Jej najlepsze dni minęły nie wiedzieć kiedy. Nie przetrwała dłużej niż dwa tygodnie. Jej czas nieubłagalnie dobiegł końca.
Właściwie z dnia na dzień przestała wzbudzać zainteresowanie. Choć z początku nikt nie mógł się oprzeć jej widokowi.A jeszcze tak niedawno temu promieniała. Każdy chciał być blisko niej… Niezwykła. Elegancka. Wzbudzała podziw, czułość, przywoływała wspomnienia. Patrząc na jej wyszukaną elegancję , wzdychaliśmy. Lubiliśmy jej towarzystwo.
- Kochanie, ja nie mam siły- westchnęła mama- proszę, niech zajmie się TYM ktoś inny… Może twoja kolej tym razem?....
- Ja mam jutro ważną klasówkę z chemii, przecież lada dzień będą wystawiać w szkole oceny- krzyknął ze swojego pokoju Uczeń Liceum, zanim ktokolwiek zdążył go zapytać: czy nie miałby przypadkiem ochoty….
- Mam mnóstwo pracy w kuchni, wszyscy na pewno chętnie zjecie kolację, prawda?- babcia wyjrzała na moment z kuchni, wycierając mokre ręce w kuchenną ściereczkę.
-To w takim razie dziadzio to zrobi- zawyrokował wnuczek, przedszkolak- Kubuś- A ja będę patrzył i uczył się jak to zrobić najlepiej…
- I znowu nie doczekałaś, biedaczko, do kolędy-westchnął dziadek z rezygnacją, sadowiąc się w pobliżu dwubarwnego obiektu naszych niedawnych westchnień.
-Nie lubię tego robić-wyznał dziadzio, puszczając do Kuby oko. Zawsze mi na to szkoda czasu. Ale jak trzeba to trzeba. W salonie zaległa cisza, którą przerwał nagle głos Louisa Armstronga. Niech Facet o „silnych barach” rozrusza mnie jakoś, bo zawsze, jak to robię, przechodzi mi przez głowę mnóstwo wspomnień….- pomyślał senior rodziny.
-Dziadzio rozbiera Chinkę- zakomunikował mały Kubuś na widok pojawiającej się na progu domu matki.
-Co takiego robi, Kubusiu?- zapytała mama, niepewna, o co dziecku chodzi.
- Chinka, tutaj, mamusiu-dziecko wskazuje na kąt salonu.- Jest już prawie cała goła- mruczy Kuba- ale dziadek jest super mistrzem, nie potłukł ani jednego bombka!
Mama Kuby zajrzała do salonu i zobaczyła, że choinka, ich niedawna towarzyszka świątecznego rodzinnego rozgardiaszu, jest już pozbawiona ozdób, które starannie zapakowane, spoczęły w pudełkach. Do zobaczenia za rok, mam nadzieję- westchnęła mama Kuby.- A za rok , urwisku, może ubierzemy już własną choinkę w naszym domku?- kobieta uśmiecha się, głaszcząc Kubę po włosach.
- Pod warunkiem, że dziadzio sam urżnie Chinkę! Wszyscy domownicy ocierają łzy ze śmiechu.W domu robi się przytulnie i radośnie.
Kolejne powiedzonka zanotowane w wielkiej rodzinnej księdze codziennych zadziwień. Rodzina bez małych dzieci staje się zadziwiająco smutna, przewidywalna i poważna...Nie tylko w Święta. Każdego dnia.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)