7 obserwujących
16 notek
21k odsłon
  2884   7

Dlaczego kocham Jarosława Kaczyńskiego?

Od razu się sumituję, bo oczywiście i na żaden sposób nie kocham tego zacnego polityka. Wymyśliłem taki tytuł, bo wiem, że część czytelników dalej się nie zapuszcza. Ale coś w tym jest. Rzecz w tym, że mamy do czynienie z człowiekiem, który przejął stery polityczne, któremu wrogowie zarzucają rzeczy, z których dosłownie żadna się nie trzyma przysłowiowej kupy. Pierwsza rzecz, to oczywisty fakt, że Jarosław Kaczyński jest typowym warszawski inteligentem, ale też inteligentem, który po części rezygnując z dóbr doczesnych przeszedł na pozycję o jedną wyżej, czyli politycznego intelektualisty.

Stał się niejako bytem osobnym. Zanurzony w historii, historii idei, oraz znając doskonale wszystkie możliwe i niemożliwe drogi rozwoju państw wybrał jedną, drogę starożytną i pełną codziennej męki, drogę starożytnego Rzymu. Niezrozumiany, często przez swoich fanów, robi dokładnie to, co robił następca Cezara, Oktatawian, nazwany Augustem. Wynalazkiem tamtego było wywiedzione logicznie przekonanie, że lud, społeczeństwo, muszą być, przede wszystkim zapewnione, że instytucje trwają, a rzeczywistość polityczna i społeczna jest w przybliżeniu taka, jaka jest właściwa i przez niego samego pożądana.

Rzymska Republika upadła nie dlatego, że niezadowolony z systemowych rozwiązań Cezar z Juliuszów przekroczył jakiś tam potok Rubikon. Republikę pokonała wewnętrzna korupcja i wynikła z zalewu pieniądza pogarda dla tych, którzy nie mogą się pieniądzem obronić. Cezar Cezarem, ale popatrzcie na tego Augusta, wątpliwego następcę. Wątpliwy i wątły, za młody i zbyt mało rozumny, a, co lepiej może przemówić do współczesnego, mało z definicji, rozgarniętego czytelnika, jednak zatryumfował.

I tak sobie rządził dawniejszą Europą przez 41 lat. Mieszkał sobie w prywatnym domu, nie, że aż na barbarzyńskim Żoliborzu, ale z malutką obsługą służby i wierną, dobrą Liwią, którą haniebnie obsmarował Graves. niczym, a jednocześnie wszystkim rządził. Zapamiętajcie to! Niczym, a jednocześnie wszystkim.

Podobnych władców było wielu, ale żaden w takim stopniu jak Oktawian nie zbliżył się do najprostszej z prawd, że tak naprawdę wynosi do władzy i wywalczoną władze wspiera nie rzeczywistość polityczna, a wyobrażenie o niej. Gdy Oktawian szedł na Palatyn wśród okrzyków gawiedzi, wiedział sam, albo jego doradcy, że wszystko przeminie, ale władza i jej spersonalizowany charakter nigdy.

Nie szydzę z Jarosława Kaczyńskiego, choć można tak sądzić z kwantyfikatorów porównań. Wielkie są, ale też nasze życie jest wielkie i swoiste w swym wyrazie.

Różnica jest taka, że gdyby jakimś cudem JarKacz, jak go zwykle nazywam, przeczytał ten tekst, uśmiałby się być może setnie, a jego adwersarze zaraz by mój kubek z kawą j przewrócili i z pyskami swymi chamskimi, wstąpili w szranki. Gdzie, panie tego., Rzym, a gdzie znowuż, Krym?







Lubię to! Skomentuj89 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka