0 obserwujących
1 notka
1024 odsłony
  1009   1

W obronie Powstańców Śląskich

Wikipedia
Wikipedia

Historia Śląska jest bogata i zarazem skomplikowana. Są kwestie, które do chwili obecnej budzą spory i emocje. Tak jest z Powstaniami Śląskimi, szczególnie z III Powstaniem Śląskim. Na samym Śląsku zdania co do powstań śląskich są podzielone, często polemika ma miejsce w śląskich rodzinach. Jednak to nie zmienia faktu, że wiele spraw dotyczących samych powstań zostało uporządkowanych. Znane są daty, liczby, dostępna są monografie, biografie czy źródła historyczne związane z powstaniami śląskimi. Jednak niedawno natrafiłem na wpis w serwisie Wchatyrz.eu (cały tekst tutaj) przedstawiciela mniejszości niemieckiej w Polsce Pana Waldemara Gielzoka, który dotyczył III Powstania Śląskiego. Treść tego wpisu bardzo krytycznie odnosiła się do powstańców śląskich, czy samego Wojciecha Korfantego. W swych rozważaniach p. Gielzok powoływał się na wspomnienia z III Powstania Śląskiego Stanisława Srokowskiego, geografa i dyplomaty, który w III powstaniu śląskim pełnił obowiązki delegata polskiego na Górnym Śląsku. Pan Gielzok bazując na wspomnieniach Srokowskiego, przedstawił obraz powstania, szczególnie powstańców i samego Korfantego w złym świetle. Zasadnicze pytanie jest takie – czy tak było? Czy Stanisław Srokowski jako delegat polski na Górnym Śląsku był od tego, aby potem – ujmując to nieco patetycznie- szargać dobre imię Korfantego i powstańców śląskich? Postanowiłem nie tylko zapoznać się z treścią wpisu p. Gielzoka, lecz także ze wspomnieniami Stanisława Srokowskiego z pobytu na Górnym Śląsku w okresie III powstania śląskiego.

Swój wywód p. Gielzok zaczyna od tego, że 3 czerwca 1921 r.: „Dokładnie sto lat temu 03.06.1921 r. polscy powstańcy śląscy wszczęli prawdziwy rokosz i wypowiadali masowo posłuszeństwo swoim dowódcom. Wprawdzie akty niesubordynacji i przestępstw przeciwko mieniu i życiu były dokonywane już wcześniej, jednak na początku czerwca sytuacja wymknęła się spod kontroli i można mówić o prawdziwym rokoszu.” - No właśnie, czy sprawa dotyczy wszystkich wojsk powstańczych? Otóż nie. Problem dotyczył tzw. grypy „Wschód” i grupy „Środek”, notabene wyodrębnionej z tej pierwszej grupy. Oprócz tego wojska powstańcze składały się z grup:”Północ”, „Południe”, a do połowy czerwca  1921 r. funkcjonował oddział specjalny – Grupa Destrukcyjna „Wawelberga”. Pan Gielzok później co prawda wymienia grupę „Środek” i opisuje sprawę kpt. Grzesika, ale w początkowym zdaniu mamy do czynienia z manipulacją. Zresztą p. Gielzok dalszej części pisze: „Należy w tym miejscu wspomnieć, że powstańcy nie byli tak naprawdę powstańcami, czyli ludnością, która spontanicznie chwyta za broń, aby wywalczyć sobie coś, jak oficjalnie się ich przedstawiało […]. Jest to zarówno manipulacja, jak i nieprawda historyczna. Liczbę powstańców szacuje się na około 60 tys. ludzi. Większość kadry oficerskiej była spoza Śląska, również w Powstaniu Śląskim udział brało kilkanaście tys. ochotników z Polski, jednak największą liczbę stanowili miejscowi Górnoślązacy, w liczbie przynajmniej 40 tys. osób. To jasno dowodzi, że część ludności górnośląskiej była zdecydowanie przeciwna polityce niemieckiej, a mobilizacja ich też miała charakter odśrodkowy.  


Konflikt na linii Grzesik, Grażyński – Korfanty, jest również przedstawiony przez p. Gielzoka w sposób, który mógłby sugerować winę Korfantego: „Wojciech Korfanty w tym okresie musiał uciec się do pomocy oddziału marynarzy dowodzonych przez porucznika Oszka, którzy byli jego pretorianami i pomogli mu aresztować i usunąć przeciwników niezgadzających się z jego sposobem rządzenia. Popadał już w stany paranoidalne wszędzie widząc wrogów. W tym samym czasie, to jest w dniach 1-4 czerwca 1921 r. miał miejsce bunt oficerów ze sztabu Grupy „Wschód”, a przeciw Korfantemu wystąpił Karol Grzesik i szef jego sztabu Michał Grażyński.” - Po pierwsze, kpt. Grzesik (rodowity Ślązak, w czasie I wś służył w armii niemieckiej) był uzurpatorem i sam się ogłosił naczelnym wodzem powstania, bez żadnej konsultacji z Korfantym. Dyktator powstania musiał więc zareagować. Działania Korfantego były racjonalne, aresztował frondystów i oprał się w tym na zaufanych ludziach takich, jak por. Oszek (notabene też rodowity Ślązak). Po drugie, nie wiem jaki jest stosunek p. Gielzoka do działalności, zarówno Grzesika, jak i Grażyńskiego, ale z ówczesnej perspektywy niemieckiej ich działania mogły być korzystne dla... Niemiec. Znaczna część dowódców grupy „Wschód”, którzy też byli związani z Polską Organizacją Wojskową na Górnym Śląsku miało inna koncepcję walki, niż Korfanty, który faktycznie powstanie chciał ograniczyć z zbrojnej demonstracji. Sprawę opisał w wywiadzie dla tygodnika „DoRzeczy Historia” prof. Ryszard Kaczmarek, historyk specjalizujący się w historii Śląska, cyt: Kluczowym momentem był kryzys po bitwie o Górę św. Anny. Korfanty negatywnie oceniał to, jak Grupa Wschód, największa z trzech grup powstańczych, radziła sobie w czasie walk na Górze św. Anny. Z drugiej strony w sztabie tej grupy panowało przekonanie, że błędem było zatrzymanie przez Korfantego ofensywy na linii Odry.[...] Korfanty zaproponował wtedy rozmowy z Niemcami. Część wojskowych z Grupy Wschód – m.in. Michał Grażyński i Karol Grzesik, już wcześniej krytycznie nastawiona do Korfantego i jego pomysłu ograniczenia walk tylko do demonstracji wojskowej – uważała, że był to błąd („Historia DoRzeczy”, nr 7(101), s. 6-11). Reasumując osoby takie, jak Grzesik, czy Grażyński chcieli dalszej ofensywy w zachodnie strony Górnego Śląska z Opolem włącznie. Prof. Kaczmarek w tym samym wywiadzie skrytykował tę koncepcję, cyt: Wchodzimy tu w sferę „gdybania”, ale patrząc realnie na ówczesną sytuację, myślę, że rację miał Korfanty. Możliwość zdobycia Opola była tylko teoretyczna i to nie z tego powodu, że znajdowała się tam siedziba Komisji alianckiej i trzeba by było wtedy liczyć się z interwencją wojskową Francuzów. Głównym problemem było to, że zachodnia część Górnego Śląska była zdominowana przez ludność niemieckojęzyczną. Tam nie było naturalnego zaplecza dla powstańców we wsiach i mniejszych miasteczkach, nie mówiąc już o tym, że nawet Francuzi nie zgodziliby się na zajęcie przez Polaków Opola. Politycznie rzecz biorąc, byłoby to bardzo ryzykowne i Polacy mogli łatwo „przelicytować”, stając się nawet w oczach Francuzów agresorami.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura