kończył na zapleczu    bardzo emocjonalną tyradę przeciwko swoim pracownicom. Szef nie przebierał w słowach. Były przekleństwa i ostry komentarz. Ekspedientka wyszła po tym monologu  z biura, ocierając oczy chusteczką. Wybąkałam więc: „Przepraszam”, bo mimowolnie stałam się świadkiem czegoś, na co wcale nie miałam ochoty. I odtąd omijam skutecznie ten sklep szerokim łukiem. Uważam, że autor, osoba publiczna, powinna odnosić się z szacunkiem nie tylko do swoich potencjalnych klientów ale do ludzi w ogóle. Jeśli ma klasę.  Jeśli patrzy na życie nie tylko z perspektywy własnych korzyści. W  systemem komunistycznym także używano przemocy słownej i banicji społecznej.   W tamtym systemie  wszyscy na wierchuszce  byli nieomylni , swoją prawdę głosili nachalnie, tonem nie znoszącym sprzeciwu. Przeciwników  zaś  szkalowali i działali na ich niekorzyść, podejmując atak na ich dobre imię . Zbliża się czas świąteczny. A przy  wigilijnym stole rezerwujemy tradycyjnie miejsce dla niespodziewanego gościa. Drodzy bloggerzy, czy wpuścilibyście do domu  przemarzniętego, zmęczonego drogą Mistrza Słowa,  który was kiedyś zbanował? Ja nie miałabym oporów. Chętnie wysłuchałabym co ma do powiedzenia tak twarzą w twarz. Podzieliłabym się opłatkiem, ogarnęłabym zrozumieniem jego „okresy twórczego triumfu”, jego wizjonerstwo, chwilowe utraty kontaktu z rzeczywistością ( vide: zabawna, ciepła  skądinąd historyjka ze stacją benzynową  w tle) oraz jego frustrację, lęk przed brakiem sukcesu finansowego, może nawet z przyjemnością przeczytałabym parę książek Jego autorstwa. Ale takie zachowanie bardzo mnie do autora zniechęca. Co ja na to poradzę?  Ale, niech stracę. A pewnie tracę dużo… Z powodu bardzo kontrowersyjnej osobowości Autora, który równie dobrze jak   swój warsztat pisarski, opanował umiejętność wirtualnego spluwania na innych, nie przyłożę złotówki do Jego wpływów. Natomiast niewykluczone, że wypożyczę jego książki w bibliotece. Żeby nie było, że nie jestem ciekawa jego kolejnych twórczych pomysłów. Szanuję tandem Coryllus- Osiejuk. Panowie, jednak zachęcam do uderzenia się w piersi i szczerego, przedświątecznego rachunku sumienia. Serdecznie  życzę pogody ducha. I wiary w ludzi. Aby przestały Was prześladować obsesje i abyście potrafili wykorzystać swój twórczy potencjał z pożytkiem dla jeszcze szerszego grona ludzi.
 
 
Markowi Aureliuszowi podobno zawdzięczamy poniższe mądre słowa modlitwy, którą chciałabym zadedykować Szanownym Wielce Poczytnym  Autorom oraz wszystkim blogerom, uwikłanym w konflikt z powodu nałożonego na nich  „Bana”.Idą Święta i Nowy Rok. Bez względu na przekonania, życzę wszystkim  umiejętności takiego przedstawiania swojego punktu widzenia aby nasze notki skłaniały bardziej do refleksji niż do złości. Modlitwa ta zapewnia skuteczny rachunek sumienia.

„Boże, użycz mi pogody ducha
Abym godził się z tym
Czego nie mogę zmienić
Odwagi
Abym zmieniał to
Co mogę zmienić
I mądrości
Abym odróżniał jedno od drugiego
Pozwól mi co dzień
Żyć tylko jednym dniem
I czerpać radość chwili, która trwa
I w trudnych doświadczeniach losu
Ujrzeć drogę wiodącą do spokoju
I przyjąć - jak Ty to czyniłeś - 
Ten grzeszny świat takim
Jakim on naprawdę jest
A nie takim, jak ja chciałbym go widzieć
I ufać, że jeśli posłusznie poddam się Twojej woli
To wszystko będzie jak należy
Tak, bym w życiu osiągnął umiarkowane szczęście
U Twego boku, na wieki posiadł szczęśliwość nieskończoną”.
 
 
 
 

Przedruk z "MITYNG" - biuletynu AA wydawanego przez Region Warszawa Numer 17 kwiecień / maj 1996

 
Oryginalna modlitwa o Pogodę Ducha została napisana na kawałku papieru przez Reinholda Niebuhra i była odmawiana na zakończenie nabożeństwa kościelnego w niedzielę. Później na prośbę przyjaciela dał mu ją. Mówi się, że wersja stosowana na mitingach Anonimowych Alkoholików została znaleziona w gazecie w dziale z nekrologami. Bez względu na to jak alkoholicy podchodzili do tej specyficznej wersji zaczęli ją stosować.
Modlitwa o Pogodę Ducha pomogła wielu zdrowiejącym ludziom, którzy usiłują zaakceptować swoją chorobę. Pomaga w robieniu rachunku sumienia, w staraniach w zadośćuczynieniu innym ludziom, zaakceptowaniu Woli Bożej w ich życiu tylko w ciągu jednego dnia.
 
 
Modlitwa o łaskę pogody ducha św. Tomasz More
 
 

 Zechciej mi dać zdrowy żołądek Panie, a także coś niecoś do jedzenia. 

 

Zechciej mi dać, o Panie, zdrowie ciała i umiejętność zachowania go.

 

Zechciej mi dać o Panie, świętą duszę, która ma stale na oku to, co jest dobre i czyste. 

 

Spraw, abym w obliczu pokusy do grzechu nie wpadał w strach, ale umiał znaleźć sposób przywrócenia wszystkim rzeczom należytego porządku. 

 

Zechciej, o Panie, dać mi duszę, której obca jest nuda i która nie zna szemrania, wzdychań i utyskiwań. 

 

Nie pozwól, żebym kłopotał się zbyt wiele wokół tego panoszącego się czegoś, co się nazywa moje “ja”. 

 

Panie, obdarz mnie zmysłem humoru. Daj mi łaskę rozumienia się na żartach, abym zaznał w życiu trochę radości, a i innych mógł nią obdarzać. 

 

Amen. 

 
 
 

  „ Żeby dojść do Światła, trzeba wszystkie ciemności porozbijać. Taka to robota. Co chwila coś staje się ciemne i trzeba tę ciemność rozświetlić. Nie usunąć, bo się nie da, Tylko rozświetlić Rzucić na nią Słowa. Światło wiary! „( Joachim Badeni OP , cytat pochodzi z książki  Judyty Syrek: „Wyjdź do światła- przesłanie świętego grzesznika”

Lunka1969
O mnie Lunka1969

Bez Pana Boga, zielonej herbaty, książek, zwierząt przy boku, radia przy uchu,nie byłabym sobą. Wierzę w prawdziwą przyjażń i miłość. Cenię ludzi, mających dystans do własnych wad. Czasem troszkę nostalgicznie, czasem filozoficznie. Z sercem na dłoni. Nie znam się na polityce. Bliżej mi do psychologii i literatury.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Rozmaitości