30 obserwujących
260 notek
393k odsłony
  3776   0

Dlaczego powstał stenogram Artymowicza?

Pytanie jest zasadne, ponieważ kolejny stenogram wcale powstać nie musiał. Na konferencji prezentującej ekspertyzę IES 16.01.2012 płk. Szeląg odpowiadając na pytania dziennikarzy powiedział między innymi:
„Przed finalnym efektem prac biegli Instytutu prof. Sehna w Krakowie skonfrontowali efekt własnej pracy z tymi dokumentami, o których Pan wspomniał, czyli stenogramami stanowiącymi podstawę do wniosków Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, jak też stenogramami, które opublikowała KBWLLP. Efekt tej konfrontacji, to jest to co przedstawiono prokuraturze. Dlatego dla prokuratury podstawowym punktem do wnioskowania, podstawowym elementem i jedyną opinią w sensie procesowym jest opinia sporządzona przez Instytut Krakowski.”
Co się takiego stało przez 3 lata, że opinia IES przestała być jedyną w sensie procesowym? Śledztwo w odniesieniu do ofiar katastrofy ma właściwie tylko charakter symboliczny. Do czego zatem potrzebny był nowy stenogram i dlaczego wiodącymi postaciami przy jego sporządzaniu byli Andrzej Artymowicz i płk. Robert Latkowski (który był odpowiedzialny za wpisywanie DSP)? Dodać trzeba, że stenogram został sporządzany przy użyciu identyfikacji percepcyjnej przez osoby nie mające żadnych doświadczeń w dziedzinie fonoskopii, że badająca go wyrywkowo prof. Demenko zakwestionowała nieprzetranskrybowane wcześniej fragmenty aż w ok. 75% oraz że w sprawie stenogramu popełniono przestępstwo (przeciek) badane przez krakowską prokuraturę.
Kluczowe dla odpowiedzi na tytułowe pytanie jest ustalenia czyje interesy realizuje nowy „stenogram”. Myślę, że należy wymienić tu trzy w miarę autonomiczne podmioty niezależnie od ich  sieci powiązań.
Nasz obecny układ władzy. Stenogram wyciekł tuż przed piątą rocznicą katastrofy smoleńskiej i był jedną z zapowiadanych przez polityków PO bomb wyborczych. Ponownie zwraca emocje wielu Polaków przeciwko ofiarom katastrofy i mobilizuje negatywny elektorat PiS zaostrzając nasz konflikt i prowokując drugą stronę. Powtarza scenariusz w z wyborów 2010, gdy insynuowane naciski prezydenta na lądowanie w Smoleńsku mobilizowały do głosowania przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu i odwołuje się do silnych negatywnych emocje z tamtego czasu. Z dużym prawdopodobieństwem będzie „pracował” aż do jesiennych wyborów parlamentarnych.
Rosja. Rzekoma obecność gen. Błasika w kokpicie i jego zachęcanie do lądowania, piwko, brak „odchodzimy” mjr Protasiuka. Wszystko to wpisuje się w rosyjski, wymierzony w Polskę, propagandowy przekaz o lądujących za wszelką cenę pilotach znajdujących się pod presją podpitego Dowódcy Polskich Sił Powietrznych i rzekomej obawy przed negatywną reakcją głównego pasażera.
Sekta naciskowa. Takiego terminu użył np. Piotr Gurszczyn w przedostatnim „Do Rzeczy”, myślę więc, że jest on dość znany. Dlatego i ja go używam od pewnego czasu, choć wolałem wcześniej o tej grupie osób i ośrodków opiniotwórczych pisać „producenci nacisków” lub „producenci Opętanych 2010” (sami Opętani 2010 to zmanipulowani przez tę grupę wyznawcy nacisków). Sekta ta rodziła się i była bardzo aktywna tuż po katastrofie, gdy insynuowała bezpośrednie naciski prezydenta. Z czasem jej przekaz ewoluował i dostosowywał do bieżącej sytuacji, a centralną postacią jej ataków stał się gen. Błasik. Zawsze jednak chodziło jej o to samo. Z zadziwiającą precyzją sekta naciskowa w dużym wyprzedzeniem propagowała to co dużo później znalazło się w raporcie MAK. Wynika stąd dość jasno, że znajdowała się ona pod dużym wpływem rosyjskiej agentury. Zresztą, ani autorzy „Ostatniego lotu”, ani TVN/ GW ogłaszając „jak nie wyląduję to mnie zabije/mam przechlapane” nie ukrywali rosyjskich informatorów. W mojej ocenie, choć oczywiście bezpośredniego udziału rosyjskich agentów w tej grupie wykluczyć nie można, dominowali w niej profesjonalnie zmanipulowani przez Rosjan autentycznie opętani sekciarze, oddani bez reszty swojej misji, nie cofający się dla niej również przed kłamstwem i manipulacją. Przypuszczam, że Rosjanie specjalnie dla nich preparowali „tajne” informacje, które miały budować ich pewność i poczucie wyższości wobec niewtajemniczonych. Pamiętam konferencję komisji Millera, która odbyła się krótko po konferencji MAK i była próbą przeciwstawienia się antypolskiej propagandzie Rosjan. Transmisję oglądałem na TVP Info, której „ekspertami” byli Jan Osiecki (współautor książki Latkowskiego) i jeszcze jeden dziennikarz, którego nie pamiętam. Obaj zareagowali autentyczną wściekłością. Jak zranione dzikie zwierzęta. W ich „komentarzach” nie było żadnych merytorycznych uwag tylko wyraz oburzenia i pogardy dla członków polskiej komisji pod hasłem „jak tak w ogóle można”. Podobna była reakcja tych środowisk na konferencję komisji Millera, gdy ta ogłaszała swój raport. Dziennikarze GW ręka w rękę z rosyjskimi dopytywali się o „naciski”, których im bardzo brakowało. Prawdziwym ciosem dla naciskowej sekty była jednak dopiero ekspertyza IES. Jeszcze tuż przed nią wspomniany Jan Osiecki liczył na nowe dowody nacisków gen. Błasika. Instytut Sehna cieszył się renomą i powszechnym zaufaniem. Przez długi czas ataki na jego ekspertyzę były bardzo nieśmiałe. KBWLLP nie protestowała przeciwko zanegowaniu jej „odsłuchów” gen. Błasika tylko uznała, że sprawa nie wymaga zmian w raporcie według którego gen. Błasik i tak był tylko elementem „presji pośredniej” i nie miał wpływu na katastrofę. Sekta naciskowa nie ośmieliła się zanegować ekspertyzy IES tylko zaczęła nią manipulować, przy fałszywym założeniu, że wszystkie nieprzypisane nikomu wypowiedzi pochodziły z kokpitu. Informacja o zasięgu mikrofonów, które rejestrowały wypowiedzi z odległości 5 m od jego drzwi była ściśle strzeżoną tajemnicą, o czym nieraz przekonałem się w dyskusjach z ofiarami manipulacji tej sekty. Tak powstała np. narracja o generałach w kokpicie (oparta na jednym niepewnym odsłuchu „generałowie(?)”), czy insynuacje GW i dr Laska związane z odsłuchem „siadajcie”, które wypuszczono z okazji czwartej rocznicy katastrofy. Sekta zakłamywała prostą prawdę, że w całym obszernym stenogramie zawierającym wypowiedzi nie tylko z kokpitu, ale i z okolic prezydenckiej salonki (przy której w korytarzu znajdują się 2 wygodne fotele dla gości)  nie ma  żadnej wypowiedzi gen. Błasika i  żadnej wypowiedzi wskazującej na niego jako adresata. Tak długo jednak jak sam stenogram IES pozostawał niepodważony, propaganda naciskowej sekty nie mogła wyjść poza krąg najbardziej przez nią już wcześniej zmanipulowanych osób. Z czasem ataki na ekspertyzę IES nasiliły się i zaczęto propagować potrzebę nowych badań. Liderował w tym prof. Paweł Artymowicz, który nieraz twierdził, że słyszy coś innego niż IES. Pretekstem do nowych badań stała się z czasem potrzeba kopii o wyższej rozdzielczości, która lepiej potrafi oddać inne odgłosy (np. opisane przez IES jako „odgłos przemieszczających się przedmiotów”). Miała ona tylko uzupełnić ekspertyzę IES, a nie ją zastąpić. Powstał jednak nowy stenogram, który realizuje osobiste interesy ludzi naciskowej sekty. To co pozostawało w sferze insynuacji i zmyśleń o małym zasięgu oddziaływania nabrało, przynajmniej czasowo, wagi procesowego dowodu. Napisałem „czasowo” ponieważ ma nadzieję, że ten „stenogram” nie ostanie się w konfrontacji z profesjonalną opinią IES i po jesiennych wyborach parlamentarnych (niezależnie od ich wyniku) trafi na śmietnik.

Uważam, że powstanie „stenogramu” o takim charakterze było planowane już w czerwcu 2013, gdy powoływano nowych biegłych – Andrzeja Artymowicza i płk. Roberta Latkowskiego. I to wcale nie musi być tak, że od początku świadomie realizowali oni polityczną potrzebę obecnego układu władzy. Po prostu dla zorientowanych w sprawie decydentów było jasne co Artymowicz z Latkowskim zrobią realizując swój sekciarski interes i pozostało im tylko zadbać o to, żeby ich produkt ujrzał światło dzienne w najlepszym z punktu widzenia polityki momencie. Niestety przy okazji realizuje się również interes rosyjski przeciwko Polsce, co zawsze cechowało aktywność naciskowej sekty. Stąd moja nadzieja, że po zrealizowaniu politycznej potrzeby układu władzy prokuratorskie śledztwo wróci na poprzednie tory, choć części szkód pewnie nie da się odwrócić.

Lubię to! Skomentuj227 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale