Wikipedia
Wikipedia
Jacek Silesia Jacek Silesia
1129
BLOG

W obronie Powstańców Śląskich

Jacek Silesia Jacek Silesia Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 24

Historia Śląska jest bogata i zarazem skomplikowana. Są kwestie, które do chwili obecnej budzą spory i emocje. Tak jest z Powstaniami Śląskimi, szczególnie z III Powstaniem Śląskim. Na samym Śląsku zdania co do powstań śląskich są podzielone, często polemika ma miejsce w śląskich rodzinach. Jednak to nie zmienia faktu, że wiele spraw dotyczących samych powstań zostało uporządkowanych. Znane są daty, liczby, dostępna są monografie, biografie czy źródła historyczne związane z powstaniami śląskimi. Jednak niedawno natrafiłem na wpis w serwisie Wchatyrz.eu (cały tekst tutaj) przedstawiciela mniejszości niemieckiej w Polsce Pana Waldemara Gielzoka, który dotyczył III Powstania Śląskiego. Treść tego wpisu bardzo krytycznie odnosiła się do powstańców śląskich, czy samego Wojciecha Korfantego. W swych rozważaniach p. Gielzok powoływał się na wspomnienia z III Powstania Śląskiego Stanisława Srokowskiego, geografa i dyplomaty, który w III powstaniu śląskim pełnił obowiązki delegata polskiego na Górnym Śląsku. Pan Gielzok bazując na wspomnieniach Srokowskiego, przedstawił obraz powstania, szczególnie powstańców i samego Korfantego w złym świetle. Zasadnicze pytanie jest takie – czy tak było? Czy Stanisław Srokowski jako delegat polski na Górnym Śląsku był od tego, aby potem – ujmując to nieco patetycznie- szargać dobre imię Korfantego i powstańców śląskich? Postanowiłem nie tylko zapoznać się z treścią wpisu p. Gielzoka, lecz także ze wspomnieniami Stanisława Srokowskiego z pobytu na Górnym Śląsku w okresie III powstania śląskiego.

Swój wywód p. Gielzok zaczyna od tego, że 3 czerwca 1921 r.: „Dokładnie sto lat temu 03.06.1921 r. polscy powstańcy śląscy wszczęli prawdziwy rokosz i wypowiadali masowo posłuszeństwo swoim dowódcom. Wprawdzie akty niesubordynacji i przestępstw przeciwko mieniu i życiu były dokonywane już wcześniej, jednak na początku czerwca sytuacja wymknęła się spod kontroli i można mówić o prawdziwym rokoszu.” - No właśnie, czy sprawa dotyczy wszystkich wojsk powstańczych? Otóż nie. Problem dotyczył tzw. grupy „Wschód” i grupy „Środek”, notabene wyodrębnionej z tej pierwszej grupy. Oprócz tego wojska powstańcze składały się z grup:”Północ”, „Południe”, a do połowy czerwca  1921 r. funkcjonował oddział specjalny – Grupa Destrukcyjna „Wawelberga”. Pan Gielzok później co prawda wymienia grupę „Środek” i opisuje sprawę kpt. Grzesika, ale w początkowym zdaniu mamy do czynienia z manipulacją. Zresztą p. Gielzok dalszej części pisze: „Należy w tym miejscu wspomnieć, że powstańcy nie byli tak naprawdę powstańcami, czyli ludnością, która spontanicznie chwyta za broń, aby wywalczyć sobie coś, jak oficjalnie się ich przedstawiało […]. Jest to zarówno manipulacja, jak i nieprawda historyczna. Liczbę powstańców szacuje się na około 60 tys. ludzi. Większość kadry oficerskiej była spoza Śląska, również w Powstaniu Śląskim udział brało kilkanaście tys. ochotników z Polski, jednak największą liczbę stanowili miejscowi Górnoślązacy, w liczbie przynajmniej 40 tys. osób. To jasno dowodzi, że część ludności górnośląskiej była zdecydowanie przeciwna polityce niemieckiej, a mobilizacja ich też miała charakter odśrodkowy.  


Konflikt na linii Grzesik, Grażyński – Korfanty, jest również przedstawiony przez p. Gielzoka w sposób, który mógłby sugerować winę Korfantego: „Wojciech Korfanty w tym okresie musiał uciec się do pomocy oddziału marynarzy dowodzonych przez porucznika Oszka, którzy byli jego pretorianami i pomogli mu aresztować i usunąć przeciwników niezgadzających się z jego sposobem rządzenia. Popadał już w stany paranoidalne wszędzie widząc wrogów. W tym samym czasie, to jest w dniach 1-4 czerwca 1921 r. miał miejsce bunt oficerów ze sztabu Grupy „Wschód”, a przeciw Korfantemu wystąpił Karol Grzesik i szef jego sztabu Michał Grażyński.” - Po pierwsze, kpt. Grzesik (rodowity Ślązak, w czasie I wś służył w armii niemieckiej) był uzurpatorem i sam się ogłosił naczelnym wodzem powstania, bez żadnej konsultacji z Korfantym. Dyktator powstania musiał więc zareagować. Działania Korfantego były racjonalne, aresztował frondystów i oparł się w tym na zaufanych ludziach takich, jak por. Oszek (notabene też rodowity Ślązak). Po drugie, nie wiem jaki jest stosunek p. Gielzoka do działalności, zarówno Grzesika, jak i Grażyńskiego, ale z ówczesnej perspektywy niemieckiej ich działania mogły być korzystne dla... Niemiec. Znaczna część dowódców grupy „Wschód”, którzy też byli związani z Polską Organizacją Wojskową na Górnym Śląsku miało inna koncepcję walki, niż Korfanty, który faktycznie powstanie chciał ograniczyć z zbrojnej demonstracji. Sprawę opisał w wywiadzie dla tygodnika „DoRzeczy Historia” prof. Ryszard Kaczmarek, historyk specjalizujący się w historii Śląska, cyt: Kluczowym momentem był kryzys po bitwie o Górę św. Anny. Korfanty negatywnie oceniał to, jak Grupa Wschód, największa z trzech grup powstańczych, radziła sobie w czasie walk na Górze św. Anny. Z drugiej strony w sztabie tej grupy panowało przekonanie, że błędem było zatrzymanie przez Korfantego ofensywy na linii Odry.[...] Korfanty zaproponował wtedy rozmowy z Niemcami. Część wojskowych z Grupy Wschód – m.in. Michał Grażyński i Karol Grzesik, już wcześniej krytycznie nastawiona do Korfantego i jego pomysłu ograniczenia walk tylko do demonstracji wojskowej – uważała, że był to błąd („Historia DoRzeczy”, nr 7(101), s. 6-11). Reasumując osoby takie, jak Grzesik, czy Grażyński chcieli dalszej ofensywy w zachodnie strony Górnego Śląska z Opolem włącznie. Prof. Kaczmarek w tym samym wywiadzie skrytykował tę koncepcję, cyt: Wchodzimy tu w sferę „gdybania”, ale patrząc realnie na ówczesną sytuację, myślę, że rację miał Korfanty. Możliwość zdobycia Opola była tylko teoretyczna i to nie z tego powodu, że znajdowała się tam siedziba Komisji alianckiej i trzeba by było wtedy liczyć się z interwencją wojskową Francuzów. Głównym problemem było to, że zachodnia część Górnego Śląska była zdominowana przez ludność niemieckojęzyczną. Tam nie było naturalnego zaplecza dla powstańców we wsiach i mniejszych miasteczkach, nie mówiąc już o tym, że nawet Francuzi nie zgodziliby się na zajęcie przez Polaków Opola. Politycznie rzecz biorąc, byłoby to bardzo ryzykowne i Polacy mogli łatwo „przelicytować”, stając się nawet w oczach Francuzów agresorami.

Analiza prof. Kaczmarka wprost wskazuje, że Korfanty mimo wszystko, starał się być bardziej realistą, niż romantykiem, oficerowie z grupy „Wschód” odwrotnie. Gdyby jednak ich koncepcja przeszła, Niemcy bez wątpienia mieliby argumenty przed Międzysojuszniczą Komisją Rządzącą i Plebiscytową, które posłużyłyby jako dowody na agresję ze strony Polaków, gdyż w okresie plebiscytowo-powstańczym to właśnie MKRIP sprawowała władzę na spornym terenie.

Warto też przytoczyć wspomnienie Stanisława Srokowskiego, w którym pokazał jaki był od strony politycznej (realistyczny) stosunek Korfantego do Opolszczyzny po plebiscycie, cyt: „Po południu zjawiła się u Korfantego deputacja ludności powiatu opolskiego w liczbie 20 ludzi, samych chłopów i literalnie na klęczkach błagała o przyłączenie ich stron do Polski. Oświadczyli, że ani jeden z nich nie powróci pod panowanie niemieckie. Byłem obecny przy tej wzruszającej scenie. Korfanty odpowiedział, że sytuacja jest tego rodzaju, iż o przyłączeniu Opola do Polski obecnie nie może być mowy, a zresztą sami tamtejsi ludzie są winni za wytworzenie się obecnego położenia. Poważna ich część dała się zbałamucić Niemcom w chwili głosowania” (Stanisław Srokowski, „Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921 r.”, Poznań 1926, s. 26).


Pan Gielzok w swym tekście wprost pisze o bolszewickiej agitacji Korfantego, powołując się na słowa Srokowskiego z 3 czerwca, cyt: Bo skoro nastąpi t. z. zielona demobilizacja, to jest skoro oddziały powstańcze, nie chcąc oddać broni, zamienią się w bandy rozbójnicze, stworzy się na Śląsku piekło bolszewickie, które zakazi sobą całą środkową Europę i Polskę […] ( Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921 r. s. 40).Faktycznie to, co pisał Srokowski może dziwić, a nawet szokować. Trzeba jednak analizując te słowa, wiedzieć jakie były ich okoliczności, a data 3 czerwca 1921 r. jest tu bardzo istotna. Otóż: sytuacja na froncie była wówczas korzystniejsza dla strony niemieckiej, od 31 maja nie było de facto dowódcy wojsk powstańczych, gdyż odwołany został ppłk. Maciej Mielżyński, a w następnych dniach miał miejsce bunt dowódców grupy „Wschód”, cały czas był problem z żołdem dla powstańców. Stanisław Srokowski krytycznie oceniał sytuację w tych dniach zarówno na froncie, jak i w szeregach powstańczych, jednak starał się też być obiektywny, bo już 4 czerwca w jego zapiskach pojawiły się pozytywne informacje, cyt: „Szczęście, że dzisiaj kasę powstańczą zasiliło 5 milionów marek niemieckich. Zapłacenie bodaj w części żołdu poprawi znakomicie dyscyplinę i wzmocni na duchu tych, którzy mimo wszystko stoją wiernie przy dyktatorze. Bo są i tacy. Jeden z pułków oświadczył świeżo, że rozstrzela każdego, kto- by się ważył sięgnąć po władzę dyktatorską, czy też popełnić inną jakąś uzurpację.Przypływ ochotników nie ustaje tymczasem ani na chwilę. Dziś przybyło znowu 72 ludzi. Przychodzi także wielu byłych oficerów Górnoślązaków z armii amerykańskiej ii innych, którzy dawniej bili się na frontach antyniemieckich” (Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921 r., s. 43).


Wracając do rzekomej agitacji bolszewickiej Korfantego, to mam nadzieję, że p. Gielzok czytając wspomnienia Srokowskiego natknął się na jego słowa o komunistycznych agitatorach opłacanych z Niemiec, czy działających z korzyścią dla Niemiec cyt.: "W związku z zachodzącymi na Śląsku zmianami na całym obszarze przemysłowym rozpoczęła się bardzo żywa agitacja komunistów, partii będącej tutaj prawie zupełnie na żołdzie niemieckim. Przyjąć należy, że po zlikwidowani powstania, w czasie przejściowym rządów Komisji opolskiej, ten ruch idący po linii interesów niemieckich, a zmierzający do tego, aby przemysł górnośląski dla celów politycznych chwilowo unieruchomić, bardzo się wzmoże" ( Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921 r., s. 82-83)


30 czerwca Srokowski po zamieszkach jakie wybuchły w miejscowości Tworóg, gdzie wszczęła je jedna z kompanii powstańczych napisał: "Sprawcą awantury był porucznik Szeliga, który już dawniej, jak się pokazało, miał relacje z bolszewikami w Kijowie, a obecnie działał za pieniądze niemieckie. Po awanturze znikł bez śladu.O ile można wnioskować, obok pieniędzy do ożywienia ruchu komunistycznego wielce przyczynił się Wrocław, gdzie, według wiadomości zaczerpniętych od samych komunistów, Niemcy założyli szkołę dla agitatorów i w tej chwili dla wzniecenia zamieszania rozpuścili ich po Śląsku. Niepokojące jest także zachowanie się Niemców bytomskich. Okazują oni wielką ruchliwość. Chodzi tylko o to, czy są to tylko komuniści, czy też i inni "( Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921r., s. 85)

2 lipca Stanisław Srokowski stwierdził: "Napięcie akcji komunistycznej w ostatnich dwóch dniach znacznie opadło, do czego przyczyniła się i ta okoliczność, że Francuzi w Opolu zaaresztowali kur jerów jadących do Berlina po pieniądze, a także rozwiązano istniejące w Zabrzu przy Schecheplatz biuro agitacyjne" ( Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921 r., s. 91)

Srokowski w swych relacjach wbrew temu, co pisze p. Gielzok, konotacje komunistyczne przypisuje jednak stronie niemieckiej, która według jego słów odpowiadała za organizacje, zarówno finansową, jak i logistyczną komunistów działających na Górnym Śląsku w okresie III Powstania Śląskiego. 


Pan Gielzok w treści swego wpisu także kładzie nacisk na to, że powstańcy byli niesubordynowani, dopuszczali się rabunków, terroryzowali miasta np. Kożle, cyt.: Rabunków dopuszczały się uzbrojone bandy, które terroryzowały miasto i port w Koźlu. Mieszkańcy miasta i okolic przeżyli prawdziwą gehennę, gdy powstańcy weszli w posiadanie zapasów spirytusu w porcie rzecznym. Sądy jednak było pobłażliwe, bo ofiarami byli Niemcy. O aferze spirytusowej także pisał Srokowski, który o tego typu działaniach nie miał dobrej opinii. Jednak ten sam Srokowski też wspominał, cyt: "Wśród niepłatnych regularnie wojsk powstańczych coraz powszechniej pokutuje myśl, że należy u ludności niemieckiej wszystko rekwirować, co może być potrzebne do zaopatrzenia powstańców, nie cofając się przy tym nawet przed więzieniem Niemców i ich biciem, gdyby np nie chcieli składać żądanych okupów. Górnoślązacy, którzy jako żołnierze niemieccy musieli brać udział w Wojnie Światowej na froncie zachodnim w Belgii i we Francji a także i ci, którzy widzieli rabunki niemieckie na wschodzie, a takich w szeregach jest bodaj czy nie połowa, są wprost zdziwieni tym wszystkim, co się dzieje na Śląsku. Nie pojmują, dlaczego tu się tak szczędzi Niemców i dlaczego Korfanty nie podziela poglądów o bezwzględnym postępowaniu z odwiecznym i okrutnym wrogim” (Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921 r., s. 75)

Z tych kilku zdań można wywnioskować, że niemieccy żołnierze w czasie I wś nie mieli skrupułów szabrować i rabować mienia na ziemiach, które okupowali, czy to na froncie zachodnim, czy wschodnim. Informacje te Srokowski pozyskał od miejscowych Górnoślązaków walczących w armii niemieckiej, bądź rodzin tych żołnierzy. Z treści tych zapisków można również wywnioskować, iż powstańcy jednak nie byli takimi rabusiami i pijakami jak wynika z narracji p. Gielzoka. Przy okazji warto się zastanowić, czy faktycznie kary dla powstańców za przestępstwa dokonane wobec cywilów, czy ich mienia były pobłażliwe. Wiadomo, że Korfanty podpisywał wyroki śmierci m.in. była sprawa „powstańca”, który został skazany za gwałt i rabunek. Inne sprawy wymagałyby jednak rzetelnej kwerendy dokumentów (jeżeli są dostępne jeszcze) z tamtego okresu, żeby jednoznacznie ocenić działalność sądów powstańczych. Być może p. Gielozk już to zrobił?

W uwagach końcowych Wspomnień Srokowskiego, autor zamieścił zdanie, cyt: "Wszak zapewniono względne bezpieczeństwo prowincji i to zarówno Polakom, jak i Niemcom, funkcjonowały koleje a także połączenia telegraficzne i telefoniczne, nie mówiąc już o różnych urządzeniach dodatkowych. Dość powiedzieć, że z winy powstania nie stanęła ani jedna fabryka ani też kopalnia" (Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921 r., s.102).
Kolejne więc zdanie ze dziennika Srokowskiego, które dowodzi, że jeżeli zachowania niektórych powstańców były negatywne, to nie były regułą, lecz odwrotnie. 

Skoro p. Gielozka oburza zachowanie niektórych powstańców, które urąga wszelkim zasadom dobrego wychowania, to mam nadzieję, że do takich zachowań również podchodzi z ogromnym wstrętem, cyt.: "I inne jeszcze wspomnienie z tych czasów przejdzie do historii a mianowicie gwałtów, okrucieństw i łotrostw, popełnianych przez Niemców na ludności polskiej wszędzie tam, gdzie tylko popełnić się ode dały. Obfitość i dzikość owych nikczemności przeszła wszystko, co sobie można było wyobrażać nawet po Niemcach, zaprawionych do mordu i bezprawia w długiej czteroletniej Wojnie Światowej. Każdy też, wszechstronnie a uczciwie opisujący dzieje śląskiego ruchu z r. 1921, może śmiało swej książce dać również tytuł historii katuszy ludności polskiej, bo sadystycznego elementu wojny ujawniło się najwięcej. Okropnym zwłaszcza był miesiąc maj" (Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921 r., s. 11-12).

Tak Stanisław Srokowski wyraził się o zbrodniach niemieckich w okresie III Powstania Śląskiego. Ale żeby nie zarzucać Srokowskiemu, że stara się swoje relacje dodatkowo oprawić dramaturgią, to kilka zbrodni niemieckich w swych wspomnieniach przedstawił, cyt.: "tak samo mordując w bestialski sposób w lesie pod Pogorzelcami 6 zakładników, wziętych z gmin Stare Koźle i Brzeziec, Niemcy zmusili nieszczęśliwe ofiary do wykopania sobie własnymi rękoma grobów. Z pomordowanych wtedy, Laszczykowi Józefowi z Brzeziec pocięli ciało nożami, Leszczyka Jana zamordowano przez rozbicie czaszki aż mózg zupełnie wypłynął. Kałuży Janowi z Brzeziec połamano przed zabiciem ręce i żebra, Leszczyka Ignacego zamordowano, zadając straszne rany cięte. Najhumanitarnej obeszły się zbiry niemieckie z Stolarzem Leonem z Starego Koźla, zabijając go pchnięciem bagnetu w bok z tyłu. Wszystko są to fakty stwierdzone komisyjnie w dniu 13 maja i z najmniejszymi szczegółami przedstawione Komisji opolskiej" ( Wspomnienia z trzeciego powstania górnośląskiego 1921 r., s. 14)

Srokowski podaje więcej zbrodni w swym dzienniku. Niemcy nawet nie oszczędzali kobiet i dzieci. Co istotne oraz ważne Srokowski opisał zbrodnie niemieckie, o których wiedziała Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa w Opolu. Nie były to żadne opowieści ludowe, lecz tragiczne fakty. Te drastyczne opisy nie świadczą o tym, żeby strona niemiecka w trakcie III powstania śląskiego epatowała cnotami rycerskimi. Dokonywała zbrodni i to są fakty bezsporne. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że eksterminowanie cywilów w czasie konfliktów zbrojnych jest zdecydowanie dużo większym przewinieniem, niż kradzież spirytusu (aczkolwiek jestem przeciwny relatywizacji wszelkich form kradzieży).  


Stanisław Srokowski swoje wspomnienia kończy uwagami końcowymi, w których zawarł: mocną krytykę przygotowań militarnych powstańców, zarówno pod kątem taktycznym, jak i organizacyjno-finansowym. Pod względem aprowizacyjnym, organizacyjnym (administracja plus logistyka na terytorium powstańczym) i polityczno-dyplomatycznym ocena jest jednak w miarę pozytywna. To też pokazuje, że nie było ze strony Srokowskiego przysłowiowego poklepywania po plecach, powstańczy, czy sam Korfanty byli krytykowani przez Srokowskiego, jeżeli były ku temu argumenty. Stąd, jeżeli ktoś chce, to może wyciągnąć w sposób cyniczny z ponad stu stron wspomnień Srokowskiego, to co mu pasuje do określonej tezy. Jednak musi się liczyć z tym, że w tych stu stronach są także takie kwestie, które nijak mają się do jego poglądów i o tym warto pamiętać, analizując źródła historyczne.


Zachęcam do przeczytania wspomnień Stanisława Srokowskiego z pobytu na Górnym Śląsku w okresie III powstania śląskiego. Wielu ciekawych spostrzeżeń (także tych kontrowersyjnych) i analiz Srokowskiego tu nie przytoczyłem np. tych krytykujących politykę brytyjską, jak i samych Brytyjczyków na Górnym Śląsku . Mam też nadzieję, że moja polemika nie będzie odczytana w jakiś opaczny sposób, jako rodowity Ślązak akceptuję, że mniejszość niemiecka jest częścią krajobrazu kulturowego, politycznego i społecznego na Śląsku, co nie zmienia faktu, że możemy mieć inne spojrzenia na kwestie historyczne lub polityczne, czego zresztą dowodem jest ten tekst. Spory i dyskusje, jeżeli mieszczą się w cywilizowanych ramach nie są niczym negatywnym.

Jacek Lanuszny 



Historia Historia Śląska https://buycoffee.to/jacsilesia

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura