Zbliża się Święto Niepodległości, a wraz z nim Marsz. Od kilku lat jest to wydarzenie bardzo ważne dla naszej świadomości obywatelskiej. Bombardowaną przez me(n)dia głównego ścieku polską tożsamość, należy budzić aktywnym działaniem. Taką, korzystną dla naszej kultury, rolę znakomicie spełnia Marsz Niepodległości. Zmienia młodych ludzi w młodych Polaków i dojrzewających obywateli.
Ale władza też czerpie z Marszu korzyści... Rokrocznie powtarza się ten sam scenariusz. Brak nowatorstwa jest aż wstydliwy. Przed Marszem mamy podgrzewanie atmosfery w mediach, co by na miejsce przybyli ludzie podekscytowani. Wiadomo, człowiek rozemocjowany gotów jest działać energicznie, i nie zawsze zgodnie z rozumem. Po starcie pochodu następują prowokacje policji obywatelskiej. Ale jako, że na prowokacje Polacy powoli się uodporniają, następują inscenizacje, które potem wspaniale wyglądają w kamerach telewizyjnych.
Pamiętamy chyba jeszcze wspaniałe widowisko sprzed 2 lat, gdy lewicowy prowokator najpierw radośnie tokuje z gadzinnikarzem, po czym chowając twarz w białej kominiarce (że on niby kibol jest), daje rozmówcy plaskacza. Siniaka nie będzie, ale za to jakie fotki! Sam byłem świadkiem jednej z ciekawszych inscenizacji. W ów czas TVN postawił na trasie przemarszu wóz transmisyjny. Został on rozbujany, przybiegł któryś z Organizatorów i uspokoił sytuację. Opuścił miejsce, gdy pojawił się kordon policyjny. Kordon też opuścił miejsce, 2 minuty po odejściu Organizatora. Chulaj dusza(!), ale nic się nie dzieje. Po pół godzinie musiał się zjawić zamaskowany gość, by wraz z podobnymi pojazd zdemolować. Niestety trzeba było czekać jeszcze 3 kwadranse, nim wrzucona flara zaczęła się palić wystarczająco widowiskowo. Wówczas policja obywatelska powróciła, wraz ze strażą pożarną i kamerzystami. Ledwo zdążyli z wejściem na żywo! W zeszłym roku wykluczono już możliwość fuszerki. Inscenizacja nastąpiła zaraz na początku Marszu. Około siedemnastej, tym razem przewidziano bezpieczne dwie godzinki na wybór scen i montaż. Cóż za znakomita organizacja pracy!
I to jest właśnie ostatni i najważniejszy element scenariusza. Czyli rozpropagowanie odpowiedniego emocjonalnego przekazu. „No, może nie jest najlepiej, ale jest ciepła woda, a bez nas anarchia, walki uliczne, bla bla bla...” Starsi czytelnicy skojarzą to z antysolidarnościowymi propagandówkami, młodsi – niech dopytają starszych. W zeszłym roku wykonano pod tym względem majstersztyk. Przez kilka kolejnych dni publika mogła się ekscytować Brunobomberem, „zamieszkami” z Marszu, i skandalicznie zmanipulowaną wypowiedzią Grzegorza Brauna (któremu włożono w usta komunikat, że trzeba dziennikarzy zabijać. Cięcie orginału nie było łatwe, bo od wypowiedzi do zmontowanej emisji musiały minąć grube dwa miesiące. Tym bardziej trzeba pogratulować naszym goebelsikom. Mogli nie zdążyć!) Wiadomo, „może nie jest najlepiej, ale ciepła woda, a bez nas bla bla bla...” Niestety policjanci podpalający radiowóz także dali się nagrać, i znów internety popsuły tak pięknie zaaranżowane widowisko.
W tym roku jednak stawka jest o wiele wyższa niż w latach poprzednich. Tym razem sprawa wychodzi poza polskie podwórko. Nasz ukochany nierząd okupacyjny zaplanował urządzić sobie tego dzionka szczycik klimatyczny. Dla Warszawy oznacza to sabat anarchistów, antyglobalistów, ekologistów, ot, lewaków wszelkiej maści, których nietrudno będzie przekonać, że sąsiednią ulicą spaceruje "fashistoffska hydra". Może być ciekawie i to w obiektywach z całego świata. Do informacji o „polskich obozach zagłady”, michnikowych postękiwań w zachodniej prasie o „odradzającym się faszyzmie” i „wszechobecnych antysemitach”, dołączą obrazki, które to uwiarygodnią. Z wizerunkowego bagna nie wygrzebiemy się przez najmniej jedno pokolenie. A zapowiada się jeszcze ciekawiej, gdyż dziesiątego w stolicy zacznie się zjazd ruchów narodowych z tej części Europy.
Ograniczyć straty...
W tym kontekście zupełnie nie dziwią ruchy związkowców, Klubów GP, czy PiSu, które to organizacje obchodzą 11 listopada w różnych miastach. Niektórzy widzą w tym rozbijactwo Obozu Zmiany. Ja tak tego nie oceniam. Są to organizacje, które skupiają osoby w wieku średnim i wyższym. Dla takich person ewentualne starcie z cegłówką może być tragiczniejsze w skutkach. (A policja obywatelska w ostatnich latach nie miała oporów przed turbowaniem dzieci czy osób na wózkach). Posunięcie Narodowców ze sprowadzeniem sojuszników na drugi rzut oka też jest bardzo odpowiedzialne. W razie czego, będziemy mieć świadków zdarzeń w wielu językach. Czyli przekaz alternatywny do mainstreamowego. Jest to bardzo ważne w perspektywie tego, co może być nam szykowane.
Straty wizerunkowe można ograniczyć jeszcze w jeden sposób. Po prostu: zrobić to, czego nikt się nie spodziewa. Prócz rozgłaszania oczywistych rad (nie dawajmy się sprowokować, w prób blokady należy usiąść na ziemię i czekać, mieć mnóstwo kamer i baterii do nich, itd.), można uczynić jeszcze jedno. Otóż... wyciągnijmy dłoń do antyglobalistów!
Nie wszyscy potrafilibyśmy, ale myślę, że sporo z nas jest zdolna do takiej akcji. Profesor Zybertowicz poleca, żeby zbliżając się do osób, do których czujemy jakiś resentyment, powiedzieć sobie w duchu: "lubię cię". I wtedy zacząć rozmawiać. To działa. Stwórzmy dobrą atmosferę. Pokażmy się z takiej strony, którą będą w stanie pojąć i odebrać korzystnie. Wśród nich będą z pewnością szkoleni prowokatorzy, ale jeśli do pozostałych dotrzemy z ulotkami, możemy ograniczyć możliwości spięć. A jeśli dojdzie do jakiejś policyjnej inscenizacji, zyskamy świadków po lewej stronie (mam na myśli antyglobalistów, ekologistów, anarchistów; z nazistami z antify rozmawiać się wszak nie da). Wiem, że takie tłumaczenie nie będzie łatwe. Ale to dobry trening przed podobnymi dysputami z lemingami.
Jak do nich dotrzeć? Co będą w stanie zrozumieć swoim aparatem pojęciowym? Przypomnijmy na początku, że protesty antyACTA zaczęły się w Polsce, odbiło się to szerokim echem w świecie i od razu skłoni do rozmowy. Wspomnijmy o prawach kobiet; że od zawsze miały u nas prawa osobiste i spadkowe; po odbudowaniu państwa po 123 latach niebytności na mapach – byliśmy jednym z pierwszych krajów, gdzie otrzymały prawa wyborcze. Wspomnijmy o ekologii, że pierwsi na świecie chroniliśmy zagrożone wyginięciem gatunki zwierząt – konkretnie tura od przełomu XIV/XV w. Powiadommy o wielkiej tolerancji religijnej i etnicznej w historii Pierwszej Rzeczypospolitej, kiedy to w naszym kraju żyli w pokoju Polacy, Litwini, Rusini, Niemcy, Żydzi, Ormianie, Szkoci, Holendrzy, Tatarzy; że Żydzi mieli nawet własny parlament w Lublinie w latach 1581-1764 zamknięty dopiero przez Rosjan. Powiedzmy o Złotej Wolności – wielkich swobodach jednostki; o tym, że każdy szlachcic mógł być obrany królem; że chłopi z okolicznych państw uciekali do nas. Przypomnijmy, że jako pierwsi stawiliśmy opór nazizmowi i Hitlerowi. Możemy wspomnieć co robi dzisiejszy rząd, życzmy by nie padli ofiarą policyjnych prowokacji. Itd. Czyż nie jest to miód na lewe ucho?
Nie wiem jeszcze, czy będę mógł być w stolicy tego dnia. Jeśli będę – przystąpię do realizacji tego planu choćby samodzielnie. Jeśli zdążę – wykonam ulotkę w języku angielskim. Umieszczę ją tutaj, by każdy mógł ją ściągnąć i wydrukować.
A my wszyscy – nie dajmy się zastraszyć systemowi. Kto jedzie do Warszawy, niech jedzie! Kto będzie świętować w innym mieście – niech to zrobi! Spędźmy ten czas godnie i skutecznie. Polska potrzebuje nas wszystkich.


Komentarze
Pokaż komentarze