W niektórych kultowych serialach z okresu PRL , choć nie tylko, bo i w światowym kinie nie brak takich momentów, odnajdziemy scenki nucących pod nosem facetów. W najnowszym filmie Woody Allena, "Zakochani w Rzymie", bohater, właścieciel zakładu pogrzebowego, śpiewa najpiękniejsze arie operowe jedynie pod własnym prysznicem. Zbyt skromny i nieśmiały by odważyć się na występ publiczny. A jednak po stworzeniu mu odpowiednich warunków jego talent mogą wreszcie docenić inni.
468
BLOG
Pod prysznicem, przy goleniu...
Bohaterowie nucą przy goleniu. Nucą po dobrze przespanej nocy. I podczas przygotowywania śniadanka do łóżka. Nuci Staszek Sojka, w intro utworu " Życie nie tylko po to jest by brać, zycie nie po to, by bezczynnie trwać"...
Facet , który śpiewa kojarzy mi się z siłą, wolnością. Z pozytywną energią. Z szampańskim nastrojem. Z zapowiedzią miłych chwil.
My ,Polacy, lubimy śpiewać, zwlaszcza po wypiciu paru drinków i poluzowaniu krawata. Zamiłowanie narodu do śpiewu to u nas tradycja, zarezerwowana na szczególne okazje. O, taka grupa rezerwistów, na przykład, którą rozpoznajemy bez pudła po alkoholowych wyziewach, chustach z frędzelkami i...repertuarze: " Kiedy rezerwa szła do cywila, niejedna panna płaaaaakałaaaa" .Albo takie przyśpiewki weselne... " Jeszcze po kropelce, jeszcze po kropelce", " Ona temu winna, ona temu winna".... Albo hit hitów z sal weselnych : ""Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka, konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy!" A kto z nas nie zna rozgrzewającego do czerwoności „We are the champions” The Queen? Jednym słowem, muzykę mamy w genach, wyssaliśmy ją z mlekiem matki. Popularność zaś programów rozrywkowych , w których uczestnicy w studio zgadują tytuł utworu juz po jednym takcie czy też wielkie emocje i łzy na ekranie podczas rozlicznych konkursów talentów w róznych komercyjnych kanałach pozwalają bez pudła wysnuć wniosek, ze śpiewać zdecydowanie lubimy.
Dlaczego? Osoby o usposobieniu choleryków, posiadające partnerów introwertycznych ( na ogół nie lubiących żadnych występów publicznych, w tym śpiewu własnie), mogą podczas śpiewania wyładować bezpiecznie nagromadzone emocje. Poza tym ,tradycyjnie już, uzywamy muzyki do złagodzenia obyczajów, do swiętowania ważnych wydarzeń. Do podkreślenia świątecznego klimatu. Dla niektórych śpiew może być jednak pasją, powołaniem, źródłem energii i radości.
Lubię przyglądać się pracy pasjonatów. W miniony weekend nadarzyła mi się okazja naprawdę niezwykła
bo byłam świadkiem bardzo zdumiewającego , wypełnionego świetną energią spotkania 235 fanów muzyki .
Pod opieką profesjonalnych wokalistów i instrumentalistów z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, Ruth Caldron , Geralda T.Smitha i Howarda Francisa , w podkrakowskiej miejscowości Siepraw , już po raz ósmy spotkali się wielbiciele muzyki nurtu gospel na specjalnie zorganizowanych dla nich warsztatach. Entuzjaści, dla których dane zawarte w metryce nie są żadną przeszkoda do spontanicznego, energetycznego obcowania z dźwiękiem. Którym wciąż mało tego, co już potrafią. I w związku z tym chcą pracować nad talentem wokalnym. Choć nie brakło wśród nas i takich, którzy przyjechali wcale nie z profesjonalnych a czysto relaksowych pobudek….
Nucenie można porównać do wypicia szklanki orzeźwiającej wody mineralnej. Zawiera ona wprawdzie niezbędne do życia minerały. I jest podstawową dobrego samopoczucia. Są jednak ludzie, poszukujący większych wrażeń, ludzie,którzy postanowili sięgnąć do głębokiej studni, by napić się wybornej, krystalicznej, chłodnej,doskonałej, wody, która nie jest skalana plastikowym opakowaniem. Konstystencja, barwa, zapach, nastrój, fuzja przypraw i dobre towarzystwo. To właśnie podkręca apetyt na więcej. To czynniki, które każdą "mdłą zupe kartoflaną" zamienią w intrygującą zupę- krem.
Czy śpiewanie w chórze musi być drętwe? Instruktorzy VIII Warsztatów Gospel, kadra z najwyższych półek muzycznych, udowodniła nam, że wcale nie! Pod warunkiem , że otworzymy się na dźwięk i zaprzęgniemy do śpiewu całe ciało, traktując je jak zintegrowany, bardzo emocjonalny instrument.
Jeśli pokusicie się kiedyś o obserwację muzyków, którzy koncertują nie z playbacku tylko naprawdę, zobaczycie na ich twarzy grymas a na czole obfity pot. Bo w zaangażowanym śpiewie nie chodzi o to, by kontrolować mimikę czy emocje. Tu odkrywa się całego siebie. I Prawdę o sobie samym. Dlatego brzmi on tak autentycznie i porywająco.
Fascynujące było to spotkanie. Żal było wyjeżdżać. Nabuzowani dźwiękami, które podczas minionego weekendu czuliśmy nie tylko w uszach, w rozgrzanych gardłach i żołądkach ale także w reszcie zmysłów, odgrodzeni choćby na tych kilka dni od bieżących wydarzeń, niewesołych wiadomości i codziennych problemów, poczuliśmy, że wypełnia nas przedziwna, dobra energia.
Jeśli dokucza Wam jej brak, może warto poszukać adresu warsztatów Gospel w najbliższym miejscu swojego zamieszkania? Nie święci garnki lepią. To fakt. Ale i święty ma czasem dość wszystkiego. Warto poszukać wtedy niszy, która zapewni nam… święty, błogi spokój i dobry nastrój. A także, nie ukrywajmy, lepszą kondycję fizyczną. Bo zaangażowane śpiewanie rozbudowuje pojemność płuc! Większe płuca, więcej tlenu. Więcej radości! Więcej muzyki!
Klik, klik! Posłuchaj!


Komentarze
Pokaż komentarze (17)