www.filmweb.pl/video/trailer/nr+1-31483
"Komputer nie zadaje pytań, on rozumie". Takie oto motto przyświecało twórcom filmu "Ona".
To futurystyczny obraz, być może wcale niedalekiej przyszłości oraz wpływu technologii komputerowej na nasze związki uczuciowe, twórcy filmu „Gladiator”, Spike’a Jonzee’go. Theodore ( w tej roli, ciepły lecz oddalony od Ziemi o miliony lat świetlnych Joaquin Phoenix) błyskotliwy, podatny na zranienia pisarz, tworzący na zamówienie zapracowanych osób listy o treści osobistej. Zamienia życie w realu na wirtualną rzeczywistość i pozwala tej rzeczywistości zawładnąć także jego życiem intymnym.
Osobista sfera uczuciowa zdolnego „żonglera słowami” znajduje się w kompletnej rozsypce. Lada dzień ma on zakończyć małżeństwo z kobietą, którą wciąż bardzo kocha. Którą znał od lat i która w znaczącym stopniu ukształtowała jego osobowość.
Theodore żyje w czasach, w których swobodniej czujemy się w kontaktach z urządzeniami niż z ludźmi. W czasach, kiedy zabieganie przybiera absurdalne cechy: zlecamy już nawet odpłatne, stałe pisanie romantycznych listów do bliskich, by podtrzymać namiastki prawdziwych interpersonalnych relacji z drugim człowiekiem.
Panaceum na żal po zakończeniu małżeństwa wydaje się być, przynajmniej na pewien czas, zakup nowoczesnego oprogramowania ze sztuczną inteligencją. OS, to system operacyjny, przypominający program J.A.R.V.I.S., który został obdarzony uczuciami ( system Oz mówi głosem Scarlett Johansson) . Przedstawia się ona ( on?) Theodorowi jako Samantha i od razu oczarowuje pisarza. Między użytkownikiem a systemem nawiązuje się rodzaj niewinnego flirtu , który przeradza się w płomienny romans.
Theodore łatwo gubi cienką granicę pomiędzy rzeczywistością a światem wirtualnym i daje się ponieść nurtowi fascynacji inteligencją oraz „osobowością” Samanthy. Jest zauroczony jej wszechstronnością zainteresowań.
Brak powłoki cielesnej obiektu westchnień Theodora wydaje się nie przeszkadzać naszemu bohaterowi w fantazjowaniu na jej temat a także przeżyciem czegoś na kształt fizycznej rozkoszy ( gdy Samantha pobudza jego wyobraźnię erotyczną elektryzującym od seksapilu głosem).
Pisarz świadomie dozuje fizyczne kontakty z ludźmi. Stają się one lapidarne i wymuszone koniecznością ( Theodore wie, że wypada rzucić po jednym zdaniu do współpracowników na dzień dobry i do widzenia). Szczęście osobiste buduje zaś nasz bohater na kontaktach w wirtualnym świecie. Inteligentny pomocnik głosowy, porządkujący i czytający na życzenie jego korespondencję E-mailową a także podsuwający rozwiązania wielu trywialnych problemów, wydaje się być partnerem doskonałym. Gdy bohater ma dość rozmowy, po prostu wylogowuje się poprzez usunięcie z ucha słuchawki.
System operacyjny o zniewalająco uwodzicielskim głosie wydaje się działać prawie bez zarzutu. Nie miewa wahań hormonalnych ani objawów PMS. Jest szybki, skuteczny, logiczny, wszechstronnie uzdolniony, uporządkowany, praktyczny, Bliski ideału .A jednak zdarzają mu się nastroje. A jednak potrafi imitować namiastkę kobiecego sposobu myślenia.
Wszystkich konsekwencji rozpoczęcia relacji intymnej z, bądź co bądź, maszyną, Theodor nie potrafił przewidzieć. Jego realni przyjaciele tez zdają się bez problemu podejmować grę, w której z udawaną swobodą dyskutuja z Samanthą na różne tematy, traktując ją na prawach człowieka z krwi i kości.
A jednak, nie wdając się w szczegóły doskonale skrojonego i rozbudzającego ciekawość widzów scenariusza, rozczarowanie tym niezwykłym ludzko-maszynowym związkiem wydaje się być od pierwszych chwil, nieuniknione.
Para 60-latków , siedząca za nami, po trzech kwadransach oglądania filmu zadecydowała półgłosem: - To jest zbyt wydziwiane, to do mnie nie przemawia, chodźmy na spacer. I wyszli…
Tak. Demonstracyjne wyjście pary, która uznała, że poziom fikcji w filmie przewyższa ich percepcję , to także wymowny znak czasów. Uzależnienie od nowych mediów dotyczy głównie ludzi młodych, nie wyobrażających już sobie życia bez wirtualnej przestrzeni.
Zakończę dowcipem:
- Podobno istnieje całkiem ciekawe życie w realnym świecie.
-Serio? Nie wierzę! Podeślij link…
Ps. Nadanie filmowi kategorii :romans jest nieporozumieniem miesiąca! Ten fakt może zubożyć widownię o dobrych kilkanaście procent! Polecam obejrzenie tego filmu, choć nie chciałabym sprawdzić na własnej skórze, jak będzie się żyć w czasach, gdy pisanie listów do ukochanych osób zlecimy wyspecjalizowanym instytucjom…


Komentarze
Pokaż komentarze (8)