Pamiętam taki rysunek satyryczny, kóry widziałam w jakiejś gazecie dawno temu. Na rysunku widac górala, który ma wbitą siekierę w plecy, z których obficie cieknie krew. A góral śpiewa " Nie mam żalu do nikogo..."
Kiedy patrzę jak rozwija się sprawa morderstwa w biurze PiS w Łodzi i w jaki sposób "brudna wspólnota" (określenie za L. Dornem) poszukuje winnych mam przed oczami ten rysunek. Otóż toporem został potraktowany i jest stale traktowany JK a wspólnota próbuje wymusić aby zaśpiewał "Nie mam żalu do nikogo..." to znaczy wykonał gest pojednania.
Jest dość oczywiste, że nie o żadne tu pojednanie wspólnocie chodzi ale o kolejne wykazanie, że za śmierć Marka Rosiaka odpowiada Jarosław Kaczyński. Groteskowość tej sytuacji polega na tym, że morderca chciał zamordować ... Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście media twierdzą, że morderca nie chciał zamordować JK ale wszystko jedno kogo (kolejna manipulacja inspirowana przez GW) ale w te brednie chyba nie ma sensu wierzyć. Pojednanie jest możliwe ale jego warunkiem jest uznanie prawdy, żal za grzechy i postanowienie poprawy. Jak przy spowiedzi (Komorowski powinien o tym wiedzieć bo przyjmuje przed kamerami sakrament Komunii Św). A to wymagałoby przewrócenia misternie zbudowanego gmachu kłamstwa uprawianego przez (cytujac teraz wypowiedź sejmową JK) przez przemysł nienawiści.



Komentarze
Pokaż komentarze